Kupczak ostatnim ogniwem Polaków, ale jego kariera wisi na włosku. Mateja: “Cały czas jest w rozterce”

fot. PZN

Kombinacja norweska w Polsce kompletnie rozsypała się po minionym sezonie. Z zawodników, którzy mogli startować w zawodach Pucharu Świata, został jedynie Szczepan Kupczak. To nasz najlepszy zawodnik, który trenuje aktualnie z reprezentacją Czech. W tamtejszym sztabie pracuje od wiosny Robert Mateja, który odpowiada za skoki. Trener zdradził nam, że przyszłość Kupczaka też nie jest jasna. – Chodzi wciąż o kwestie finansowe – przyznał Mateja.

fot. PZN

Mateusz Król: Zacznę od ważnego pytania. Jak ze zdrowiem u pana i zawodników?

Robert Mateja: U mnie jest pod tym względem w porządku. Podobnie zresztą jak w sztabie. Czescy zawodnicy już „po przejściach”. Już trzy tygodnie temu okazało się, że mają pozytywne wyniki na koronawirusa. W tej chwili jest z nimi w porządku. Teraz jesteśmy już w Finlandii, ale przed wylotem musieliśmy zrobić test. Niestety, okazało się, że pozytywny wynik ma Szczepan Kupczak. Nie mógł zatem przylecieć z nami. Został w domu, przebywa w kwarantannie, ale jesteśmy na bieżąco w kontakcie i czuje się dobrze.

Wśród wielu trenerów pojawiła się taka teoria, że lepiej przejść to jeszcze teraz, niż w trakcie sezonu…

Myślę, że trochę jest w tym racji. Oczywiście, nikomu tego nie życzę. Jednak, jak w naszym przypadku, czescy zawodnicy przeszli to kilka tygodni temu, to do sezonu podchodzą bardziej spokojni. Jeśli wierzyć tym teoriom, że po chorobie ma się przeciwciała przez okres około trzech miesięcy, to mogą być rzeczywiście spokojniejsi. My, którzy nie przeszliśmy zakażenia, musimy trochę bardziej uważać.

To chyba trudny rok, na debiut w tak poważnej roli, jaką panu powierzono w Czechach. Jak pan się w tym odnalazł w trakcie pandemii?

W tej chwili czuję się normalnie. Wiadomo, jesteśmy przed pierwszymi startami, więc na pewno pojawia się jakiś stres. Do sezonu przygotowywaliśmy się, jak tylko mogliśmy. Z różnych sposobów korzystaliśmy. Cały plan nie do końca zrealizowaliśmy tak, jak był on założony. Trzeba było zmieniać miejsca pobytu w zależności od tych wszystkich restrykcji, które się pojawiały. Te też nas zmusiły, żeby wyjechać do Finlandii. Chcieliśmy szybciej wejść na śnieg.

W Czechach od jakiegoś czasu są wprowadzone restrykcje dotyczące wjazdu do ich kraju m.in. obywateli polskich. Udało wam się jakoś uniknąć tych problemów?

Udało się uniknąć. Szczerze mówiąc, rzadko tam ostatnio bywałem. Spotykaliśmy się głównie na zagranicznych obozach. Niedawno byliśmy w Zakopanem, potem w Szczyrku. Tak, jak mówiłem, musieliśmy zmieniać plany w zależności od sytuacji. Korzystaliśmy z różnych alternatyw, bo chcieliśmy skakać już na torach lodowych. W Polsce była taka możliwość, a dla Czechów te restrykcje u nas były mniej zaostrzone. Zatem udało nam się poskakać. Myślę, że te zgrupowania były bardzo owocne.

Jak pan zareagował na przyjęcie w Czechach? Dziennik „Blesk” napisał, że będzie pan dużym wzmocnieniem tamtej ekipy trenerskiej. Dodali też, że „Nadchodzi Polak, który pokonał Małysza”. Dodatkowa presja, czy na spokojnie?

Podszedłem do tego spokojnie. Nie ma tutaj takiej presji, jak w Polsce w przypadku skoków. U nas w kombinacji spokojnie się pracowało i podobnie jest w Czechach. Nie ma tu jakiegoś wielkiego zainteresowania ze strony mediów. Związek jednak bardzo poważnie podchodzi do tej dyscypliny tutaj i stara się nam zagwarantować jak najlepsze warunki.

Ich zabraknie na starcie Pucharu Świata w kombinacji

Zaskoczyła pana ta rzeczywistość, jaką zastał pan u naszych sąsiadów? Trudno to pewnie porównać z Polską, bo właściwie u nas kombinacja mocno się posypała.

Powiem na początku, że u nas też dobrze się pracowało. Moim zdaniem Polski Związek Narciarski starał się zapewnić nam warunki pod względem przygotowania, czy sprzętu. W Czechach jest jednak dużo lepiej pod względem finansowym. Sport jest podciągnięty pod wojsko czy policję. To jest bardzo duża pomoc dla zawodników. Mają pensję za to, co robią.

System sportu w kraju jest zatem zupełnie inny?

Z tego, co ja tu poznałem, to tak. U nas też przecież kiedyś tak było. Powstawały kluby wojskowe i policyjne, zawodnicy trenowali, startowali i mieli zapewnione finansowanie. To naprawdę ważne, bo pozwalało zawodnikowi zachować spokojną głowę. Nie musiał się martwić o minimalne pieniądze, jakie są potrzebne do życia.

fot. M. Rudzińska

Widziałem na portalach społecznościowych, że stworzyła się fajna atmosfera w ekipie czesko-polskiej. Kto bardziej skorzysta na tej współpracy? Nasi południowi sąsiedzi, czy Szczepan?

Myślę, że każda strona na tym skorzysta. Na pewno podniósł się poziom i jest zdrowa rywalizacja. U nas Szczepanowi z pewnością byłoby trudniej. Została właściwie grupa juniorów, która dużo jeszcze od niego odstaje. Czesi są na podobnym poziomie co Szczepan i ta rywalizacja na treningach daje spory plus i podnosi poziom całej trenującej wspólnie grupy zawodników. Myślę, że to jest bardzo dobra sytuacja dla obu stron.

Obserwował pan Kupczaka w ostatnich latach. Zrobił postęp tego lata? Czy ta sytuacja z początku okresu przygotowawczego, załamanie w polskiej kombinacji, mogła na niego źle wpłynąć?

Szczepan cały czas jest w rozterce. Chodzi wciąż o kwestie finansowe. Teraz jakoś sobie je ułożył, ale to wciąż jest trudna sytuacja. Postanowił poświęcić jeszcze jeden lub dwa sezony. Tak mi oznajmił. Jest mu ciężko, czasami nie daje rady. Na razie się zdeklarował i ciężko trenował. Zobaczymy, jakie wyniki przyjdą zimą. Wiadomo, że od tego też w dużej mierze zależą finanse na kolejny rok.

Macie jakieś sygnały z FIS-u, dotyczące zasad rozgrywania zawodów w trakcie pandemii? Są jakieś obawy o odwołanie niektórych konkursów?

Generalnie są takie same procedury, jak w przypadku skoków narciarskich. Każdy zawodnik i członek sztabu ma indywidualny paszport na stronie FIS-u, gdzie musimy się logować. Będziemy tam zobowiązani do podawania różnych informacji. Jeśli chodzi o zawody, to w Kuusamo ma się rozegrać wszystko normalnie. Trochę gorzej jest z Lillehammer. Nie wiadomo, czy te zawody się odbędą. W Norwegii zaostrzają się przepisy pandemiczne i organizatorzy muszą się dostosować. Nie ma nadal informacji w tej sprawie.

Co musi się stać nadchodzącej zimy, żeby po sezonie trener Mateja był zadowolony z pierwszego roku pracy zagranicą?

Przede wszystkim dobre wyniki. Zobaczymy, jak to się ułoży. Na razie nie wiemy, w jakim miejscu jesteśmy. Nie mamy porównania z innymi ekipami. Ja odpowiadam tutaj za skoki i widać, że zawodnicy na treningach prezentują się całkiem dobrze. Trzeba to przełożyć na zawody.

%d bloggers like this: