Intensywniej niż kiedykolwiek. Wielka zapowiedź alpejskiego Pucharu Świata 2022/2023

Verein Internationale Lauberhornrennen Wengen, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Tak intensywnej zimy jeszcze nie było. Najlepszych narciarzy i narciarki świata czeka rekordowa, jak na sezon z imprezą mistrzowską, liczba zawodów Pucharu Świata. Inauguracja już w sobotę, tymczasem my zapraszamy na zapowiedź nadchodzącej edycji cyklu. W naszym artykule przyjrzymy się: kalendarzom, faworytom do triumfów, kontuzjom i nie tylko.

Verein Internationale Lauberhornrennen Wengen, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Nowości w kalendarzu

Naszą zapowiedź należy rozpocząć od kwestii kalendarza, bo to on powoduje, że nadchodzący sezon się w zauważalny sposób różni od poprzednich. Tak naprawdę wszystko należy sprowadzić do zjazdu w Zermattcie, jak i również w Cervinii. Bo to właśnie transgraniczny zjazd wzbogacił kalendarz. Jeszcze kilkanaście lat temu po październikowej inauguracji w Sölden, w kalendarzu występowała dziura, która lepiona była fińskim Levi, a także od ostatnich sezonów slalomem równoległym w Lech/Zürs. Międzynarodowa Federacja Narciarska pokusiła się o kolejny krok. Od teraz żadnej przerwy w kalendarzu nie ma. Każdy tydzień od 22 października do 19 marca został obsadzony. Jedynym i oczywistym wyjątkiem jest okres Mistrzostw Świata w Courchevel/Meribel. Łącznie na zimę 2022/2023 zaplanowano 41 pucharowych zawodów pań i 42 panów. W przypadku kobiet, konkurencji technicznych ma się odbyć 22, a szybkościowych 19. U mężczyzn natomiast podział wynosi równo po 21 dla obu specjalizacji.    

Narciarskie święto na Gran Becce

Zjazd umiejscowiony na zboczach Matterhornu ma być wielkim wydarzeniem. Tak przynajmniej mówią dumni organizatorzy, którzy chcą ze swojego dzieła stworzyć nową narciarską legendę. Startujący w Szwajcarii, a kończący się we Włoszech wyścig ma papiery na zostanie jedną z wizytówek kalendarza: ponad czterokilometrowa trasa, najwyżej położony start w historii, ogrom pieniędzy włożonych na organizację tak trudnej logistycznie imprezy, nietypowe umiejscowienie w kalendarzu oraz sam fakt przebiegania przez dwa państwa. Jedyne czego brakuje Gran Becce to najważniejszego – historii. Historii, której można nabrać z czasem, dlatego aby podwoić liczbę wrażeń, oba przygraniczne miasta organizują “Speed Opening” i w ciągu dwóch weekendów Zermatt i Cervinia przywitają u siebie zarówno najlepszych zjazdowców, jak i najlepsze zjazdowczynie świata.  

Poza najciekawszą nowością uwagę przykuwa również drugie amerykańskie tournée. Dwa weekendy na przełomie lutego i marca narciarze spędzą odpowiednio w Palisades Tahoe i w Aspen. W najbliższym sezonie nie poznamy za to króla śniegu, czyli triumfatora slalomu w Zagrzebiu. W Chorwacji zaplanowano bowiem dwa slalomy żeńskie. Za to 4 stycznia mężczyźni wystartują w Garmisch-Partenkirchen. Później pod koniec stycznia do tej miejscowości powrócą. Ga-Pa zabraknie przez to w kalendarzu pań. 

Z kalendarza kobiet zniknęło szwedzkie Åre. W dodatku zamiast w Lenzerheide panie pojadą w Kvitfjell. Skutkiem tego, norweska miejscowość wypadła z kalendarza mężczyzn. Jest też dobra informacja dla polskich kibiców, albowiem do roli gospodarza wraca znajdujący się blisko polskiej granicy Szpindlerowy Młyn. Dla wielu Polaków będzie to dobra okazja do obejrzenia z bliska Maryny Gąsienicy-Daniel na trasie gigantowej. Finał sezonu (15-19 marca) odbędzie się podobnie jak cztery sezony wstecz w Soldeu.  

Punktem głównym sezonu będą Mistrzostwa Świata zaplanowane na 6-19 lutego. Konkurencje techniczne zorganizowane zostaną w Courchevel, natomiast zjazd i supergigant w pobliskim Meribel. 

Pełen kalendarz możecie sprawdzić tutaj. 

Shiffrin vs Vlhova

Po opisie scenografii, czas na przedstawienie aktorów i aktorki nadchodzącego widowiska. Zacznijmy od pań, gdzie niezmiennie od paru lat główną rolę pełni Mikaela Shiffrin. Amerykanka zachwycała w poprzednim sezonie wszechstronnością, do której już nas przyzwyczaiła. Świadczy o tym fakt, że co prawda Mikaela nie wygrała żadnej małej Kryształowej Kuli, ale w trzech klasyfikacjach stanęła na końcowym podium. W zjeździe, podium w klasyfikacji nie było, lecz Shiffrin udało się wygrać finałowe zawody w tej konkurencji.  

Petra Vlhova potrafiła pokonywać Amerykankę w slalomach. Podobne rezultaty obie te zawodniczki osiągały także w gigantach. Duża przewagę punktową Shiffrin zyskiwała więc w konkurencjach szybkościowych. Usprawiedliwieniem slalomowej mistrzyni olimpijskiej jest fakt, że już na początku poprzedniego sezonu trener Petry Vlhovej, czyli Mauro Pini zapowiadał, że Słowaczka skupi się na doszlifowywaniu formy w konkurencjach, w których rywalizować będzie o medale na igrzyskach. Ten plan się udał, bo podopieczna Włocha wróciła z Chin ze złotym medalem w slalomie. Skoro teraz takiego skupienia na imprezie mistrzowskiej ma nie być, Petra ma większą szansę na pokonanie swojej największej rywalki w klasyfikacji generalnej.  

A może ktoś inny?

Za Shiffrin i Vlhovą, trzecią zawodniczką ubiegłego sezonu była Federica Brignone. Aby pokonać punktowo w tym roku obie zawodniczki, Włoszka planuje szukać szczęścia w zjazdach, bo w supergigancie i gigancie Brignone bryluje już od paru sezonów. 

Miejmy nadzieje, że do walki o Kryształową Kulę włączą się także zawodniczki typowo specjalizujące się w konkurencjach szybkościowych. W poprzednim sezonie przez dłuższą część sezonu Sofia Goggia dotrzymywała kroku Shiffrin i Vlhovej, aż do czasu feralnego upadku w Cortinie d’Ampezzo, który wyeliminował Włoszkę ze startów aż do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Problemy zdrowotne, ale innego rodzaju miała również Lara Gut-Behrami. Mistrzyni olimpijska przechodziła ciężką walkę z koronawirusem, przez który to mistrzyni olimpijska ominęła kilka wyścigów.

Oczywiście poza wymienionymi wyżej zawodniczkami, nazwisk mogących, w mniejszym lub większym stopniu, zaskoczyć jest trochę. Chociażby druga najlepsza gigancistka Sara Hector pod koniec poprzedniego sezonu zaczęła notować mocne wyniki w slalomie. Ragnhild Mowinckel prezentowała się przez cały sezon solidnie w trzech konkurencjach. Również Michelle Gisin potrafi zbierać duże punkty na przestrzeni wszystkich alpejskich dyscyplin. A może do walki na czele dojdzie ktoś kompletnie niespodziewany, o którym nikt teraz w ogóle nie mówi? Przekonamy się w najbliższych miesiącach.

My liczymy oczywiście na jak najlepsze występy Polek. Maryna Gąsienica-Daniel w poprzednim sezonie zajmowała sześciokrotnie miejsca w czołowej “10” zawodów Pucharu Świata. Miejmy nadzieję, że forma naszej zawodniczki pójdzie jeszcze w górę i najlepszy wynik w gigancie (6 miejsce) zostanie poprawiony. Nie zapominajmy o Magdalenie Łuczak, z którą wiążemy nadzieję na przyszłe lata. Niewielu zawodniczkom w jej wieku udało się minionej zimy zdobyć punkty w zawodach alpejskiej elity. 

Czy ktoś powstrzyma Odermatta?

W przypadku rywalizacji mężczyzn szanse na to, że doczekamy się w czołówce niespodziewanych zawodników są jeszcze mniejsze. Wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie Marcowi Odermattowi do zdobycia drugiej z rzędu Kryształowej Kuli. Szwajcar jest zawodnikiem niemal kompletnym, który tylko w slalomie nie odnosi sukcesów, bo w nich nie startuje. W pozostałych konkurencjach Odermatt zanotował minionej zimy 7 zwycięstw oraz 16 podiów.  

Drugim narciarzem olimpijskiego sezonu był Aleksander Aamodt Kilde. Mimo dwóch małych Kryształowych Kul za konkurencje szybkościowe partner triumfatorki Pucharu Świata nie potrafił nawet zbliżyć się do lidera. Szwajcar odskakiwał od Kildego punktami zdobytymi w slalomie gigancie, dlatego Norweg chce rywalizować częściej w koronnej konkurencji Odermatta. Z tego powodu, Kilde ma się pojawić na liście startowej inauguracyjnych zawodów w Sölden.

Dla Henrika Kristoffersena była to kolejna edycja Pucharu Świata zakończona na podium. Od sezonu 15/16, tylko 20/21 był sezonem, w którym go zabrakło w czołowej trójce. Statystyka ta może i wygląda okazale, ale Norweg cały czas nie jest w stanie Kryształowej Kuli zdobyć. Wcześnie przeszkadzał mu w tym Marcel Hirscher, a teraz jest to Marco Odermatt. A jeśli mowa o Hirscherze to warto wspomnieć o tym, że Kristoffersen będzie od tego sezonu jeździł na nartach marki Van Deer, czyli firmy austriackiego mistrza.  

Dla Alexisa Pinturault nadchodzące miesiące będą miesiącami prawdy. Poprzedni sezon Francuza był kompletną porażką – tylko 3 podia pucharowych zawodów i brak medalu na IO. A przecież podczas zimy 2020/2021 Pinturault był najlepszym zawodnikiem globu. Teraz celem reprezentanta ekipy trójkolorowych jest powrót na szczyt.  

Norweska przyszłość

Jeśliby chciałoby się znaleźć kogoś jeszcze młodszego do rozpoczęcia rywalizacji z 25-letnim Odermattem, to postawić można na Lucasa Braathena. Dwudziestodwulatek z roku na rok prezentuje się coraz lepiej i to co najważniejsze w dwóch konkurencjach: slalomie i gigancie. Przeszłość pokazywała (aż za bardzo), że tylko jeżdżąc w tych dwóch specjalizacjach można wygrać klasyfikację generalną. Czy Norwega stać na to? Teraz raczej nie, ale kto wie co się może stać za parę lat. Można by wymieniać jeszcze zawodników, którzy na zajęcie miejsca w najlepszej dziesiątce klasyfikacji generalnej mają duże szanse (Mayer, Kriechmayr, Feuz, Feller), ale próba powstrzymania Odermatta przed triumfem powinna się ograniczyć do naprawdę niewielu. Pisząc to mam nadzieję, że się mylę i walka o Kryształową Kulę będzie wyrównana oraz będzie trwała do samego końca.  

Objawienia i nadzieje

Oczy kibiców narciarstwa alpejskiego zwrócone są ostatnio na reprezentantkę Albanii. Lara Colturi ma za sobą udaną kampanię letnią. Nadszedł więc czas na kolejny krok – start w Pucharze Świata. W Sölden córka włoskiej mistrzyni olimpijskiej Danieli Ceccarelli będzie miała 15 lat, 11 miesięcy i 7 dni. Wybranie albańskiego obywatelstwa przyniosło korzyści, bo oczywiste jest to, że jako Włoszka Colturi do składu na Puchar Świata by się w takim wieku nie przebiła.   

Joan Verdu może i nie jest taki młody, ale można o nim mówić jako o objawieniu poprzedniego sezonu. Andorczyk zaprezentował się światu z dobrej strony na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Dziewiąte miejsce reprezentanta Andory było sporą niespodzianką. W Pucharze Świata 27-latek wystartował dwukrotnie (17 miejsce w Kranjskiej Gorze), ponieważ w poprzednim sezonie skupił się on na Pucharze Europy, w którym wygrał klasyfikację gigantową. 

Na przedsionku Pucharu Świata pokazało się ze świetnej strony również parę nazwisk, którym warto się przyglądać, chociażby: Fadri Janutin, Alexander Steen Olsen oraz Giovanni Franzoni. Wśród alpejek do obiecujących dziewczyn można zaliczyć: Magdalenę Egger, Emmę Aicher i Zrinkę Ljutić. 

Kogo nie ujrzymy na stokach

Niestety część narciarzy z powodu różnego rodzaju kontuzji nie będzie się mogła póki co ścigać. Obszerną listę pechowców oraz szczęśliwców, którzy po urazach do jazdy powracają, przygotowaliśmy pod tym linkiem.

Po poprzednim sezonie niektórzy zdecydowali się na niekontynuowanie swoich karier. Taką decyzję podjęli m. in.: Carlo Janka, Kjetil Jansrud czy Erin Mielzynski. Pełną listę nazwisk, których już na starcie nie ujrzymy, znajdziecie tutaj

Miejmy nadzieję, że nadchodzący sezon odbędzie się bez większych problemów, i to nie tylko tych z gatunku atmosferycznych, lecz także innego typu. Pozostało teraz nam już tylko czekać na sobotnią inaugurację w Sölden z udziałem Maryny Gąsienicy-Daniel i Magdaleny Łuczak.

 

Źródło: krone.at, neveitalia.it, skiweltcup.tv