Polak testował olimpijskie skocznie. Ma ważne wskazówki

fot. M. Król

Andrzej Szczechowicz jest jedynym polskim zawodnikiem, który w miniony weekend testował olimpijskie skocznie i trasy w Zhangjiakou. Kombinator norweski miał taką okazję podczas zawodów Pucharu Kontynentalnego. Teraz dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat obiektów. – Ośrodek robi ogromne wrażenie – przyznaje.

fot. M. Król

Pachnie Planicą i Zakopanem

Olimpijskie skocznie w Zhangjiakou robią wrażenie już na zdjęciach. Na żywo mają być jeszcze piękniejsze. – Wyglądały zupełnie inaczej niż te w Europie. Ośrodek robi ogromne wrażenie. Świetne skocznie, trasy biegowe i biathlonowe – mówi nam Andrzej Szczechowicz. To właśnie młody kombinator norweski jako jedyny spośród Polaków mógł testować obiekty w Zhangjiakou. I już porównuje, że duża skocznia przypomina mu tę w Planicy, a średnia nowoczesne obiekty typu Średnia Krokiew.

W przypadku normalnej skoczni konkretnie chodzi o moment zaraz po wybiciu. – Zawodnik wylatuje nisko – opisuje Szczechowicz. – Na dużej skoczni wyskakuje się za to wysoko nad bulą. Podobnie właśnie jak na Bloudkovej velikance w Planicy – dodaje. Zauważył też jednak na mniejszej skoczni coś, z czym nie spotkał się dotąd na innych. – Miałem wrażenie jakby tory były węższe niż na innych obiektach. Nie można w nich swobodnie poruszać nartami. Inny jest też sposób wycinania samych torów. To po prostu inny charakter frezów – ocenia Andrzej. Różnić ma się także śnieg, chociaż to nic zaskakującego. – Jest inna wilgotność i śnieg się różni. Słyszałem, że podobny do tego w Pjongczangu – uzupełnia kombinator.

Przygotowanie na plus

Podczas Pucharu Kontynentalnego czołowy polski kombinator nie zauważył większych problemów w przygotowaniu obiektu. – Rozbieg i zeskok świetnie przygotowane – przyznaje. Problem pojawił się w przypadku transportu. To może się okazać szczególnie istotne w przypadku rywalizacji właśnie kombinatorów norweskich. – Najgorszy był transport na trasie hotel-skocznie-trasy biegowe. Kierowcy mieli twardo ustalone zasady i musieli słuchać komend przełożonych. Jeśli dostawali informacje, że mają jechać, to jechali. Jeśli nie było żadnej informacji, to chociaż ktoś potrzebował gdzieś przejechać, bo nie wolno było przejść, np. ze skoczni na trasy biegowe, to był problem – przytacza Andrzej Szczechowicz.

Polak dodaje, że w przypadku transportu była też rozpiska z godzinami, ale to nie funkcjonowało w stu procentach. Do tego wszystkiego dochodzą obostrzenia covidowe. Przez nie właściwie nie można było zobaczyć niczego poza hotelem i obiektami. – Bali się bardzo, że ich zarazimy. Na bardzo wysokim poziomie dbali o swoje zdrowie. Chodzili w białych kombinezonach. Takich, jak lekarze na oddziałach zakaźnych. Codziennie rano musieliśmy robić testy na obecność koronawirusa – wspomina.

Mimo wszystko chce wrócić

Szczechowicz Zhangjiakou i okolice zobaczył tylko przez szybę w autobusie. – Obawiam się, że to będzie wyglądało, jak w zeszłym sezonie w Pucharze Świata – mówi Andrzej. Wiele wskazuje jednak na to, że będzie jeszcze gorzej. Zawodnicy nie będą mogli nawet swobodnie spacerować. Mimo wszystko uczestnik zeszłorocznych mistrzostw świata ma nadzieję, że wróci tam w lutym. – Jeszcze nie jestem pewien, że będą mógł zadebiutować na igrzyskach, ale zrobię wszystko, aby tam być – potwierdza.

 

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj