fot. Melodie Everson

“Pilot nie wie, co się dzieje” – pisaliśmy ostatnio w felietonie o sytuacji naszych skoczków. Wszyscy mieli nadzieję, że będzie lepiej, że w końcu coś “ruszy”. Jedynym promyczkiem był nasz wielki mistrz – Kamil Stoch. Niestety, najpierw musiał wycofać się z niedzielnego konkursu w Klingenthal z powodu ostrego zapalenia zatok. 34 – latek zaliczył fatalny Turniej Czterech Skoczni, z którego wycofał się w połowie rywalizacji. Kiedy wydawało się, że z formą naszego mistrza już wszystko w porządku, podczas jednego z treningów doznał skręcenia stawu skokowego, w wyniku czego zabrakło go m.in. podczas konkursów w Zakopanem.

fot. Melodie Everson

 

Nie tak to wszystko miało wyglądać. Problemy dotykają w tym sezonie nie tylko Stocha. Zapaść obserwujemy także m. in. w polskim biathlonie. Tam jednak jakby widać niewielkie przebudzenie. Na 10 dni przed igrzyskami dochodzą do nas także świetne wieści ze świata skoków. Kamil wrócił na skocznię i ma się coraz lepiej. Jest bardzo zadowolony, cieszy się ze swojego powrotu. Czy forma pozwoli mu na walkę o medale? Tego nie wiemy. Jesteśmy jednak pewni, że Kamil obecnie stanowi naszą jedyną nadzieję na bardzo dobry rezultat w skokach. Zawody w Willingen pokażą, czy będzie to ta nadzieja, która jest “matką głupich”. My wolimy, mimo wszystko, wierzyć w sukces. I chcemy dopingować każdego polskiego sportowca. Niezależnie od tego czy dopiero zaczyna swoją przygodę z igrzyskami, czy ma na koncie kilka złotych medali… Do Igrzysk w Pekinie pozostało zaledwie 10 dni.

Kamil jaki jest, każdy widzi

Przedstawić Kamila Stocha – zadanie niezwykle trudne. Bo od czego tu zacząć? Trzykrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich? Wszyscy to przecież wiedzą. No ale trudno, dzisiaj potraktujemy go jak debiutanta. Kamil urodził się 25 maja 1987 roku w Zakopanem. Mieszka w Zębie i skacze na nartach. Robi to w niesamowity sposób – już od małego. Najpierw budował małe skocznie z kolegami na podwórku, później trenował jako kombinator norweski, by w końcu wybrać skoki. Jako 12-latek udzielił słynnego już wywiadu o swoich olimpijskich marzeniach. – Chciałbym wystartować na olimpiadzie, zdobyć złoty medal. Jak na razie to ja mam jeszcze czas. Może za jakieś 5-6 lat wystartuję, jak będę dobrze skakał – mówił. Świat zainteresował się nim wtedy ze względu na wspaniały skok podczas Pucharu Świata w Zakopanem. Skacząc jako przedskoczek, udało mu się osiągnąć niesamowite 128 metrów.

Potem przyszły pierwsze występy w Pucharze Świata. Debiutował w 2004 roku, jakżeby inaczej, na swojej ukochanej Wielkiej Krokwi. Na pierwsze punkty czekał ponad rok. Ale było warto. 7. miejsce w Pragelato pokazało, że mamy do czynienia z wielkim talentem skoków. W następnych sezonach oswajał się z rywalizacją na najwyższym poziomie. Cały czas w cieniu Adama Małysza. Przyszedł jednak rok 2011. Rok wielkich zmian. Po pierwsze, Stoch w końcu zaczął się liczyć w ścisłej czołówce, co udowodnił wygrywając trzy konkursy Pucharu Świata. Po drugie, karierę zakończył Małysz. Cały ciężar polskich skoków spadł więc na Kamila. Poza trzema zwycięstwami, udało mu się zająć 4. miejsce w konkursie na normalnej skoczni MŚ w Libercu. Wydawało się, że młody zawodnik może sobie nie poradzić z tak ogromną presją. Czas pokazał jednak jego niesamowitą siłę.

Umarł król, niech żyje król

Lepszego przejścia w “nową erę” polscy kibice nie mogli sobie wymarzyć. Adam Małysz sięga w Zakopanem po swoją ostatnią wiktorię w karierze. Dwa dni później upada, a publiczność do wiwatu porywa młodziutki Kamil Stoch. Dwa miesiące później, w kończących przygodę Adama ze skokami zawodach, wygrywa znowu ten niesamowity skoczek z Zębu. Małysz kończy na trzecim miejscu. Symbolem tej “wymiany” był oberek zatańczony przez Kamila tuż przed Adamem podczas dekoracji na podium. Coś niesamowitego. Potem już historia toczyła się sama. Mistrzostwo świata w Val di Fiemme, w dokładnie 10. rocznicę tego samego sukcesu Małysza. W 2014 na igrzyskach w Soczi Stoch “zgarnął” dwa złote medale. Dokonał tego, co nie udało się jego poprzednikowi. Zrobił to w niezwykły sposób, deklasując wszystkich rywali.

Później udało mu się zdobyć Kryształową Kulę i… przyszły kłopoty. Znowu Klingenthal i ponownie problemy. Kamil nie wystartował w pierwszych zawodach następneg sezonu. Miała to być tylko niewinna kontuzja… Niestety, zmusiła go do odpuszczenia prawie dwóch miesięcy startów. Jednak gdy wrócił, znowu potrafił zajmować bardzo wysokie miejsca. Kolejny rok okazał się o wiele gorszy. Najlepsza pozycja? Szósta. Na szczęście do polskich skoków zawitał wtedy Stefan Horngacher, który zastąpił Łukasza Kruczka. “Obudził” nie tylko Kamila, ale także resztę naszych skoczków. “Rakieta z Zębu” znowu zaczęła wygrywać. Turniej Czterech Skoczni wrócił w polskie ręce po 16 latach przerwy, a potem po raz pierwszy historii nasza drużyna wywalczyła złoto mistrzostw świata. Następnie do kolekcji dołączyło trzecie złoto igrzysk, kolejne wygrane w TCS, srebro mistrzostw świata w lotach, srebro mistrzostw świata i kolejna Kryształowa Kula. Wszyscy wiemy, jak to wyglądało.

Będzie medal?

Kamil nigdy się nie poddaje i potrafi wychodzić nawet z beznadziejnych sytuacji. Pokazywał to już wielokrotnie. Jest uparty, zawsze dąży do perfekcji. Nie użala się nad sobą – woli działać i pracować nad coraz lepszymi skokami. Ma niezwykłe doświadczenie, a co za tym idzie, sporo lat na karku. Udowadnia, że wiek nie ma takiego wpływu na sport, jak kiedyś. Ciągle utrzymuje się w światowej czołówce i nie zwalnia tempa. Kłody rzucane pod jego nogi przeskakuje w mgnieniu oka.

Przygotowania do tego sezonu to właśnie ciągła walka z przeciwnościami. Najpierw narośl na kostce, potem zapalenie zatok, a teraz kontuzja. Kamil wyjdzie z tego obronną ręką. Jest osobą niesamowitą i życzymy mu kolejnego medalu olimpijskiego. Sport widział już nie takie historie… Pęknięta kość stopy Justyny Kowalczyk czy złamane żebra Petry Majdic. Będzie niezwykle trudno, konkurencja przecież nie śpi. Inni zawodnicy są mocni i także nie chcą przegapić swojej olimpijskiej szansy. Obrońca tytułu sprzed 4 lat jest gotowy po raz kolejny napisać piękną opowieść. Nam pozostaje go tylko w tym wspierać i życzyć “wysokich lotów”. – Wyciągnij dłonie i chwyć marzenie. Ono rozproszy złej nocy cienie. Niechaj nadziei skrzydła białe z powrotem niosą cię jak ptak – śpiewała przecież Beata Kozidrak.

Źródło: Informacja własna

Piotr Wojtaszczyk