Gorąco w polskim biathlonie. Wierietielny uderza. “Kołodziejczyk marnuje potencjał”

fot. PZBiath

W najbliższy piątek powinniśmy wreszcie poznać nowego prezesa Polskiego Związku Biathlonu. W czerwcu delegaci nie poparli Zbigniewa Waśkiewicza, który starał się o drugą kadencję. To wywołało burzę. Justyna Kowalczyk-Tekieli oskarżyła Adama Kołodziejczyka o zbudowanie opozycji i wywołanie konfliktu. Teraz głos w tej sprawie zabrał Aleksander Wierietielny, który wysłał oświadczenie portalowi Sport.pl.

fot. PZBiath

Wybory, a po nich burza

Zacznijmy od początku. Na początku lipca informowaliśmy was o wynikach wyborów na nowego prezesa Polskiego Związku Biathlonu. Prof. Zbigniew Waśkiewicz, który był jedynym kandydatem na to stanowisko, nie otrzymał poparcia większości delegatów. Zawodnicy i członkowie sztabu, chcąc wyrazić zaniepokojenie, skierowali list przekazali naszemu portalowi list, który skierowali do działaczy i zarządu. Później do sportowców dołączyła dyrektor sportowa w PZBiath – Justyna Kowalczyk-Tekieli, która udzielił wywiadu “Przeglądowi Sportowemu”.

– Pod moim wpływem prezes zrezygnował z usług trenera Adama Kołodziejczyka i stawiam, że to on był motorem tej całej rewolucji – powiedziała. – Kiedy ponad rok temu przychodziłam do pracy w biathlonie, pojechałam na kilka konsultacji z kadrą prowadzoną przez pana Kołodziejczyka i od razu powiedziałam prezesowi Waśkiewiczowi, że nie ma sensu liczyć na dobre wyniki podczas igrzysk, bo nic z tego nie będzie – dodała Kowalczyk-Tekieli. Jak się później okazało, miała całkowitą rację.

Przestarzałe metody Wierietielnego

Na komentarz niejako „wywołanego do tablicy” Adama Kołodziejczyka nie trzeba było długo czekać. W wywiadzie udzielonym Filipowi Kołodziejskiemu ze sport.tvp.pl stwierdził on, iż z Justyną Kowalczyk-Tekieli właściwie nigdy nie rozmawiał, a sposób prowadzenia przez nią dyskusji za pośrednictwem mediów nazwał „niewłaściwym”. Zwrócił także uwagę na brak jakichkolwiek relacji z dyrektor sportową PZBiath.

– Po mojej ubiegłorocznej rezygnacji z funkcji dyrektora sportowego, na wyraźną prośbę prezesa Zbigniewa Waśkiewicza, podjąłem się pracy z kadrami żeńską i męską przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie. Poprzednicy z Norwegii i Niemiec odeszli. Wtedy pojawiła się też Justyna Kowalczyk-Tekieli. Nasza znajomość była krótka i słaba. Pani Justyna przyjechała z trenerem Aleksandrem Wierietielnym na początku poprzedniego okresu przygotowawczego popatrzeć na nasze zajęcia. W sumie widzieliśmy się kilka godzin. My trenowaliśmy, a pani dyrektor siedziała sobie na ławce i czytała książkę. Zajęcia obserwował jedynie trener Wierietielny, dla którego była to pierwsza styczność z treningiem biathlonowym po 23 latach przerwy. Na drugi dzień powiedział, że wszystko robimy źle i już do nas więcej nie przyjedzie. Kowalczyk właściwie z nami nie rozmawiała, a o jej opiniach i uwagach dowiadywałem się od prezesa Waśkiewicza – wyznał rozgoryczony eks-trener.

Wierietielny o Kołodziejczyku: “Bezczelny i chamski”

Obrażony poczuł się Aleksander Wierietielny, który zdaniem Kołodziejczyka prezentuje “przestarzałe metody treningowe”. Legendarny trener Kowalczyk i Tomasza Sikory napisał oświadczenie i wysłał je portalowi Sport.pl. W nim zarzucił Kołodziejczykowi brak kompetencji, chamstwo i marnowanie potencjału polskiego biathlonu. Poniżej prezentujemy kilka fragmentów z tego oświadczenia.

Pan Kołodziejczyk nigdy mocnej drużyny nie stworzył. Ba, zawsze otrzymując po innych szkoleniowcach mocną, perspektywiczną drużynę kobiet, w rok ją zupełnie niszczył. W Pekinie mieliśmy tylko jednego zawodnika, a szósta na MŚ rok wcześniej (prowadzona przez trenera Greisa) drużyna kobiet z kretesem wypadła poza dziesiątkę. Ot, takie sukcesy nowoczesnej, lekkoatletycznej myśli szkoleniowej.

Swoje niepowodzenia próbował również zwalić na panią dyrektor Kowalczyk, która nic jego zdaniem nie zrobiła, nie ma doświadczenia i żadnej wiedzy o biathlonie. Pan Kołodziejczyk jest bezczelny i chamski. Justyna od razu zrozumiała, co to za człowiek i że swoje niepowodzenia będzie zrzucał na innych, jak robił to zawsze w przeszłości i dlatego od razu napisała pismo do prezesa, gdzie wypunktowała lekkoatletyczne metody szkoleniowe pana Kołodziejczyka. Moim i nie tylko moim zdaniem Justyna przy wsparciu prezesa zrobiła dla polskiego biathlonu więcej dobrego w rok niż pan Kołodziejczyk w 15 lat.

Pan Kołodziejczyk chce TRWAĆ wciąż. Ma również czelność podważać moje metody szkoleniowe, mimo że sam nigdy nie miał w życiu do czynienia ani ze strzelectwem, ani z biegami narciarskimi. Gdy dyrektor próbowała dyskutować z panem Kołodziejczykiem o nieprawidłowościach w szkoleniu, usłyszała, że tradycje w lekkiej atletyce sięgają tysiąclecia, a w biathlonie czy biegach są na tyle krótkie, że te rodem z lekkiej muszą być lepsze.

Nie zabrakło też słów dotyczących Moniki Hojnisz-Staręgi, która od lat uznawana była za wielki talent.

Pan Kołodziejczyk też miał okazję trenować biathlonowy diament. Cała kariera niezwykle utalentowanej Moniki Hojnisz-Staręgi toczy się pod jego mniejszym bądź większym wpływem. Talent Moniki mogę porównać do talentu Anastazji Kuzminy, która w biathlonie wielokrotnie sięgała po najwyższe trofea. Obie mają wyjątkową smykałkę do wykonania bezbłędnego strzału po maksymalnym wysiłku fizycznym pod ogromną presją. Uważam, że Monika odpowiednio prowadzona powinna osiągnąć wyniki na miarę Tomasza Sikory, a może nawet lepsze. Do tej pory współczesne metody treningowe pana Kołodziejczyka marnują jej ogromny potencjał”.

 

Całość oświadczenia znajdziecie tutaj.

Źródło: Sport.pl / Informacja własna