Zapowiedź alpejskiego Pucharu Świata mężczyzn 2017/2018

fot. Janis Blaus © via flickr.com

fot. Janis Blaus © via flickr.com

Po rozważaniach na temat Pucharu Świata kobiet w narciarstwie alpejskim, czas przyjrzeć się możliwym scenariuszom męskiego PŚ. Sezon 2017/2018 zapowiada się tym bardziej interesująco, że nieco później przystąpi do niego Marcel Hirscher, który wygrał 6 poprzednich edycji PŚ. 

To jak wpłynie kontuzja Marcela Hirschera i zaburzenie jego przygotowań do sezonu, pozostaje na razie największym pytaniem bez odpowiedzi. Po samym rozpoczęciu sezonu w Sölden również nie należy spodziewać się odpowiedzi na zbyt wiele pytań.

Klasyfikacja generalna

Gdybym ten artykuł pisał rok, dwa, trzy lata temu to jako głównego faworyta do zdobycia Kryształowej Kuli wskazałbym Marcela Hirschera – i nie pomyliłbym się. Oczywiście nie świadczyłoby to o jakimś moim wielkim talencie prognostycznym, bo zdanie „Marcel Hirscher wygra klasyfikację generalną Pucharu Świata” byłoby zdaniem w rodzaju „Słońce wzejdzie rano, a zajdzie wieczorem”. Niemniej w tym sezonie wielki Austriak leczy kontuzję. Kiedy wróci i , czy zdoła powalczyć o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej – nie wiadomo.

Kto więc może zdetronizować Marcela Hirschera? Na pewno mocno będą o to walczyć Norwegowie – zarówno mistrz konkurencji technicznych Henrik Kristoffersen, jak i wieczny pretendent i wielki w konkurencjach szybkościowych (pojedzie też giganty jak trzeba) – Kjetil Jansrud. Do powrotu sposobi się też mający już w swojej karierze niejedną kryształową kulę małą i dużą Aksel Lund Svindal, wróci na zawody w Lake Louise (więc ominą go tylko mniej istotne z jego punktu widzenia konkurencje techniczne) – on może wmieszać się w walkę o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, niemniej – kontuzje imają się Svindala, jak mało kogo – wynika to z niesamowicie ryzykownego stylu jazdy, uwielbianego przez kibiców, ale niebezpiecznego dla zawodnika. Nie każdy jest Hermannem Maierem chciałoby się rzec.

Ktoś inny? W dalszej perspektywie wymieniłbym Francuza Alexisa Pinturault, groźnego w slalomie, świetnego w gigancie i kombinacji, pojedzie też supergigant, jeśli zajdzie taka potrzeba. Może jeszcze Szwajcar – Beat Feuz, ale to już piszę z mniejszym przekonaniem. Kto wie… Może pojawi się ktoś zupełnie nowy na horyzoncie, albo Hirscher wykuruje się na czas i znowu zgarnie całą pulę.

Zjazd

W ostatnich latach to najbardziej wyrównana konkurencja, w której walka o najwyższe lokaty jest niezwykle zacięta. Doszło też do pewnego paradoksu, gdyż w ostatnich dwóch sezonach Włoch Peter Fill zdobył więcej małych kryształowych kul za tę konkurencję niż wygrał pojedynczych zawodów. Brzmi dziwnie? Tak, ale łatwo to wyjaśnić. Otóż do zwycięstwa w klasyfikacji zjazdu za sezon 2015/16 doświadczony Włoch potrzebował jednej wygranej w zawodach (przy dużej ilości innych miejsc na podium), zaś klasyfikację zjazdu za sezon 2016/17 Fill wygrał już bez choćby jednego zwycięstwa w zawodach. Rzadko się to zdarza, ale nie jest to też żaden wyjątkowy precedens w 50-letniej historii cyklu. Czy wygra klasyfikację po raz trzeci? Nie wiem, ale być może wejdzie na jeszcze wyższy poziom abstrakcji, np. bez żadnego miejsca na podium. Do faworytów tej klasyfikacji zaliczam też wyżej wspomnianych Norwegów Svindala i Jansruda i Szwajcara Beata Feuza (mógłby też liczyć się w nim Carlo Janka, ale wobec kontuzji jego dalsze losy w tym sezonie są trudne do przewidzenia). W dalszej kolejności któregoś z Austriaków – do głowy przychodzą Matthias Mayer, Hannes Reichelt i Max Franz, rutynowany i utytułowany Kanadyjczyk Erik Guay, Włoch Dominik Paris i Francuz Adrien Theaux. Swoje mogą dołożyć też Szwajcar Patrick Küng i Słoweniec Bostjan Kline – ale to raczej mało prawdopodobne. Znając życie nie wymieniłem przyszłego mistrza olimpijskiego w tej dyscyplinie, bo ona znana jest z tego, że faworyci w niej nie wygrywają.

Supergigant

Konkurencja pokrewna zjazdowi, więc i faworyci podobni, z tym czy innym wychyleniem. Do listy faworytów jednak – i to tych największych – należy dopisać Norwegia Aleksandra Aamodta Kilde.

Slalom

Jeśli nie wróci do formy Hirscher to walka o schedę po nim będzie zacięta. Henrik Kristoffersen z Norwegii wyrasta na głównego faworyta. O swoje na pewno upomni się wielki Felix Neureuther z Niemiec. Włosi Manfred Moelgg (rok temu triumfalnie powrócił do formy) i Stefano Gross też będą się liczyli w stawce. W tej konkurencji liczą się też zawodnicy z mniej typowych dla tego sportu krajów – Rosjanin Aleksander Choroszyłow i Brytyjczyk (ściślej biorąc Anglik) Dave Ryding. Dużo mogą mieć do powiedzenia Austriacy – Michael Matt (powoli wychodzący z cienia wielkiego starszego brata Mario – cień jednak ten jest tak ogromny, że może do końca nigdy z niego nie wyjść), czy sensacyjny wicemistrz świata Manuel Feller. Szwedzi Matthias Hargin i Andre Myhrer są też w szerokim gronie faworytów. Nigdy nie wiadomo, co zrobi Francuz Alexis Pinturault, ale on raczej będzie atakował klasyfikację giganta.

Slalom Gigant

Jak nie będzie Hirschera to raczej nikt nie przeszkodzi Pinturaultowi w odniesieniu końcowego sukcesu. Chyba, że przeszkodzi sobie on sam (co znając charakter jego jazdy jest całkowicie niewykluczone). Wtedy liczyć się mogą inni zawodnicy – jak jego rodak Mathieu Faivre, będący w świetne gigantowej formie ostatnio Norweg Leif Kristian Haugen, wspomniany wyżej Neureuther (kandydat pewny raczej na miejsce w TOP 5 niż na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej), czy jego rodak Stefan Luitz. Należy też wspomnieć o dwójce wracających do rywalizacji rekonwalescentów – czyli o jednym z największych zawodników w historii tej dyscypliny Amerykaninie Tedzie Ligety i Francuzie Thomasie Fanara. Ligety zawsze chciał wygrać klasyfikację generalną – to mu się już raczej nie uda – ale wydaje się, że ciężka kontuzja jest już za nim. Jeśli będzie w swej zwykłej formie nikt nie nawiąże z nim równorzędnej walki.

Kombinacja

Może i najciekawsza z konkurencji alpejskich, niemniej niestety będąca od kilku już lat niechcianym dzieckiem. W obecnej formule bardziej niż kiedyś promuje slalomistów. Wydaje się to dziwne – wszak ongi zawodnik miał do przejechania jeden przejazd zjazdu i dwa przejazdy slalomu, teraz tylko jeden. Ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Obecnie zjazd do kombinacji to przysłowiowy Pan Pikuś w porównaniu ze zjazdami do PŚ. Taki slalomista zjedzie na ok. 30 miejsce (ważne, by nie niżej) i na idealnej trasie slalomowej wykręci świetny wynik. Cóż chyba lepiej było w czasach, gdy zawodnik miał do przejechania uczciwą trasę zjazdową i dwa przejazdy slalomu.

Przed rozpoczęciem sezonu zachęcamy też do zapoznania się z kalendarzem Pucharu Świata oraz zapowiedzią PŚ kobiet:

Kalendarz PŚ w narciarstwie alpejskim 2017/2018

Zapowiedź alpejskiego PŚ kobiet 2017/2018

Program alpejskiego PŚ w Sölden

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: