Wpadka dopingowa Bjoergen. Trener Polek zabrał głos

fot. Irek Trawka

Wpadka dopingowa Bjoergen wciąż grzeje opinię publiczną. Zawodniczka w autobiografii przyznała, że podczas MŚ w Lahti jedna z jej próbek dała pozytywny wynik testu dopingowego. FIS uwierzył zawodniczce i cała sprawa została zamieciona pod dywan. Sprawę skomentował teraz trener polskich biegaczek narciarskich.

fot. Irek Trawka

Wpadka dopingowa Bjoergen

Przypomnijmy, że do sytuacji doszło podczas MŚ w 2017 roku. Wówczas z Lahti Marit Bjoergen wróciła z czterema złotymi medalami. Radość z powodu sukcesów jednak zachwiała się, kiedy w kwietniu otrzymała wyniki testów dopingowych, którym była poddawana w Finlandii. – Próbka moczu zawierała ślady 19-norandrosteronu. Jest to substancja zwiększająca wydolność i znajduje się na zakazanej liście WADA – wspomina Bjoergen w swojej autobiografii.

Wiadomość przekazał jej lekarz kadry Petter Olberg. Ten uspokajał ją. Uważał, że rozbieżność wiąże się z faktem, że użyła preparatu Primolut-N. Służy do zmiany cyklu miesiączkowego. Ponoć ma to być powszechne wśród zawodniczek. FIS uwierzył tym tłumaczeniom. I tak cała sprawa została zamknięta i wyciszona.

Bajciciak: “Jest mi przykro”

Swojego oburzenia przemilczeniem faktu są Rosjanie. – Nie rozumiem dlaczego Bjoergen napisała o tej sprawie w swojej książce. I, oczywiście, kolejny raz nie rozumiem jak FIS działa i reaguje w takich sytuacjach. Niezwykle mnie ciekawi jak by sprawa się skończyła, gdyby na miejscu Marit był któryś z rosyjskich biegaczy – powiedział Markus Kramer, trener Rosjan.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy niedawno także szkoleniowca polskiej kadry biegaczek. – Mieliśmy też przypadek w sporcie Lance Armstronga i to było bardzo przykre. Nie mogę tego za bardzo komentować, bo nie wiemy do końca jak tam było – powiedział nam Martin Bajciciak (cały wywiad tutaj).

Słowak nie krył jednak rozczarowania tym, że nikt nie poinformował o takim przypadku. Nie wiemy przez to, w jaki sposób doszło do takiej decyzji.

– Dla mnie to przykre, że takie sprawy są przykryte. Dopiero jak ktoś kończy karierę, to my się dowiadujemy. To należałoby pokazać wtedy, kiedy pojawia się ten problem – jasno podkreślił Bajciciak.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj