Trener Bajciciak o szansach polskich biegaczek. “To już ten czas” [wywiad]

fot. M. Król

Niespełna tydzień pozostaje do startu Pucharu Świata w biegach narciarskich. Przed odmłodzoną w ostatnich latach polską kadrą pierwszy sezon olimpijski. Trener biało-czerwonych nie ukrywa, że z formą celują w igrzyska. – Przygotowujemy się głównie pod igrzyska olimpijskie. Zrobimy takie bezpośrednie przygotowanie przed nimi, aby zaprezentować tam najlepszą formę – nie ukrywa w rozmowie ze Sportsinwinter.pl Martin Bajciciak. 

fot. M. Król

Mateusz Król: Za pana zawodniczkami pierwszy zimowy sprawdzian w Muonio. Dla nas to wyglądało trochę tak, jakby wypadły nieco poniżej oczekiwań. Poprawi nas pan?

Martin Bajciciak: Zacznę może od Moniki Skinder. Myślę, że wypadła całkiem nieźle. W sprincie zrobiła dobry wynik w eliminacjach. W przypadku Izy. Myślę, że w biegach dystansowych brakło jej około 20 sekund. Trzeba tu jednak podkreślić, że my startowaliśmy tam w trakcie przygotowań. Traktowaliśmy to jako szybki trening. Mam nadzieję, że do pierwszych zawodów Pucharu Świata będzie już wszystko w porządku.

Zaczął pan od Moniki. Ona w biegu dystansowym nie straciła wiele do Izy. To oznacza, że zrobiła duży postęp w biegach długich?

Nadal koronnym biegiem Moniki jest i będzie sprint. Natomiast w tym biegu na 10 km klasykiem rzeczywiście dobrze się spisała. Pobiegła mądrze i dobrze rozłożyła siły. Rzeczywiście nie straciła dużo do Izy, ale liczę na to, że Iza dopiero pokaże swój poziom. Pamiętamy, że miała wypadek na nartorolkach i krótką przerwę. Mimo wszystko na treningach pokazywała wyższy poziom i myślę, że tak będzie już w Gaellivare, gdzie startujemy jeszcze przed sezonem. Tam pojawią się chociażby Szwajcarki i myślę, że Iza zaprezentuje się już lepiej.

Sporo zmian w polskim sztabie po minionym sezonie. Odeszła Justyna Kowalczyk-Tekieli, ma pan nowego asystenta. Rozumiem, że wszystko w sztabie jest już dopięte na ostatni guzik?

Tak to się ułożyło, że Justyna odeszła do biathlonu. Potrzebowałem nowego asystenta i został nim Mateusz Chowaniak. Myślę, że wszystko ułożyło się dobrze. Zaplanowaliśmy i przeprowadziliśmy wszystkie treningi. Czekamy teraz na Puchar Świata. Liczymy, że dziewczyny pokażą tam wysoki poziom.

Zmieniał pan dużo w planach względem tego, co przed rokiem ustalaliście z Justyną i Aleksandrem Wierietielnym?

Nie. Przed rokiem Aleksander Wierietielny dużo pomagał. Pokazał, jakim torem treningowym podążają dziewczyny. Staramy się tego trzymać. Wprowadziliśmy niektóre nowe ćwiczenia, ale korzystamy też z tych starych. Zmiany zatem niewielkie. Przed igrzyskami olimpijskimi nie zmienia się wiele.

A ogólnie przygotowania poszły po waszej myśli? 

Tak. Zrobiliśmy jeszcze obóz tu w Skandynawii. Łącznie mieliśmy ich zatem siedem. Cztery zgrupowania były na wysokości, bo igrzyska olimpijskie będą na wysokości około 1700 m n.p.m. Wydaje mi się, że wszystko poszło dobrze. Dziewczynom dopisywało zdrowie. Szkoda tylko tego wypadku Izy, ale tak już w sporcie bywa. Upadki i kontuzje są jego nieodłącznym elementem. Całe szczęście, że w miarę szybko wróciła do treningu.

W social mediach widzieliśmy, że Iza miała też okazję trenować z Justyną Kowalczyk-Tekieli. Pan musiał na to wyrażać zgodę?

Odpowiem w ten sposób. Między naszymi obozami dziewczyny mają przerwę na indywidualny trening. Nie wpływam na to, z kim one pracują. Mają prawo trenować z trenerami klubowymi czy też właśnie z Justyną. Iza tak ten czas wykorzystała i dla mnie to nie stanowi problemu.

Która impreza sezonu będzie docelowa dla pana kadry? W ostatnich latach mówiło się głównie o juniorskich i młodzieżowych mistrzostwach świata.

Przygotowujemy się głównie pod igrzyska olimpijskie. Zrobimy takie bezpośrednie przygotowanie przed nimi, aby zaprezentować tam najlepszą formę. Tylko jest jeszcze kwestią ustalenia tego, na których dystansach dziewczyny będą biegły. Zależy to od prezentowanego poziomu. Po igrzyskach pojedziemy na mistrzostwa świata juniorów i młodzieżowców. Mamy tu jednak problem. On głównie dotyczy startu Izy. Po tym, jak przeniesione zostały MŚ w biegach narciarskich do Norwegii, impreza rusza szybciej. Pierwszy bieg dystansowy dla Izy zaplanowany został na 23. lutego. Raptem trzy dni wcześniej jest start na 30 km w Pekinie. Chcemy, aby Iza w nim wystartowała. Mamy zatem kłopot logistyczny.

Zatem decyzja w sprawie startów Izy będzie mogła się zmieniać nawet w trakcie igrzysk?

Nie. Musimy tę decyzję podjąć patrząc na sytuację w zawodach Pucharu Świata. Myślę, że najpóźniej w grudniu ją podejmiemy.

Trochę uszczupliła się panu ta kadra. Najpierw karierę zakończyć musiała Eliza Rucka. Trochę szkoda…

Dla mnie to wielka szkoda… Pojawiła się na pierwszym zgrupowaniu w Zakopanem, prezentowała świetny poziom. Miała dobrą technikę i wytrzymałość. Pojechaliśmy na badania do Pragi. Tam czescy specjaliści orzekli, że dla Elizy zostanie w sporcie może być bardzo niebezpieczne. Za dużo wysiłku mogło kosztować ją nawet życie. Dlatego zakończyła karierę jeszcze po konsultacjach z lekarzami w Polsce. Dla naszego zespołu to naprawdę ogromna strata. Myślałem, że w sezonie zrobi kwalifikacje, pobiega w Pucharze Świata… smutna sprawa dla nas.

Siostry Kalety wybrały studia w Stanach Zjednoczonych. Nie obawia się pan, że to im trochę sportowo zaszkodzi?

Taką podjęły decyzję. Jedna rzecz z mojego punktu widzenia była dobra. Zostały z nami i trenowały do końca sierpnia. Później dopiero wyjechały. Mimo wszystko myślę, że mają tam dobre warunki. Są na wysokości 1600 m n.p.m. i to jest dobre pod kątem igrzysk olimpijskich. Mają tam trenerkę, która im codziennie organizuje treningi. Jesteśmy w stałym kontakcie. Siostry wysyłają mi nagrania wideo, jak wyglądają w trakcie przyspieszenia, treningu. Wiadomo, lepiej byłoby, gdyby tu były, ale myślę, że będzie dobrze. Wypróbujemy je oczywiście w Pucharach Świata. Weronika pokazała już w tych zawodach wysoki poziom. Karolina zdobyła brązowy medal MŚJ. Na pewno są ważne pod kątem sztafety. Zobaczymy je na pewno już w grudniu. Mamy w planach Drezno, Davos i początek Tour de Ski. Później oczywiście igrzyska i MŚJ i U-23. Także na tych głównych imprezach wystartują.

A plany są takie, żeby któraś zawodniczka ukończyła Tour de Ski? Przed rokiem zrobiła to Iza.

W tym roku mamy trochę inaczej. Ostatnio było sześć biegów dystansowych i dwa sprinty. Teraz mamy tyle samo sprintów, ale tylko cztery biegi dystansowe. W przypadku Izy będziemy zatem kalkulować. Na pewno chcę, aby wystartowała. W trakcie Tour de Ski podejmiemy decyzję, czy ukończy cały cykl. Myślę jednak, że nawet jeżeli pobiegnie do końca, to sześć startów nie będzie tak męczące jak w ubiegłym roku. Jeśli chodzi o Monikę, to wiadomo już, że ona wystartuje w maksymalnie na czterech etapach.

Stać już pana dziewczyny na regularne punktowanie w PŚ?

Tak. Myślę, że to już ten czas, aby tak właśnie było.

W biegach narciarskich coraz więcej mówi się o problemach z wagą. W Szwecji często media donoszą o kłopotach zahaczających nawet o anoreksję. Zauważa to pan?

Rzeczywiście jest to problem. My akurat bardzo uważamy na dziewczyny, żeby to nie poszło w tę stronę. Biegaczki chcą mniej ważyć, bo lżej na dystansach się biegnie, chociażby pod górę. My jednak pilnujemy, żeby to nie poszło w ekstremalną stronę.

Niemiecki trener sugerował, żeby wprowadzić BMI do biegów narciarskich, tak jak to jest w skokach. A pan myśli, że to dobry pomysł?

Być może to by pomogło. Jednak to jest też kwestia każdego trenera i lekarzy kadrowych, którzy obserwują dziewczyny. Jeśli widać, że dzieje się coś złego, to trzeba szybciej reagować.

Rozmawiacie w trakcie przygotowań o Therese Johaug? Zastanawiam się często, czy ona jest motywacją, czy bardziej jej dominacja demotywuje. Takie słowa z ust wielu biegaczek czy trenerów przecież padały.

Myślę, że Johaug jest wzorem dla każdej z dziewczyn. W naszej drużynie skupiamy się jednak na tym, aby robić postęp, a nie gonić od razu Therese. To jeszcze duża różnica. Dla nas celem jest to, aby dziewczyny punktowały.

O Marit Bjoergen zrobiło się ostatnio głośno. Przyznała w swojej książce, że podczas MŚ w Lahti jej test antydopingowy okazał się pozytywny. Potem FIS jej uwierzył i cała sprawa została zamieciona pod dywan. Co pan o tym myśli?

Mieliśmy też przypadek w sporcie Lance Armstronga i to było bardzo przykre. Nie mogę tego za bardzo komentować, bo nie wiemy do końca jak tam było. Dla mnie to przykre, że takie sprawy są przykryte. Dopiero jak ktoś kończy karierę, to my się dowiadujemy. To należałoby pokazać wtedy, kiedy pojawia się ten problem.

Rosjanie są oburzeni. Twierdzą, że gdyby to dotyczyło ich zawodnika, to sprawa od razu wyszłaby na jaw.

Mogą powiedzieć tylko tyle, że jest mi przykro z tego powodu. W każdym takim przypadku.

Pana kontrakt obowiązuje do końca tego sezonu?

Tak.

A chciałby pan dalej pracować w Polsce?

Jak pan powiedział na początku, że nie byliście zadowoleni z wyników Muonio i dalej nie będzie tego zadowolenia, to różnie może być. (śmiech)

Czyli mamy być zadowoleni z wyników, to wtedy pan zostanie?

(śmiech) Nie o to mi konkretnie chodziło. Pan wie, jak to działa. Jeśli wszyscy będziemy zadowoleni, to dlaczego miałbym nie zostać? Zobaczymy jednak, jak to będzie. Dzisiaj trudno przewidzieć.

To co musi się stać, że pan jako trener po tym sezonie był zadowolony?

Dokładnie to, o czym mówiłem. Musi być widoczny postęp. Jest spora konkurencja i chociażby z mistrzostw świata w Oberstdorfie nie byliśmy zadowoleni. Teraz chcemy, aby było lepiej i żeby dziewczyny zdobywały punkty. Wtedy będę zadowolony. Najważniejsze jest jednak to, aby to dziewczyny były zadowolone, a następnie PZN.

Mateusz Król
Obserwuj