Szczera rozmowa z byłym trenerem polskich biathlonistek. “My już nie mogliśmy zrobić progresu” [TYLKO U NAS]

fot. Mateusz Król

Michael Greis w niedzielę po raz ostatni uczestniczył w biathlonowych zawodach jako trener polskich biathlonistek. Niemiecki trener w rozmowie z nami przedstawia swoją perspektywę pracy i rozstania z biało-czerwoną kadrą. Szkoleniowiec mówi również o współpracy z Polskim Związkiem Biathlonu, Adamie Kołodziejczyku i planach na przyszłość. Na koniec kieruje słowa do kibiców. – Wspierajcie zawodników także w trudnych momentach – apeluje. 

fot. Mateusz Król

Mateusz Wasiewski: Co trener teraz czuje już po ostatnim wyścigu w roli trenera polskich biathlonistek?

Michael Greis: To dość emocjonalny moment. Mam mieszane uczucia. Jest uśmiech, ale są chwile, że jest mi smutno. Tak to zawsze wygląda, kiedy coś dobiega końca.

To bardziej smutek czy może zawód?

Nie czuję żadnego rozczarowania. Powiedziałbym, że to smutek, bo nasza przygoda się kończy. Jestem jednak też szczęśliwy, że mogliśmy razem pracować.

Co było najważniejszym powodem końca waszej współpracy?

Właściwie zawarłem to już w moim oświadczeniu dla Polskiego Związku Biathlonu. Zaczynaliśmy naszą pracę z pewnymi oczekiwaniami. W tamtym roku wyglądało to nieźle. Były wzloty i upadki, tak jak zresztą i tej zimy. Dziewczyny chcą zdobyć medal na igrzyskach, być ważną częścią rywalizacji, a nie tylko jej biernymi uczestniczkami. To jest związane z wieloma oczekiwaniami obydwu stron. My już nie mogliśmy zrobić progresu. Oczywiście ten rok był też dla nas trudny ze względu na pandemię koronawirusa. Stawaliśmy przed dużą ilością wyzwań z tym związanych i nasze przygotowania nie przebiegały idealnie. W związku z tym omijaliśmy część zawodów. Oczywiście mam świadomość, że inni zawodnicy zmagali się z podobnymi problemami. Nie byliśmy w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. W niektórych aspektach naszej współpracy sięgaliśmy już naszych limitów. Uważam, że po pewnym czasie jest to jednak normalne.

A więc jak trener wraz z dziewczynami doszliście do podjęcia takiej decyzji? To było po stronie zawodniczek czy pana, żeby o tym finalnie porozmawiać?

Tu nie chodzi o to, kto podjął daną decyzję. Mnie interesuje czy jest jeszcze szansa na rozwój. Jeśli nie widzę wyników, nie jestem szczęśliwy. Jeśli trenerzy nie są zadowoleni, to zawodnicy też nie, bo zostają zmuszani do czegoś. Zakończenie współpracy jest zawsze trudne. Jeśli coś zaczynam to zawsze chcę kontynuacji. Jeśli jednak wewnątrz pojawiają się problemy, to zawsze jest to pewnego rodzaju ból. Nie ma sensu, żeby wskazywać czyja konkretnie to była decyzja. Koniec końców był to wynik rozmów obu stron.

Jeśli chodzi o pana – co by trener powiedział, gdybym spytał, co zrobił źle?

Bycie trenerem jest wymagające – trzeba znaleźć balans między byciem wymagającym a chwaleniem. Dla mnie to zawsze było wyzwaniem i w tej kwestii z pewnością mogę się poprawić.

A jak może trener opisać pracę polskich biathlonistek podczas tych dwóch latach?

Czerpałem przyjemność z pracy z nimi. To było fajne. Jeśli o coś je prosiłem, to zawsze to wykonywały. Jestem jednak przyzwyczajony do nieco większej interakcji z zawodnikami. Do tego tematu podchodziliśmy różnie, zgranie tego wymagało czasu. Praca z Polkami była miłym i dobrym doświadczeniem. Na koniec osiągniecie wysokiej lokaty jest zawsze trudne. Drugi na mecie to pierwszy przegrany. Mamy około stu zawodniczek w Pucharze Świata. Nawet jeśli niektóre nie są w stanie sięgać po zwycięstwa, to walczą o lepsze rezultaty. Zwykle do 60% startujących nie jest zadowolonych ze swojego startu. To bardzo indywidualna kwestia.

Jak wyglądała współpraca z Polskim Związkiem Biathlonu?

Każdy zmierzał po wysokie cele. Wspieraliśmy dziewczyny tak bardzo, jak to tylko możliwe. Ja też czułem wsparcie. Ogólnie współpraca była dobra. Mimo wszystko zdobyliśmy dwa złota mistrzostw Europy, a także szóste miejsce w sztafecie na mistrzostwach świata. Pewne cele udało się osiągnąć. Puchar Świata nie jest jednak najważniejszy, tylko mistrzostwa globu. Zrobiliśmy dobrą robotę. Dziewczyny zdobyły stypendium i to było naprawdę fajne. Myślę, że mieliśmy efektywną współpracę. Czasem potrzeba zmiany. Nie było żadnej złej rzeczy, która wymaga wypominania. To normalne, że przeżywaliśmy wzloty i upadki. Czasami pewne rzeczy działają, a czasami nie.

Na moment powróćmy do wspomnianej przez trenera sztafety. Po tym naprawdę dobrym wyścigu dziewczyny postanowiły opublikować zdjęcia na portale społecznościowych, gdzie widać radość. Już po ogłoszeniu decyzji przez związek można było przeczytać komentarze, w których różne osoby zastanawiały się – jak to możliwe, że byliście wtedy na tym zdjęciu szczęśliwi, a po pewnym czasie wasza współpraca jest już skończona?

To też jest pewien rodzaj oczekiwań – co jest możliwe, a co nie. Można mieć świetne momenty, ale też trudne. Jeśli twój zespół ma swój dzień, wtedy rywalizacja wiąże się ze łzami. Tak to właśnie funkcjonuje. My z tego biegu sztafetowego w Pokljuce wyciągnęliśmy wszystko, co mogliśmy. Z mojej perspektywy to był naprawdę nasz maks. Wspaniale się patrzyło na szczęście zawodniczek. Cała drużyna była dumna z tego, co wywalczyła. Musieliśmy być w czołowej ósemce, żeby zawodniczki otrzymały stypendia ministerialne. Osiągnęliśmy więc nasz cel. W tym samym czasie życie, treningi i wszystko inne idzie w niepamięć. Jeśli jednak patrzeć na klasyfikację generalną, wypadliśmy gorzej niż rok temu. Zadawaliśmy sobie pytanie czy musimy rywalizować w każdym z wyścigów. Puchar Świata jest ważny, ale my w tym roku postawiliśmy wszystko na mistrzostwa. To był powód tego, dlaczego totalnie zmieniłem swoją strategię. Wycofywałem Monikę, gdy nie była w formie. Podobnie z innymi, starałem się wszystko zorganizować jak najlepiej. Myślałem też o przyszłości. Gdybyśmy mieli kontynuować ten układ, dziewczyny nie zrobiłyby już postępu. To coś więcej niż przeczucie i dlatego powiedzieliśmy sobie, że czas zacząć nowy rozdział – każdy z osobna. Osiągnęliśmy nasz szczyt.

Jaka jest pana opinia na temat następcy? Miał trener z nim jakieś kontakty?

Był bardzo pomocny zwłaszcza w pierwszym okresie mojej pracy w Polsce. Pomagał mi wdrożyć się w system funkcjonowania w Polskim Związku Biathlonu. Pojechaliśmy wspólnie na pierwsze zgrupowania. Gdy został dyrektorem sportowym ten kontakt, także ze względu na pandemię, był już nieco mniejszy, ale dołączył do nas i pomagał nam na mistrzostwach świata. Wiem, że dobrze zna dziewczyny i chłopaków, życzę mu jak najlepiej.

Rozumiem. Jakie są więc trenera plany na przyszłość? Chce pan wciąż pozostać szkoleniowcem lub po prostu w świecie biathlonu?

Zobaczę, co przyniesie przyszłość. Myślę jednak, że nie zdecyduję się już na pracę w roli trenera. Zostawiam sprawę otwartą, zobaczymy co się wydarzy, ale tak jak mówię – to już prawdopodobnie nie będzie posada szkoleniowca.

Na koniec – co chciałby trener przekazać polskim fanom?

Chciałbym podziękować za ich pasję oraz kibicowanie pełne emocji. Myślę, że to naprawdę jest dobra rzecz, ale równocześnie też czasem trudna dla zawodników, żeby spełnić oczekiwania. Wiele dziewczyn walczy o dobre rezultaty. Byłoby dobrze, gdybyście cieszyli się też wtedy, kiedy dziewczyny nie zdobywają medali. Mieliśmy ten problem rok temu z Magdą Gwizdoń. To było trudne dla niej. Ona nie jest tak mocna jak kilka lat temu, ale daje z siebie wszystko. Jeśli natykasz się na nieprzychylne komentarze, to nie jest to łatwa kwestia. Mam nadzieję, że będziecie dalej wspierać rozwój biathlonu, bo jest to piękny sport. Liczę też po prostu na wsparcie naszych dziewczyn oraz też chłopaków, których było bardzo ciężko obserwować. To co chcę powiedzieć fanom na koniec – wspierajcie zawodników także w trudnych momentach.