PŚ w biathlonie mężczyzn – pozytywne i negatywne zaskoczenia sezonu 2019/2020

Walka Johannesa Boe (na zdjęciu) z Martinem Fourcade elektryzowała kibiców (fot. M. Król)

Niedawno zakończony sezon Pucharu Świata był pełen ciekawych wydarzeń. Wykreował zarówno nowych mistrzów świata, ale też pokazał, że “stara gwardia” biathlonistów, jak bracia Boe czy kończący karierę Martin Fourcade, wciąż trzyma się mocno. Co – i kogo – zapamiętamy najlepiej z minionej kampanii?

Dwaj dominatorzy

Legendy męskiego biathlonu, czyli Johannes Thingnes Boe i Martin Fourcade, do ostatniego biegu walczyły o Kryształową Kulę. Francuz zwyciężył w wieńczącym sezon biegu pościgowym w Kontiolahti, ale po odjęciu dwóch najgorszych rezultatów to Norweg okazał się lepszy o zaledwie dwa punkty. Trzeci w ogólnym rozrachunku Quentin Fillon Maillet stracił aż 70 punktów do Boe, co jest stratą nie do odrobienia w jednym biegu (zwycięzca zyskuje 60 “oczek”). Boe i Fourcade zwyciężali w 17 z 21 biegów tegorocznej edycji PŚ – statystycznie rzecz ujmując, aż 81% zawodów kończyło się zwycięstwem kogoś z tej dwójki!

Pożegnanie Mistrza przez wielkie “M”

“M” jak Martin. Albo jak “Mistrz”. W trakcie swojej kariery Martin Fourcade był trzynastokrotnym mistrzem świata i pięciokrotnym mistrzem olimpijskim. Aż siedem razy zdobywał Kryształową Kulę, co jest wynikiem lepszym od samego Ole Einara Bjoerndalena! Wspomniany bieg pościgowy w Kontiolahti był jego ostatnim w karierze. Istnieje jednak nadzieja na to, że Francuzi doczekają się jego następcy…

Pierwsze sukcesy Jacquelina

Największym sukcesem Émiliena Jacquelina przed bieżącym sezonem był srebrny medal Mistrzostw Europy w sztafecie mieszanej. 24-latek dokonał jednak ogromnego postępu, co udowodnił podczas Mistrzostw Świata w Anterselvie. Dość niespodziewanie zwyciężył w biegu pościgowym, zdobył też złoto w sztafecie, a w klasyfikacji generalnej PŚ zajął piąte miejsce. Jacquelin systematycznie się rozwija, i można oczekiwać, że jego celem na nadchodzący sezon będzie co najmniej podium “generalki”.

Łoginow – wielki znak zapytania

Aleksander Łoginow w sezonie 2018/19 regularnie stawał na podium PŚ, a w klasyfikacji całego sezonu uległ jedynie Johannesowi Boe. Sezon późniejszy rozpoczął nieźle (cztery miejsca w TOP 10), a następnie przyszedł lekki kryzys, który tłumaczono szykowaniem formy na lutowe MŚ. I faktycznie – Łoginow już w pierwszej indywidualnej konkurencji zdobył złoty medal. Pod koniec imprezy został jednak przesłuchany przez włoską policję jako osoba podejrzana o stosowanie dopingu. Od tego momentu nie zajął już miejsca w czołowej “6” PŚ. W środowisku biathlonowym pojawiały się więc głosy o stosowaniu przez Łoginowa nieuczciwych praktyk…

Mija era Landertingera

Austriak Dominik Landertinger nigdy nie dominował na biathlonowych trasach, jednak od co najmniej dziesięciu lat był zawodnikiem solidnym. Z ostatnich trzech Igrzysk Olimpijskich (2010-2018) przywoził co najmniej jeden medal, choć nie wywalczył nigdy złota. Również w tym sezonie udało mu się stanąć na podium MŚ, był trzeci w biegu indywidualnym. Jak się okazało, był to jego jedyny występ godny uwagi. Pomijając weekend w Anterselvie, ani razu nie zmieścił się nawet w czołowej dwudziestce biegu, a w klasyfikacji generalnej był dopiero 45. Czy to już zmierzch kariery 32-letniego zawodnika?

Pięć punktowań Polaków

W trakcie całego sezonu Polacy mieścili się w punktowanej czterdziestce pięciokrotnie. Grzegorz Guzik zajmował 24., 33. i 40. miejsce (w Anterselvie i Kontiolahti), a Andrzej Nędza-Kubiniec i Łukasz Szczurek zmieścili się pod koniec punktowanej czterdziestki w biegu indywidualnym w Anterselvie. Oznacza to postęp w stosunku do poprzedniego sezonu (jedynie dwa punktowane biegi, oba Guzika), choć podopiecznym Adama Kołodziejczyka daleko jeszcze do dokonań Tomasza Sikory. Cieszymy się jednak z małych rzeczy.

źródło: informacja własna

%d bloggers like this: