22 lutego w Wiśle Nicole Konderla-Juroszek stanęła na podium mistrzostw Polski w skokach narciarskich. Kilka chwil później, ze łzami w oczach, ogłosiła zawieszenie kariery. Dziś wiemy już, co za tym stoi.
Brązowy medal. Łzy na podium. I słowa, które zaskoczyły wszystkich obecnych na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. — Nie mówię, że to ostatni skok w życiu, ale nie wiem, czy w najbliższych miesiącach wrócę na skocznię — powiedziała 24-letnia Nicole Konderla-Juroszek zaraz po zakończeniu jednoseryjnego konkursu mistrzostw Polski. Kilka dni później w rozmowie z TVP Sport ujawniła kulisy tej decyzji, mówiąc wprost: przez ostatnie dwa lata toczyła walkę z samą sobą.
Konderla-Juroszek nie ukrywała, że przełomowym i jednocześnie najtrudniejszym był dla niej sezon 2023. — W 2023 roku było mi trudno. Doświadczyłam w tamtym sezonie mobbingu. Jeśli krytykuje się zawodnika za sprawy, które wykraczają poza sport, za to, czy się uśmiecha — to nie jest w porządku — mówiła w rozmowie z Sarą Kalisz z TVP Sport. Przyznała, że była wtedy w trakcie leczenia depresji: na tabletkach, a jej ciało przechodziło zmiany, które stały się jeszcze jednym pretekstem do ataków ze strony otoczenia. Co znamienne — właśnie w tamtym sezonie, w styczniu 2023, sięgała po medale Zimowej Uniwersjady w Lake Placid, zdobywając trzy złote i srebrny. Sukcesy sportowe skrywały głęboki kryzys. Jak sama wyznała wcześniej w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego" — w trakcie tych zawodów „nic nie sprawiało mi radości".
Skoczkini poruszyła też temat hejtu — zjawiska, które boleśnie dotknęło w tym sezonie m.in. Polę Bełtowską podczas igrzysk olimpijskich. Dla Konderli-Juroszek nie było to nic nowego. — Nie powiem, ile razy przeczytałam o sobie, że powinnam wrócić do domu i lepić pierogi — wyznała. Dodała, że gdy jako nastolatka wyniki nie były najlepsze, musiała mierzyć się nie tylko z własną słabą formą, ale też z lawiną nieprzychylnych słów w sieci. Po jakimś czasie takiego traktowania — jak sama stwierdziła — człowiek po prostu nie chce się wystawiać.
Nicole odniosła się również do sposobu funkcjonowania kadry i związku. — Myślę, że trenerzy i związek nie odrabiają lekcji, nie wyciągamy wniosków z tego, co było. Kiedy wzięto do pracy trenera Łukasza Kruczka, spodziewano się efektów w rok. Zapomniano, że jesteśmy nastolatkami, które w większości narty na nogach miały tylko chwilę — powiedziała. Skoczkini zwróciła uwagę, że presja wynikowa, przykładana do zawodniczek na wzór czołowej w tamtym czasie kadry męskiej, była po prostu nie do udźwignięcia przez młode sportowczynie stawiające pierwsze kroki na poziomie światowym.
Mimo wszystkich przeszkód Konderla-Juroszek zbudowała imponujący dorobek. W 2022 roku wystartowała na igrzyskach olimpijskich w Pekinie — indywidualnie zajęła 36. miejsce, a w konkursie drużyn mieszanych razem z Dawidem Kubackim, Kingą Rajdą i Kamilem Stochem uplasowała się na 6. pozycji. Pierwsze punkty Pucharu Świata zdobyła w Willingen, gdzie zanotowała najlepszy wynik w historii swojej kariery — dwukrotnie plasując się tuż za pierwszą dwudziestką. Brała udział w trzech edycjach mistrzostw świata: w 2021, 2023 i 2025 roku.
Trenerka personalna i nowa droga
Przez ostatnie miesiące Konderla-Juroszek łączyła treningi skoczni z pracą trenerki personalnej, którą podjęła między innymi ze względu na konieczność dodatkowego zarobkowania. To zestawienie — życie z miesiąca na miesiąc i walka o utrzymanie w kadrze — stało się z czasem nie do pogodzenia. Dziś zawodniczka nie wyklucza powrotu, ale nie daje żadnych deklaracji. — Jest mi trudno, bo kocham ten sport, ale myślę, że czasami ta miłość nie wystarczy i musi to pójść w innym kierunku — podsumowała.
Źródło: TVP Sport
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz