W historycznej Arenie di Verona zgasły dwa olimpijskie znicze. Ceremonia zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano Cortina 2026 przeszła do historii jako połączenie włoskiej opery, nowoczesnej technologii i wzruszeń. Pod gwiazdami starożytnego amfiteatru światowa społeczność sportowa żegnała się z największymi zimowymi igrzyskami w historii – z emocjami, łzami i nadzieją na przyszłość.

"Beauty in Action" – opera spotyka olimpizm
Kiedy drygent wkroczył na scenę Areny di Verona, a zasłona odsłoniła kulisy operowe, blisko 12 tysięcy widzów wiedziało, że będzie świadkiem czegoś wyjątkowego. Ceremonia zamknięcia zatytułowana "Piękno w działaniu" od pierwszych chwil łączyła to, co w Włoszech najcenniejsze – dziedzictwo kulturowe i pasję sportu.
Na scenę wkraczały postaci z największych włoskich oper: Aida wprowadzała chorążych reprezentacji, Rigoletto prowadził widzów z areny do filharmonii, a Madame Butterfly przypomniała o uniwersalnym języku emocji. To był spektakl godny miejsca, w którym przez dwa tysiące lat historia spotykała się z sztuką.

Gdy włoscy medaliści weszli na arenę – wszyscy ze swoimi krążkami na szyjach – stadion eksplodował oklaskami. Gospodarz igrzysk zajął 4. miejsce w klasyfikacji medalowej, bijąc własny rekord medalowy w zimowych igrzyskach. To był triumf sportowy, ale także dowód na to, że Włosi potrafią organizować wielkie wydarzenia z pasją i profesjonalizmem.
Reprezentacja Polski nie mogła zabraknąć w tym momencie. Gabriela Topolska i Vladimir Semirunnij z dumą nieśli biało-czerwoną flagę przez arenę, reprezentując kraj, który w tych igrzyskach pokazał charakter i determinację polskich sportowców.

Zanim ceremonię oficjalnie zamknięto, odbyły się ostatnie dekoracje medalowe. Na scenę weszli medaliści najtrudniejszego wyścigu narciarskiego – 50 km stylem klasycznym. Wśród kobiet na najwyższym stopniu podium stanęła Ebba Anderson. Największe emocje wzbudziła jednak dekoracja Klaebo, który odebrał swój szósty złoty krążek.

Johannes Høsflot Klaebo zapisał się w historii olimpizmu złotymi literami. Zdobywając szóste złoto na tych igrzyskach – po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk jeden sportowiec triumfował aż sześć razy w jednej edycji. W sumie 29-letni biegacz narciarski ma już 11 złotych medali olimpijskich, co stawia go w gronie z samym Michaelem Phelpsem. Gdy norweską flagę niosło się przez arenę, to właśnie Klaebo był jej chorążym – żywa legenda.

Norwegia zdominowała te igrzyska jak nigdy dotąd – 41 medali (18 złotych, 12 srebrnych, 11 brązowych) to nowy rekord w historii zimowych olimpiad. Za nimi Stany Zjednoczone z 33 krążkami i Włochy z 30 medalami.
Ceremonia nie byłaby włoska, gdyby zabrakło w niej kontrastu. Po eleganckiej części operowej Arena zamieniła się w scenę pełną energii. Tancerze z Opera Theatre of Rome wykonali choreografię pełną dynamiki, a rave'owe światła rozświetliły nocne niebo. Gabry Ponte miksował kultowy hit Eiffel 65 "Blue (Da Ba Dee)" – hołd dla 18 tysięcy wolontariuszy, którzy sprawili, że te igrzyska mogły się odbyć.

Potem przyszedł czas na Major Lazer, Achille Lauro i fortepianowy recital Glorii Campanel. Włosi pożegnali olimpiadę tak, jak potrafią najlepiej – z muzycznym rozmachem.

Najbardziej wzruszający moment nadszedł tuż przed północą. Burmistrzowie Mediolanu i Cortiny przekazali olimpijską flagę przez przewodniczącą MKOl Kirsty Coventry do przedstawicieli francuskich regionów. Za 1444 dni, w 2030 roku, zimowe igrzyska powrócą – tym razem do Alp Francuskich.

Odegrany hymn Francji i uniesiona flaga były symbolicznym pomostem między przeszłością a przyszłością. Ale jeszcze na chwilę uwaga wróciła do Włoch – kiedy włoska sztafeta biegowa, złota medalistka z Lillehammer, wniosła olimpijski znicz na arenę.

O godzinie 22:36 przewodnicząca MKOl Kirsty Coventry oficjalnie zamknęła XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Chwilę później legendarna włoska łyżwiarka szybka Arianna Fontana zgasiła olimpijski ogień. Jednocześnie zgasły oba znicze – w Mediolanie i Cortinie – kończąc 17 dni sportowej rywalizacji, która przyciągnęła ponad 2900 sportowców z całego świata.

Było to największe zimowe igrzyska w historii – największe pod względem liczby uczestników, największe pod względem emocji, a dla wielu także najbardziej pamiętne. Włochy pokazały, że potrafią połączyć tradycję z nowoczesnością, pasję z profesjonalizmem, a sport z kulturą.
Organizatorzy nie zapomnieli też o ważnym przesłaniu. Segment "Dziękujemy, wodzie" przypomniał o trosce o środowisko naturalne – wartości, która powinna być sercem każdej olimpiady. W towarzystwie włoskiej piosenki "Il Mondo" widzowie mogli zobaczyć, jak woda – w różnych formach – symbolizuje życie, nadzieję i odpowiedzialność za planetę.

Gdy ostatnie dźwięki ceremonii ucichły, a światła zgasły, w sercach wszystkich pozostało jedno uczucie – wdzięczność. Za te 17 dni, za walkę sportowców, za emocje, które łączyły miliony ludzi na całym świecie.

Milano Cortina 2026 było jak wielka włoska opera – pełna dramatyzmu, piękna, pasji i finałowej arii, która porusza do łez. Arrivederci, Italia! Za cztery lata znów się spotkamy – na lodzie, śniegu i w sercach kibiców.
Źródło: Informacja własna.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz