Marco Odermatt wrócił do tego, co umie robić najlepiej - do zwyciężania w slalomie gigancie. Znakomity Szwajcar na podium wyprzedził Brazylijczyka Lucasa Pinheiro Braathena i - to jego debiut na podium - Francuza Marco Odermatta. Ważnym wydarzeniem dnia był też olbrzymi - bo aż o 23 miejsca - awans Amerykanina Rivera Radamusa.
Marco Odermatt już nie jest bezkonkurencyjny w gigancie (czytaj: zdarza mu się nie wygrać), ale i tak nie ma sobie równych. Dziś prowadził po pierwszym przejeździe z przewagą 0,49 sek. nad Pinheiro Braathenem i... taka sama przewaga utrzymała się na końcu. Trzeci Anguenot stracił do Szwajcaria 0,68 sek. Ale i tak - był to rewelacyjny przejazd śmiało pukającego do czołówki zawodnika. I ciekawa refleksja: Otóz wydawało się w pewnym momencie, że zawodnicy jadący na początku mieli duży bonus w stosunku do tych, co jechali później. Czołowa trójka jednak nie kalkulowała i wszyscy wykręcili wspaniałe wyniki. Anguenot w momencie zjazdu miał trzeci wynik drugiego przejazdu, a Pinheiro Braathen i Odermatt ze swoim czasem byli nawet o 0,02 sek. lepsi - ostatecznie to oni zajęli w drugim przejeździe trzecie miejsca (co prawda ze stratą sporą, bo aż 0,99 sek. do najlepszego czasu). Da się?
O największych awansach już było. Najbardziej spadł Włoch Alex Vinatzer (aż o 19 miejsce, na 26. pozycję), który w zasadzie zatrzymał się na trasie i ukończył zawody z niemal 10 sekundową stratą do zwycięzcy (ale punkty będą, mieści się w limicie). Spory (dziewięć pozycji) spadek zanotował Niemiec Joshua Sturm, który jednak dziś zwrócił na siebie uwagę - miał z wysokim (33) numerem świetny, piąty wynik pierwszego przejazdu. Jeśli o numerach mowa - najwyższy wśród stratujących w drugim przejeździe (i punktujących zarazem) zawodników miał Hiszpan Albert Ortega Fornesa (25), który bardzo zachowawczo przejechał drugi przejazd, ale chyba o to mu chodziło.
źródło: własne
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz