Narciarstwo alpejskie

Zamknij

PŚ w Lillehammer. Laura Pirovano królową zjazdu! Włoszka triumfuje

Maciej Tryboń Maciej Tryboń 13:40, 21.03.2026 Aktualizacja: 13:51, 21.03.2026
Skomentuj PŚ w Lillehammer. Laura Pirovano królową zjazdu! Włoszka triumfuje Screen - Eurosport

Są kariery, które potrzebują lat cierpliwości. Są sezony, które zamieniają się w baśń. Włoszka Laura Pirovano z Trydentu przeżyła w ciągu ostatnich dwóch tygodni coś, o czym większość narciarek alpejskich może tylko śnić. Jeszcze na początku marca 2026 roku nie miała na koncie ani jednego podium Pucharu Świata. W sobotnie południe w norweskim Kvitfjell zgarniała trofeum za triumf w klasyfikacji zjazdu całego sezonu – małą kryształową kulę. 

Ostatni zjazd sezonu na legendarnym torze Olympiabakken w Kvitfjell, nieopodal Lillehammer, to nie tylko zakończenie rywalizacji w tej konkurencji. To też scena, na której historia narciarstwa alpejskiego lubi pisać swoje najpiękniejsze rozdziały. W sobotę napisała go pod dyktando Pirovano.

Z wiecznej czwartej na szczyt podium – historia Laury Pirovano

By w pełni docenić to, co wydarzyło się w Kvitfjell, trzeba cofnąć się do początków kariery tej 28-latki ze słynnego klubu GS Fiamme Gialle. Laura Pirovano debiutowała w Pucharze Świata jeszcze w grudniu 2015 roku. Przez blisko dekadę regularnie pojawiała się w okolicach czołowej dziesiątki – cierpliwa, pracowita, niezawodna. I przez długie lata boleśnie bliska podium, ale nigdy na nim. Aż szesnaście razy kończyła wyścigi na czwartym, piątym lub szóstym miejscu – bez punktów za podium, za to z ogromnym bagażem frustracji.

Na igrzyskach olimpijskich w Bormio na początku lutego zajęła szóste miejsce w zjeździe, gdy złoto brała Breezy Johnson. Dobry wynik, ale wciąż poza zasięgiem historii. Wszystko zmieniło się 7 marca 2026 roku w Val di Fassa, gdy Pirovano po raz pierwszy w karierze stanęła na najwyższym stopniu podium Pucharu Świata. Wygrała. Następnego dnia – w tym samym miejscu – zrobiła to ponownie, z przewagą zaledwie 0,01 sekundy. Nagle, po tysiącach dni oczekiwania, wszystko ruszyło. I ruszyło z impetem.

Do Lillehammer przyjechała z dorobkiem 436 punktów w klasyfikacji zjazdu i zaledwie 28-punktową przewagą nad Niemką Emmą Aicher. Jeden błąd, jedna chwila nieuwagi, jedno gorsze przejście zakrętu – i kryształowa kula mogłaby zmienić właściciela. Pirovano nie dała sobie jednak odebrać tego, co sama zbudowała.

Kvitfjell: perfekcyjny zjazd pod presją

Trasa Olympiabakken w Kvitfjell to klasyk norweskiego narciarstwa – wymagająca, technicznie złożona, z partiami wymagającymi zarówno odwagi, jak i precyzji. Startując z numerem 14., Pirovano wiedziała doskonale, co musi zrobić. I zrobiła to wzorowo.

Czas 1:30.85 – wyśmienity, ustawiony na zwycięstwo od pierwszego sektora. Włoszka była najlepsza w środkowym odcinku trasy i w dolnej jej części, dominując tam gdzie liczyło się dobre ustawienie na rolkach i skupienie na każdym łuku. Wygrała z przewagą 0,15 s nad drugą Breezy Johnson i 0,25 s nad Kirą Weidle-Winkelmann.

Warto odnotować, że Emma Aicher – jedyna zawodniczka, która mogła odebrać jej kryształową kulę – finiszowała na 5. miejscu ze stratą 0,37 s. Za mało, by marzyć o odwróceniu losów sezonu. Pirovano zdobyła 100 punktów za zwycięstwo, Aicher 45 za piąte miejsce. Końcowa różnica: 83 punkty – komfortowe, zasłużone zwycięstwo w całej klasyfikacji.

Johnson i Weidle – znane twarze, wciąż głodne

Na drugim stopniu podium stanęła Breezy Johnson – Amerykanka, która w lutym sięgnęła po olimpijskie złoto w Bormio, stając się jedną z twarzy zimy. W Kvitfjell była o włos od kolejnego triumfu, lecz 0,15 s nie dawało szans na wyeliminowanie doskonałej Włoszki. Mimo to Johnson kończy sezon z brązem w klasyfikacji zjazdu (413 pkt) i głową pełną ambicji przed kolejną kampanią.

Podium zamknęła Kira Weidle-Winkelmann z Niemiec – +0.25 s do liderki. Reprezentantka Niemiec była przez cały sezon jedną z najbardziej konsekwentnych zjazdowniczek w stawce, co przekłada się na 4. miejsce w końcowej klasyfikacji (411 pkt). Tuż za nią uplasowała się Austriaczka Ariane Raedler (4. miejsce, +0.29 s) – mniej znana nazwisko w czołówce, które w sobotę potwierdziło swój rosnący poziom.

Emma Aicher – sezon tytana, lecz kula umknęła

Gdyby ktoś szukał najtrudniejszej roli w tej historii, to spotkałby ją w szatni drużyny niemieckiej. Emma Aicher – 22-latka, srebrna medalistka olimpijska z Bormio, pięciokrotna zwyciężczyni wyścigu PŚ w sezonie, liderka klasyfikacji generalnej przez znaczną część kampanii – przyjeżdżała do Lillehammer z szansą na dwa trofea. W ostatecznym rozrachunku nie zdobyła żadnego.

Na 5. miejscu zjazdu (453 pkt w klasyfikacji) i w walce o wielką kryształową kulę z Mikalą Shiffrin – wyniki Aicher i tak można uznać za pokoleniowe osiągnięcie. Sezon jednak bywa bezlitosny. Kryształową kulę za zjazd zdobywa ta, która była najlepsza przez całą zimę – a tą okazała się Pirovano.

Vonn, Goggia, Ledecka – galeria legend na norweskim śniegu

Sezon 2025/2026 w zjeździe kobiet był pod wieloma względami wyjątkowy ze względu na obsadę. Lindsey Vonn – 41-letnia legenda narciarstwa, która postanowiła wrócić na trasy po kilkuletniej emeryturze i wywalczyła miejsce na igrzyskach olimpijskich – kończy kampanię z dorobkiem 400 punktów w klasyfikacji zjazdu (5. miejsce). Jej powrót był jedną z największych historii zimy, choć igrzyska w Bormio zakończyła dla niej kontuzja.

Dziewiąte miejsce zajęła Sofia Goggia (+0.81 s) – mistrzyni olimpijska z lat poprzednich, która wciąż potrafi zagrać w pierwszej dziesiątce. Na tej samej pozycji uplasowała się rewelacyjna Ester Ledecka z Czech – unikalna atleta, która równie sprawnie rywalizuje na snowboardzie, co na nartach.

Epilog: bajka, która zaczęła się w marcu

Kiedy Laura Pirovano przekraczała metę na Olympiabakken i widziała swoje nazwisko na szczycie tablicy wyników, trudno było sobie wyobrazić, że zaledwie czternaście dni wcześniej nie miała na koncie ani jednego podium Pucharu Świata w karierze. Teraz ma trzy zwycięstwa – wszystkie w zjeździe, wszystkie w tym samym sezonie – i małą kryształową kulę. Bajki w narciarstwie alpejskim zdarzają się rzadko. Ale gdy się zdarzają, smakują dokładnie tak.

Źródło Informacja własna

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%