Pjongczang 2018: Podsumowanie skoków narciarskich

Skończyła się już rywalizacja skoków narciarskich podczas ZIO w Pjongczangu – rywalizacja, dla nas bardzo udana, przyniosła nam bowiem dwa medale. Wiele już papieru i bitów zużyto na opisy tych wydarzeń i ciężko napisać coś, co byłoby naprawdę oryginalne. Dlatego żeby się wyróżnić postanowiłem przyznać nagrody w kategoriach: największy wygrany i największa sensacja, przyznać kilka nagród specjalnych oraz coś w rodzaju antynagrody dla największych rozczarowań.

Obok nagród głównych wypiszę też nominacje. Jako, iż to pierwsza edycja czegoś, co pewnie niebawem będzie najbardziej prestiżowym trofeum w świecie sportów zimowych (mam zamiar bowiem przyznawać go też w innych dyscyplinach) nagroda zasługuje na nazwę. Oskar już jest, Złoty Lew takoż, postanowiłem więc przyznać nagrodę, którą nazwę Henryk – dlaczego tak? Ponieważ tak mi się spodobało. Dla antynagrody wymyśliłem nazwę Jarmuż – jest Złota Malina, więc wypada, by było to coś jadalnego. A jarmuż to takie zdrowe, promowane warzywo, które – przynajmniej dla mnie – jest absolutnie niezjadliwe, nie to co porządny pomidor, albo ogórek, tak więc przed nami olimpijskie Henryki i Jarmuże. Zatem szacowne jury w składzie (kolejność alfabetyczna): Jarosław Gracka przyznała następujące nagrody (oczywiście dwie nagrody mogą trafić do jednego zawodnika):

I. OLIMPIJSKI HENRYK – NAJWIĘKSI WYGRANI

NOMINACJE (kolejność alfabetyczna):

Johann Andre Forfang (Norwegia) – srebro na normalnym obiekcie i żelazne nerwy, kiedy to jako jedyny zawodnik nie spadł z podium (tzn. pozostali dwaj to Hula i Stoch).  Johannowi udało się to, co nie udało się jego dużo starszemu bratu, który był niesamowitym talentem, ale miał pecha do kontuzji.

Stefan Hula (Polska) – na normalnym obiekcie bliski był medalu, zdobył go tylko i aż w drużynie, jako jej pewny punkt. Nominacja ze względu na to, że po wielu latach kariery, podczas której często padał ofiarą niewybrednych i złośliwych żartów, jest dziś liczącym się skoczkiem światowej czołówki.

Robert Johansson (Norwegia) – zawodnik, który uchodzi za niesamowicie utalentowanego, ale nierównego tym razem nie zawiódł. Medale na obydwu skoczniach to wynik znacznie powyżej oczekiwań wąsatego Norwega. Był też jednym z najmocniejszych punktów norweskiej ekipy. Brawo!

Kamil Stoch (Polska) – dla polskich kibiców niewątpliwie to Kamil Stoch zdobyłby wszystkie nagrody, bowiem jego sukcesy są bezsporne. Zdobył swój trzeci złoty indywidualny olimpijski medal (czym zrównał się z Matti Nykaenenem, lepszy jest tylko Simon Ammann), jako najstarszy mistrz w historii. Pokazał niewątpliwą klasę po tym, jak na normalnym obiekcie otarł się o podium (pamiętacie Małysza na MŚ w Sapporo, gdzie zrobił dokładnie to samo, tylko rozmiar skoczni się odwrócił), niemniej – nagroda jest międzynarodowa i dlatego – tylko nominacja.

A NAGRODA WĘDRUJE DO:

Andreas Wellinger (Niemcy) – nie ma wątpliwości. Złoto na normalnej skoczni i srebro na dużej (okraszone też srebrem w drużynie) czyni z Wellingera największego wygranego ZIO. Dość powiedzieć, że jest pierwszym niemieckim mistrzem olimpijskim od 1994 (wtedy wygrał wielki Jens Weissflog) – nikomu od tego czasu nie udało się wygrać (w tym takim skoczkom jak Martin Schmitt, czy Sven Hannawald). Nagroda w pełni zasłużona.

II. ZŁOTY HENRYK – SENSACJE

O ile w przypadku wygranych i przegranych było dość łatwo, to w kategorii sensacje – cóż, jakichś wielkich sensacji nie dały nam te Igrzyska, ale – ponieważ nie chcę iść na łatwiznę poniżej nominacje i wygrana.

NOMINACJE:

Kevin Bickner (USA) – w kraju, w którym skoki narciarskie są absolutnie marginalnym sportem dwa miejsca w pierswszej “20” to naprawdę dużo.

Ryoyu Kobayashi (Japonia) – medalu nie zdobył, ale zupełnie nieoczekiwanie dwa razy zmieścił się w pierwszej “10”. Na nagrodę to za mało, ale na nominację zasłużył.

Maciej Kot (Polska) – wydawało się, że to Maciej Kot będzie tym, który będzie używając terminologii piłkarskiej “grzał ławę”, niemniej przekonał do siebie trenera Horngachera i skakał na wysokim poziomie. Tu sensacją jest jednak raczej sam fakt zwycięstwa w rywalizacji z Piotrem Żyłą.

Stephan Leyhe (Niemcy) – nie dostał szansy w konkursie indywidualnym, ale w drużynie załapał się na medal (choć uczciwie – był on najsłabszym członkiem ekipy). Niemniej – sensacją jest sam fakt jego startu, stąd nominacja.

AND THE WINNER IS… (światła, fanfary)

Robert Johansson (Norwegia) – dla uchodzącego za nierównego zawodnika Norwega nawet jeden medal indywidualny byłby niespodzianką, a on zdobył dwa. Nie jest to sensacja sensu stricto, ale ciężko było przyznać w tej kategorii nagrodę.

III. HENRYKI SPECJALNE

Manuel Fettner (Austria) – za debiut olimpijski w osiemnaście lat po debiucie w PŚ

Fatih Arda Ipcioglu (Turcja) – za nadzwyczaj skromny, ale jednak debiut Turcji w skokach na ZIO.

Noriaki Kasai (Japonia) – za występ na ósmych igrzyskach olimpijskich

Władimir Zografski (Bułgaria) – za świetny start na skoczni normalnej (jakby powtórzył na dużej, byłaby nominacja w kategorii sensacje, a tak tylko Henryk Specjalny)

IV. JARMUŻE

NOMINACJE:

czeska reprezentacja skoczków – umówmy się, o medale to oni nie mieli walczyć, ale zupełnej poruty i braku formy, jaką nasi południowi sąsiedzi zaprezentowali nie można usprawiedliwić. Beznadziejnie indywidualnie i dziesiąte miejsce w drużynie! Fatalny start.

Richard Freitag (Niemcy) – dwie dziewiąte pozycje i srebro w drużynie to oczywiście nie są złe wyniki, ale z przebiegu sezonu można było się spodziewać, że wąsaty Niemiec powalczy o medale. Nie udało mu się to, choć wąsa na podium nie zabrakło.

Walter Hofer et consortes (FIS) – za cyrk na skoczni normalnej, czterokrotne cofanie Simona Ammanna z belki i próbowanie scedowania odpowiedzialności na skoczków. Wstyd!

Junshiro Kobayashi (Japonia) – po świetnym początku można uznać, że w Pjongczangu wypadł nie tyle poniżej oczekiwań, a po prostu beznadziejnie.

A ANTY NAGRODĘ OTRZYMUJE JEDNOGŁOŚNIE:

Heinz Kuttin (trener Austriaków) – brak jakiegokolwiek medalu (Hayboeck był niby blisko, ale umówmy się – konia z rzędem tego, kto wierzył, że Michael utrzyma wysokie miejsce po pierwszej serii), w drużynie niby za podium, ale walki nawet nie nawiązali. Obciąża to trenera, który zamiast wziąć winę na siebie, w paskudny sposób zwalił ją na zawodników. Smutne, że ceniony ongi przeze mnie zawodnik nie pokazał choćby trochę klasy.

V. KOBIETY

Był tylko jeden konkurs (to mało, bardzo mało), więc tak rozbudowanych nagród nie będzie, niemniej postanowiłem przyznać nagrodę i nominację i dla pań.

HENRYK OLIMPIJSKI dla największej wygranej wędruje do Maren Lundby (Norwegia) – był jeden konkurs i ona go wygrała – cóż więcej pisać. Nominacja dla Sary Takanashi (Japonia) – co prawda tylko brąz, ale na miarę pierwszego medalu dla Japonii wśród kobiet i jedynego medalu w skokach w Pjongczangu dla obywatela i obywatelki innego kraju niż Niemcy, Norwegia i Polska.

HENRYK OLIMPIJSKI dla największej sensacji wędruje do: Danieli Iraschko-Stolz (Austria) – medalu nie udało się zdobyć, ale błyskawiczny powrót do formy to jest coś. Nominacja dla Kathariny Althaus (Niemcy) – za całokształt sezonu dla srebrnej medalistki.

JARMUŻ wędruje do Cariny Vogt (Niemcy) – za to, że pierwszy raz od lat czterech przegrała jakąkolwiek rywalizację na wielkiej imprezie wśród pań (nie za słaby występ, ale Vogt przyzwyczaiła nas do wygranych), nominacja dla włodarzy polskich skoków, za to iż niestety skoki pań zostały w naszym kraju położone u zarania.

Już niebawem nagrody w innych dyscyplinach zostaną przyznane

Źródło: własne

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.