To nie był dzień wielkiego wyniku. To był dzień wielkiego człowieka. Kamil Stoch zakończył karierę tam, gdzie sport miesza się z legendą, a cisza po lądowaniu bywa głośniejsza niż najpotężniejszy aplauz. W Planicy oddał ostatni oficjalny skok, a potem usłyszał od kibiców i ludzi skoków coś, na co pracuje się nie medalami, ale całym życiem: dziękujemy. Finałowy weekend sezonu od początku był zapowiadany jako symboliczne zamknięcie jednej z najpiękniejszych kart w historii polskiego sportu, a do Słowenii przyjechały tłumy biało-czerwonych fanów, by pożegnać mistrza.
Trzykrotny mistrz olimpijski, czterokrotny zdobywca Turnieju Czterech Skoczni, legenda polskich skoków narciarskich. Kamil Stoch oddał swój ostatni oficjalny skok w Pucharze Świata. Wylądował na 190. metrze słoweńskiej Letalnicy i już wiedział - to koniec. Zanim jednak zdjął narty, musiał przejść przez szpaler, który ścisnął za serce każdego, kto był w Planicy lub ją śledził z daleka. Całą Polskę.
Niedzielny poranek nad Letalnią był chłodny, ale Planica – jak nigdy – płonęła polskimi barwami. Tysiące kibiców przyjechało tu z całego kraju w jednym celu: pożegnać człowieka, który przez ponad dwie dekady uczył Polaków latać. Kamil Stoch, startujący z numerem startowym 3, zasiadł na belce z bagażem, którego żaden wynik w tabeli zmierzyć nie potrafi – trzech złotych medali olimpijskich, 39 zwycięstw w Pucharze Świata, trzech triumfów w Turnieju Czterech Skoczni i niezliczonych chwil, które wryły się w pamięć narodu.
W pierwszej serii chorągiewkę startową trzymał Zbigniew Klimowski – ten sam człowiek, który kilkadziesiąt lat temu stał przy małym Kamilu z LKS Ząb w Zakopanem. To Klimowski jest uznawany za pierwszego trenera Stocha, to on widział w dziecku ze Zębu coś, czego jeszcze nikt inny nie umiał nazwać. Przez lata towarzyszył mu też jako asystent kadry A – był przy nim na początku drogi i był przy nim na końcu. Ten gest – powierzenie mu chorągiewki właśnie w tej chwili – mówił więcej niż tysiąc słów.
Stoch skoczył 193 metry i uzyskał 151,6 punktu. Po pierwszej serii zajmował 30. miejsce – ostatnie w stawce. Długie minuty wyglądał jak człowiek, któremu los szykuje bolesną pointę: odpadnięcie przed drugą serią, pożegnanie bez ostatniego skoku. Wystarczyłoby trochę za mało. Ale nie tym razem. Felix Hoffmann skoczył słabiej i Stoch dostał swoje miejsce w finale. Dostał szansę na ostatni lot.
Do drugiej, ostatniej serii w karierze startowała go Ewa Bilan-Stoch – jego żona, muza, towarzyszka i największy kibic w jednej osobie. To w Planicy się poznali – ona była fotoreporterką, on walczył o punkty. Tu się zaręczył. Tu razem świętowali Kryształowe Kule. Planica jest dla Kamila Stocha nie tyle skoczni, co rozdziałem życia. „Czuję się tutaj jak w domu i dlatego postanowiłem, że moje ostatnie skoki będą miały miejsce tutaj" – mówił skoczek.
Ewa podniosła chorągiewkę. Kamil ruszył. Chwilę później był już w powietrzu, po raz ostatni szybował nad słoweńską doliną. Wylądował na 190. metrach z telemarkiem, zebrał 152,2 punktu. Łącznie – 303,8 punktu, drugi wynik w konkursie, daleko za triumfatorem Rokiem Oblakiem (330,1 pkt), ale to już nie miało żadnego znaczenia. Liczył się sam lot. I lądowanie.
Po tym lądowaniu Polska zatrzymała oddech.

Gdy narty przestały szumieć o śnieg, Kamila Stocha czekało coś, co zapamiętają wszyscy, którzy to widzieli. Na dole skoczni ustawili się w szpalerze młodzi zawodnicy KS Eve-nement Zakopane - klub, który Stoch założył w 2014 roku i nazwał od imienia ukochanej żony. Jego wychowankowie, jego przyszłość, jego dziedzictwo w sporcie – stworzyli tunel honorowy dla mistrza i założyciela.
Ale to nie był koniec. Zawodnicy polskiej reprezentacji unieśli Stocha na rękach – ten gest, prosty, serdeczny, bez patosu – powiedział wszystko o tym, czym był dla nich przez lata. Kolega. Wzór. Starszy brat w kombinezonie skoczkowym.
Stoch stanął przed tysiącami kibiców, którzy przyjechali z całej Polski wyłącznie po to, żeby podziękować. I sam podziękował im – z sercem i ze skromnością, która zawsze była jego znakiem rozpoznawczym. „Nie ma słów, które oddałyby to, co czuję wobec tego wsparcia – mówił. – Cieszę się, że przez te wszystkie lata zbudowałem taką więź z kibicami. Czy wyniki są, czy ich nie ma, oni chcą być z nami, wesprzeć nas, dodać otuchy. To jest wspaniała puenta mojej kariery."

Puenta. Właśnie tak. Nie ostatnia tabela, nie punkty Pucharu Świata. Puenta kariery Kamila Stocha to szpaler dzieciaków, które nauczył latać. Ramiona kolegów, którzy go podnieśli. I ta kobieta z chorągiewką startową, która wspierała Kamila w chwilach wielkich triumfów, ale także tych ciężkich kiedy nie wszystko układało się po myśli mistrza.
Źródło: Informacja własna
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz