Czeski mistrz uwolnił potencjał polskich biegaczy. Teraz chce zadbać także o młodzież [wywiad]

fot. Polski Związek Narciarski

fot. Polski Związek Narciarski

W minionym sezonie aż trzech polskich biegaczy narciarskich sięgało po punkty Pucharu Świata. Takie sytuacji nie mieliśmy od dziewięciu lat. Życiowe wyniki osiągali Dominik i Kamil Bury, a pod koniec cyklu do trzydziestki wrócił Maciej Staręga. Lukas Bauer wiedział, jak sięgać po własne sukcesy przed laty, wiele wskazuje na to, że wie jak poprowadzić do nich naszych biegaczy. – Cieszę się, że nasza współpraca przyniosła efekty nawet lepsze niż zakładaliśmy – przyznał w rozmowie ze Sportsinwinter.pl, trener reprezentacji Polski w biegach. 

Mateusz Król: Na początek chciałbym zapytać, jak się pan czuje po tej dziwnej sytuacji w Kanadzie?

Lukas Bauer: Muszę przyznać, że trochę mi smutno. Nikt nie spodziewał się takiego końca sezonu, sytuacja była skomplikowana, a najgorsze było to, że nikt nie wiedział, jak sytuacja się później rozwinie. Zmiany były prawie co 2 godziny… Nasz plan polegał na zakończeniu sezonu Pucharu Świata tuż po sprincie w Mineapollis, więc odwołanie zawodów w Canmore nie miało dla nas większego znaczenia. Sytuacja nie była jednak łatwa. Byliśmy gotowi rywalizować przynajmniej w Quebecu (kiedy Mineapollis zostało odwołane), ale ostatecznie nie było żadnych konkursów i musieliśmy lecieć z powrotem do domu. Szkoda, bo Maciej miał dobre wyniki pod koniec sezonu i istniała duża szansa, że ​​będzie tam kontynuował tę passę. W każdym razie stało się. Rozumiem chaos wokół tego wszystkiego, ponieważ nikt (w tym FIS i organizatorzy) nie był wcześniej w podobnej sytuacji i w takich chwilach sport nie jest najważniejszą rzeczą na świecie. Teraz ważne jest, aby przestrzegać wszystkich przepisów rządowych (również PZN), dbać o zdrowie własne i naszych rodzin. Musimy wspólnie walczyć z tego rodzaju zagrożeniem…

Przełomowy sezon Kamila Burego. Polak zdradza, w czym tkwi sekret sukcesu [wywiad]

Za nim właśnie przejdziemy do naszej kadry… sporo słów krytyki padło pod adresem FIS. Nie uważa pan, że decyzja o odwołaniu zawodów powinna zapaść wcześniej?

Tak jak powiedziałem. Nie możemy zapominać o tym, że nikt wcześniej nie spotkał się z taką sytuacją. W niektórych momentach na pewno decyzja FIS powinna zostać podjęta wcześniej lub być bardziej klarowna. Pewnym problemem jest również fakt, że FIS nie jest jedynym właścicielem „praw do Pucharu Świata”, więc musi być lepsza współpraca z krajowymi związkami. Ten problem jest widoczny nie tylko w sytuacji jaką mamy teraz, ale także po zakończeniu sezonu… Tu jest duża różnica w porównaniu IBU lub innymi federacji sportowych.

Jak przebiegała podróż do domu? Wszystko odbyło się bez przeszkód?

Jeśli nie mówić o tym, że przed naszą podróżą zaszło wiele zmian z różnych powodów…  Najpierw odwołano zawody w Mineapollis (USA) (wszystko było przygotowane, że będziemy wracali samolotem stamtąd), potem otrzymaliśmy informację, że nic nie jest pewne z podróżami z USA, ze względu na decyzję Trumpa o zatrzymaniu przylotów z Europy. Następnie zmieniliśmy datę powrotu na niedzielę, zaraz po Quebecu, a potem znowu zmiany, Quebec został także anulowany… Znów zatem wszystko zmienialiśmy, aby wrócić szybciej do domu. Trudności sprawiało właśnie to, że nikt nie wiedział, co wydarzy się za godzinę… Sama podróż do domu odbyła się jednak bez większych problemów (jeśli nie policzymy faktu, że mój bezpośredni lot z Monachium został odwołany, musiałem zmienić rezerwację i polecieć przez Lyon, co nie było łatwe do zorganizowania… ale to był tylko mój przypadek i to jest najmniej ważne. Reszta zespołu nie miała problemu i to najważniejsze.

Dawno nie mieliśmy trenera biegaczy narciarskich, który byłby tak chwalony po sezonie. Jest pan zadowolony z pierwszej zimy w Polsce?

Jestem w większości zadowolony. Myślę, że chłopaki poczynili postępy. Jedni większy, drudzy mniejszy, ale to normalne. Wykonaliśmy dobrą robotę i większość założeń naszego systemu udało się wdrożyć, co dla mnie najważniejsze. Na pewno w niektórych momentach nie było to łatwe, ale to jest normalne.

Kamil Bury trzykrotnie punktował w minionym sezonie. / fot. M. Rudzińska

Który z braci bardziej zaskoczył pana swoją formą? Dominik, czy Kamil?

Obaj wykonali bardzo dobrą robotę (jak również cały zespół) przez większość roku, ale jeśli muszę wybrać jednego z braci Bury, muszę powiedzieć Kamil. Nie oznacza to, że tylko on wykonał dobrą robotę, ale Dominik pokazał swój potencjał kilka razy w przeszłości. Nieco trudniej mu zatem zaskoczyć, ponieważ ludzie wokół narciarstwa już się spodziewali, że jest w stanie wykazać naprawdę dobre wyniki w przyszłość. Z Kamilem sytuacja była trochę inna, ja też nie miałem zbyt wielu informacji na jego temat, zanim nasza współpraca się rozpoczęła. Jego najlepszy wynik wcześniej to 30. miejsce w sprincie na Igrzyskach Olimpijskich 2018, a inne rezultaty nie były tak dobre. Przed tym sezonem wszyscy spodziewaliśmy się, że może być jedynie sprinterem i myślę, że często był w cieniu swojego młodszego brata… Podczas naszej współpracy miałem kilka pomysłów, co jest potrzebne i prawdopodobnie potrzebna była praca z Kamilem przed samymi startami. Wyniki, które osiągnął w sprincie i na dystansach, czym zaskoczył wielu, są świetne. Na tym polega różnica między Dominikiem a Kamilem w tym sezonie. Obaj wykonali naprawdę dobrą robotę, ale u Kamila zakończyło się to bardziej „niespodziewanym efektem”.

Dominik Bury minioną edycję Tour de Ski zakończył na 24. miejscu, co czyni go najlepszym Polakiem w historii tej imprezy. / fot. M. Rudzińska

O talencie Dominika mówiło się w Polsce od kilku lat. Teraz zrobił spory krok naprzód. Jak daleko sięgają jego możliwości?

Tak. Dominik pokazał już swój potencjał w przeszłości, a on i Maciej Staręga byli głównym powodem, dla którego powiedziałem „tak” ofercie zaproponowanej mi przez Polski Związek Narciarski. Byłem pewien, że dwaj biegacze są już naprawdę dobrzy (Maciej) lub mogą wkrótce wejść do trzydzieski (Dominik). Wtedy ważne jest, aby znaleźć dwóch kolejnych, na przykład do dobrej sztafety. Cieszę się, że nasza współpraca przyniosła efekty nawet lepsze niż zakładaliśmy, bo był więcej razy w trzydziestce niż myśleliśmy. Jeśli pozostanie zdrowy i zmotywowany, będzie w stanie osiągnąć jeszcze lepsze wyniki w przyszłości. Jestem pewien, że może być solidnym biegaczem w czołowej dwudziestce. Reszta zależeć będzie również od innych aspektów.

Czego potrzeba jeszcze Kamilowi, aby regularnie gościł w trzydziestce? Dało się też zauważyć, że lepiej biegał na dystansach. Jest szansa, że będzie bardziej uniwersalnym zawodnikiem?

Byłem pewien, że Kamil ma świetne możliwości w sprintach. Jego najwyższa prędkość jest naprawdę dobra, a moim celem było zwiększenie jego wytrzymałość. Było to widoczne w sprintach (gdzie jest to również bardzo ważne), ale pokazał to w startach dystansowych. Myślę, że nawet Kamil nie spodziewał się, że będzie tak dobry w biegach dystansowych, ale po pierwszym starcie, który mieliśmy [wyścig FIS w Gallivare w listopadzie – 15 km C] byłem pewien, że może być całkiem uniwersalnym narciarzem (prawdopodobnie lepszym jednak w klasyku niż łyżwie). Odpowiedź jest więc taka, że istnieje duża szansa, że Kamil może być całkiem uniwersalnym biegaczem. Mój pomysł na niego jednak nadal jest taki, aby przygotowywać go bardziej do sprintów. Wytrzymałość naturalnie nadejdzie z wiekiem, ale utrzymanie prędkości i krótsze dystanse są aktualnie najlepsze dla jego aktualnego wieku.

Maciej Staręga to najbardziej doświadczony polski zawodnik. Na MŚ w 2017 roku zajął siódme miejsce w sprincie. / fot. M. Rudzińska

Przez większą część sezonu męczył się Maciej Staręga. Wie pan dlaczego tak długo nie udawało mu się zdobywać punktów?

Wydaje mi się, że znam przyczynę. Kilka razy o tym rozmawialiśmy z Maciejem. Nieraz potrzeba czasu. W sprincie bardzo ważne jest, aby wszystkie elementy zgrały się ze sobą. Czasami potrzeba też odrobiny szczęścia i przez większą cześć sezonu tego nam brakowało. Myślę, że Maciej pracował bardzo dobrze przez cały rok, był bardzo zmotywowany (czasem może za bardzo), ale w ważnych momentach nie układało się to wszystko. Po prostu powiedziałem, że jestem bardzo zadowolony z tego, co zrobił Maciej podczas wszystkich treningów, ale wyniki były inne. Porównując to z tym, na co liczyliśmy i ciężko pracowaliśmy. To nie jest żadna tragedia, ale nasza praca nie została uwieńczona wynikami, o których marzyliśmy.

Zdaje się, że długofalowym celem tej kadry jest zbudowanie sztafety. Jakby pan po tym sezonie ocenił nasze możliwości? Jak dużo brakuje nam do niej?

Tak, jednym z celów jest przygotowanie zespołu sztafetowego na Igrzyska Olimpijskie 2022. To cel długoterminowy, a wraz z postępem Kamila na dystansach, jesteśmy o jeden krok bliżej. W tym sezonie nie rywalizowaliśmy w sztafetach, ponieważ były tylko dwie możliwości. Lillehammer nie odpowiadało naszym planom a Lahti było bardzo problematyczne, bo kolidowało z Mistrzostwami Świata Juniorów i U23, gdzie trzech moich sportowców rywalizowało, więc postanowiliśmy nie brać udziału w PŚ w Finlandii. Zawody sztafet są bardzo specyficzne, a także bardzo ważne dla wszystkich krajów. Te zmagania zawsze mają bardzo dużą widownie telewizyjną, dlatego jest to ważny wyścig i chcemy poprawić się również w tej dziedzinie.

Ma pan już w głowie plan przygotowań do kolejnego sezonu? Będą jakieś zmiany?

Tak, mamy już gotowy plan. Z pewnością dokonam tam drobnych zmian, ale to nie będzie miało większego znaczenia. Cały zespół zna w większości nasz plan, wszyscy mamy doświadczenia z naszej współpracy już od roku i wiemy, czego możemy się spodziewać. Na pewno nastąpią zmiany również z powodu sytuacji związanej z koronawirusem, ale zareagujemy na to w odpowiednim czasie. Dobre dla nas jest to, że teraz mamy przed sobą jeden miesiąc „okresu odpoczynku”, w którym ważne jest to, aby skupić się na dobrej regeneracji po sezonie, przed rozpoczęciem sezonu treningowego. Ten rozpoczniemy w maju.

Będzie pan oczekiwał, że Polski Związek Narciarski zwiększy Wam środki na przygotowania? Potrzebuje pan może większego sztabu?

Nasz podstawowy plan przygotowany został już w listopadzie, z tego wyszedł nam pewien budżet i do tej pory nie otrzymałem żadnych informacji, że może to stanowić problem dla związku. Z pewnością wiele rzeczy może zmienić sytuacja z wirusem COVID19. Mówimy tu nie tylko o treningach, ale także budżecie. Jeśli będzie to konieczne, to zareagujemy. Jeśli chodzi o sztab, nie planuję żadnych zmian, ponieważ jestem zadowolony z ludzi, którzy byli w zespole i wokół niego. W ekipie jest kilka drobiazgów, o których rozmawiam z PZN, ale zasadniczo wszystko jest w porządku. Ponieważ była to część oferty PZN, jestem z nimi w kontakcie również w kwestii młodzieży. W ubiegłym roku jakakolwiek współpraca z młodzieżą nie nastąpiła z kilku powodów, ale myślę, że ważne jest, aby połączyć wszystkie poziomy. Współpraca przynajmniej między kadrą A i drużyną juniorów może przynieść pozytywne skutki w przyszłości, ale to inna historia.

Jest pan ogólnie zadowolony ze współpracy z Polskim Związkiem Narciarski?

Tak, jestem usatysfakcjonowany. Muszę powiedzieć, że wszystkie negocjacje na początku były szybkie i konstruktywne. To, co zostało uzgodnione, zostało spełnione. Na pewno były pewne drobne zmiany, ale to normalne, że nie wszystko można przewidzieć w 100%. I jak powiedziałem wcześniej, jestem bardzo zainteresowany, aby głębiej pracować przynajmniej w kierunku juniorów, ponieważ musimy dbać o przyszłość, wiedzieć więcej o sportowcach, którzy mogą dołączyć do kadry A w ciągu najbliższych 3-4 lat.

%d bloggers like this: