Były trener polskich biathlonistek dostanie pracę za granicą. Kibice wściekli. “Upadek”

Były trener najlepszych polskich biathlonistów i biathlonistek pozostanie przy dyscyplinie jako szkoleniowiec. Adam Kołodziejczyk, o którym mowa, tym razem jednak obrał zagraniczny kierunek. Obejmie funkcję trenera reprezentacji Bułgarii.

fot. PZBiath

Kierunek – Bułgaria (z dodatkiem Grecji)

Chorzowianin przez lata był nieodłącznym elementem (nieraz niepasującej) układanki polskiego biathlonu. Kibice tak się przyzwyczaili do jego postaci, że byli przekonani, iż po zakończeniu pracy przy kadrze narodowej pozostanie on na innej posadzie w Polskim Związku Biathlonu. Jak się okazuje, trener Kołodziejczyk faktycznie dalej będzie pracować przy dyscyplinie, ale… nie w naszym kraju.

Jak przekazał dyrektor związku sportowego w Bułgarii, trwa finalizacja rozmów z polskim szkoleniowcem. Kołodziejczyk obrał więc stosunkowo egzotyczny kierunek. Co więcej, nie będzie mu dane pracować z największą nadzieją tego kraju Mileną Todorovą. Ona, wraz ze swoim partnerem życiowym Vladimirem Ilievem, do zimy przygotowywać się będzie z Krassimirem Dochevem, który do niedawna pełnił funkcję asystenta trenera kadry narodowej.

– Reszta naszych biathlonistów wraz z czwórką najlepszych greckich sportowców rozpocznie treningi pod okiem Polaka. Wspólna decyzja została omówiona z federacją Grecji i uznaliśmy to za dobrą okazję, ponieważ nie stać nas na indywidualne zatrudnienie tak dobrego specjalisty do pracy w Bułgarii – przyznano w komunikacie prasowym.

Weryfikacja zachwytów

W opublikowanym przez bułgarską federację artykule przewijają się epitety bardzo pozytywnie opisujące naszego trenera. Jedni powiedzą, że to świetne, iż Polacy mają taką opinię w innych federacjach. Drudzy zaś zadadzą pytanie – jak bardzo wyolbrzymiono informację o przyszłym zatrudnieniu wspomnianego szkoleniowca? Przeanalizujmy więc ostatnie lata jego pracy i sprawdźmy, czy zachwyty nad osobą Adama Kołodziejczyka są słuszne. Pominiemy już informację Bułgarów o znakomitym angielskim Polaka, bo w środowisku biathlonowym wiele osób poddaje to pod wątpliwość.

Trenera Kołodziejczyka z pewnością można nazwać jedną z osób najbardziej powiązanych z polskim biathlonem. 58-latek stał na czele kadr narodowych – damskiej, męskiej oraz łączonej. Szkoleniowiec od 2011 do 2017 roku był odpowiedzialny za formę najlepszych seniorek. Doprowadził on do medali Monikę Hojnisz-Staręgę, Weronikę Nowakowską i Krystynę Guzik. Tych sukcesów trenerowi Adamowi zabrać nie można. Tylko że te osiągnięcia były w okresie do 2015 roku. Później było już tylko gorzej.

Należy  przy tym zaznaczyć, że nie wiadomo, czy to był szczyt tego, co dało się w tamtym okresie wyciągnąć z umiejętności przywołanych zawodniczek. Jak można usłyszeć ze środowiska, nie zabrakło konfliktów na linii trener-zawodnik czy wątpliwości co do metod szkoleniowca. Otwarcie mówiła nam o tym lata temu Guzik, a w innych mediach Nowakowska. Mimo tego Kołodziejczyk nie zakończył na tym pracy przy polskiej drużynie. Został on bowiem w 2018 roku na 2 lata trenerem mężczyzn.

Brutalny rok olimpijski

Ostatnim epizodem doświadczonego trenera była praca z kadrą łączoną po zwolnieniu Michaela Greisa oraz Andersa Bratliego. Był to jednak bardzo zły czas dla naszego biathlonu. Wyglądało to źle zarówno pod względem wyników jak i atmosfery, która, jak się słyszy, nie była najlepsza. Dużo mówiły wypowiedzi zawodników na koniec zimy. Z ich ust wydobywały się słowa żalu, smutku i psychicznego zmęczenia tym, jak potoczył się sezon olimpijski.

Zawodnicy wspólnie mówią o tym, że chcą wyrzucić z głowy miniony sezon. Takie słowa padają choćby w reportażu TVP Sport, w którym przedstawiono odczucia Polek po pierwszym obozie z nowym trenerem Tobiasem Torgersenem. Jedyną biathlonistką zadowoloną z tego, jak potoczyła się olimpijska zima, jest Kamila Cichoń, która jednak nie pracowała z duetem Kołodziejczyk- Agnieszka Cyl (asystentka), tylko z Adamem Jakiełą i Aleksandrem Wierietielnym.

Kadrowiczki grupy narodowej stawiają sprawę jasno. Joanna Jakieła podkreśliła, że poprzedni rok wymazuje z pamięci i chce skupić się teraz tylko na wykonywaniu większej ilości pracy. Kamila Żuk szczerze przyznała, iż ostatnie trzy lata zostały przez nią stracone. Teraz niezwykle cieszy się z powrotu Torgersena, określając to jako spełnienie marzeń. W końcu to przy nim 24-latka poczyniła największe postępy i sięgnęła po dwa tytuły mistrzostw świata juniorów. Anna Mąka zaś prawdopodobnie nie zostałaby przy biathlonie, gdyby nie informacja o możliwości pracowania z Norwegiem.

Nowy etap przyniósł zmianę nastrojów w drużynie. Z twarzy zawodniczek zniknęło przygnębienie, a pojawiła się nadzieja na to, że w przyszłości będzie lepiej. Nasze biathlonistki są bardzo zadowolone z tego, że Torgersen znów zawitał do Polski.

Bułgarscy kibice wściekli

W sieci pojawiają się już komentarze kibiców biathlonu w Bułgarii. Większość ich opinii jest bardzo negatywna. Nie chodzi jednak o sam fakt zatrudnienia Adama Kołodziejczyka, ale współpracę z Grekami. Oto przykładowe komentarze:

“O mój Boże. Jeśli będziemy dzielić polskiego trenera z grecką drużyną, to sprawy się mocno skomplikują”.

“Nasz biathlon upada”.

“Biednemu człowiekowi piach w oczy. Najpierw wspólne żony, teraz biathlonowe treningi”.

Źródło: Informacja własna