Utalentowana polska biegaczka wciąż walczy z niebezpieczną przypadłością. “Czuję satysfakcję, kiedy dobiegnę do mety”

fot. Anna Karczewska/PZN

Eliza Rucka to jeden z największych talentów polskich biegów narciarskich. 20-latka z Istebnej wciąż jednak musi walczyć ze sobą. W rozmowie z nami podopieczna Martina Bajciciaka i Justyny Kowalczyk pierwszy raz opowiada m.in. o tym, jak znosi niepewność związaną ze stanem zdrowia, bieganiu z rezerwą, kluczowej pomocy trenera Wierietielnego oraz ciągłej motywacji do działania. 

fot. Anna Karczewska/PZN

Mateusz Wasiewski: Elizo, jakie odczucia po sezonie?

Eliza Rucka: Był to trochę skomplikowany sezon przez wirusa. Wiele startów odpadło, ale te najważniejsze się odbyły i je oceniam pozytywnie. Zdobyłam w końcu swój pierwszy złoty medal mistrzostw Polski. Niestety przez zdrowie nie zawsze było kolorowo. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, uważam, że to był dobry sezon. Cieszę się jednak, że się już skończył.

Jak wygląda twoja obecna sytuacja ze zdrowiem?

Ze zdrowiem obecnie jest wszystko w porządku. Trenuję już normalnie – tak jak dziewczyny – i z tego bardzo się cieszę. Podczas letnich przygotowań nie byłam w stanie pracować tak ciężko. Czekam na badania, które mają się odbyć w Pradze. Niestety, koronawirus wszystko komplikuje. Nie jest to takie łatwe, żeby tam pojechać i się zbadać.

Mówisz o tym, że nie byłaś w stanie trenować ciężko. Co to właściwie oznacza?

Na wiosnę miałam dość długą przerwę. Dziewczyny ciężko trenowały, a ja, niezależnie od moich chęci i ambicji, musiałam odpuścić. Robiłam sobie przez to zaległości, które zresztą cały czas odczuwam. W Polsce trenowałam z grupą i stopniowo zwiększaliśmy obciążenia treningowe. Udało mi się też pojechać na zagraniczne zgrupowania do Szczyrbskiego Jeziora, Ramsau, Muonio, Toblach, no i oczywiście Vuokatti.

Miewasz wciąż nieoczekiwane problemy podczas treningów czy też zawodów?

Podczas treningów wszystko wygląda dobrze. Wtedy wydaje się, że już wszystko jest na dobrej drodze. Potem przychodzą zawody i się okazuje, że te problemy wciąż nie minęły. A więc niestety tak – miewam je podczas startów. To też była przyczyna tego, że niestety czasem musiałam wycofywać się z rywalizacji w zawodach.

Jak podchodziłaś do startów tej zimy? Biegałaś z rezerwą?

Tak. Do wszystkich biegów podchodziłam taktycznie. Pracowałam mocno, ale to jednak nie były moje maksymalne możliwości. Na pewno intensywniej wypracowywałam zjazdy, aniżeli podbiegi. Można powiedzieć, że to było takie mocne tempo treningowe. Dotyczy to także startu na mistrzostwach Polski oraz mistrzostw świata U-23.

Jak oceniasz pracę nowego szkoleniowca i jego podejście do twoich problemów?

Trener Bajciciak jest bardzo dobrym trenerem. Do każdego treningu podchodzi z ambicją i pomysłem. Bardzo się mną przejmuje i widzę, że mu na mnie zależy. Doceniam to. Jako trenera bardzo go lubię i szanuję.

A jaki wpływ na twoje przygotowania miał trener Wierietielny?

Trener Wierietelny… W tym sezonie, gdyby nie on, myślę, że moja przygoda z biegami narciarskimi mogłaby się już zakończyć. Dzięki niemu uwierzyłam w siebie, przełamałam się. Po raz kolejny przekazał mi ogrom wiedzy. Przy nim czuję się jak mrówka, która nic nie wie. Codziennie mnie zaskakiwał. Jestem dumna, że wciąż mogę trenować pod jego okiem.

Miałaś z nim indywidualne treningi?

Tak, miałam. Kiedy dziewczyny startowały zagranicą, ja zostawałam sama i on mi pomagał. Mogłam liczyć na to, że się mną zaopiekuje, a przy tym solidnie ze mną popracuje.

Wracając do startów – jak to się stało, ze mimo problemów, otrzymałaś powołanie na MŚJ? Jakie one były dla ciebie?

Sama w to wątpiłam. Dobry start na mistrzostwach Polski i sam fakt, że go zaliczyłam od startu do mety, chyba o tym zadecydowały. Cieszyłam się bardzo, że tam jadę, chociaż też wiedziałam, że nie mogę w pełni pokazać, na co mnie stać. Traktowałam to bardziej jako nowe doświadczenie, a nie bieg po konkretne miejsce.

Jakie to uczucie, że trenujesz, a nie jesteś w stanie pokazać wszystkiego na zawodach? Jak ty na to reagujesz?

Jest mi naprawdę ciężko. Nie umiem się porównać do dziewczyn i nie wiem, co mam myśleć o aktualnej dyspozycji. Wiem, że trener chce dla mnie jak najlepiej, dlatego robię wszystko, aby powrócić do tego, co było kiedyś. Obecnie satysfakcję daje mi to, że przekroczyłam linię mety. To już naprawdę wiele dla mnie znaczy.

A już wiesz, co tobie dolega? Czy może te badania mają ci dać odpowiedź na to pytanie?

Niestety na razie nie mam takiej wiedzy. Chciałabym, aby to się w końcu rozwiązało. Taka sytuacja, w której nic nie wiem, jest naprawdę męcząca. Może te badania dadzą odpowiedź, może nie…

Jaką rolę w twoim funkcjonowaniu w kadrze odgrywa obecność Justyny Kowalczyk?

Justyna, tak jak trener główny, bardzo się o martwi. Wspiera mnie i wiem, że we mnie wierzy, co daje mi dużo motywacji. Pomaga mi przełamać się na treningach, motywuje. Często dostaję od niej słowa, które umacniają mnie w tym, iż nie jestem na przegranej pozycji. Cieszę się, że trafiłam do jej grupy.

Jakie teraz plany na najbliższe tygodnie? 

Teraz aktywny wypoczynek, a potem ciężka praca. Nie ukrywam, że liczę, iż będę mogła wykonywać treningi na tych samych obciążeniach, co reszta dziewczyn.

Czyli rozumiem, że będziesz w kadrze A?

Tak naprawdę jeszcze nie jestem tego pewna. W tym momencie nie jestem w stanie tego potwierdzić, ale liczę, że tak też się stanie. Mam nadzieję, że ambicja i ciężka praca przyniosą efekty.

Na koniec zapytam – wierzysz w tym momencie w igrzyska?

Wierzę, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to nie będzie dla mnie proste zdanie. Powiem więcej – to będzie bardzo trudne. Nie ukrywam, że jest to moje marzenie. Na pewno będę robić wszystko, co w mojej mocy, aby się spełniło. Nie wszystko jednak zależy ode mnie.

Obserwuj