Rusza Puchar Świata w biegach narciarskich. To może być sezon pełen niewiadomych

fot. M. Rudzińska

Wystartują tradycyjnie już w Ruce, a finiszować będą w Lahti. Rywalizować będą na nowych, równych zasadach i w odświeżonych składach narodowych. Biegaczki i biegacze narciarscy w najbliższy piątek przystąpią do walki o Kryształową Kulę.

fot. M. Rudzińska

42. edycję Pucharu Świata zainaugurujemy w fińskiej Ruce, lecz podobnie jak miało to miejsce w ubiegłym roku, nie w ramach cyklu Ruka Triple. Czekają nas trzy biegi, ale punktowane osobno. Na cykl łączony będziemy musieli poczekać do przełomu grudnia i stycznia, wtedy naturalnie odbywać się będzie najbardziej prestiżowa impreza w kalendarzu, czyli Tour de Ski. Najbardziej prestiżowa, ale nie najważniejsza, bowiem czeka nas rok z mistrzostwami świata w roli głównej.

FIS-owskie innowacje

Wiosną bieżącego roku Międzynarodowa Federacja Narciarska ogłosiła, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni będą rywalizować na jednakowych dystansach. Zmiany wejdą w życie od nadchodzącego sezonu, ale nie będą jeszcze obowiązywać na MŚ w Planicy. Wedle nowo obowiązujących zasad zawody o Puchar Świata rozgrywane będą: na dystansie 10 km, w biegu łączonym 10 km techniką klasyczną + 10 km techniką dowolną, na dystansie 20 km i 50 km.

Decyzja co do wprowadzenia tych przepisów na imprezy mistrzowskie ma zapaść w maju 2023 r., ale wiadomo już, że będą obowiązywać na najbliższych mistrzostwach świata juniorów i do lat 23 oraz Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży.

Nowością jest też system punktowania. Do tej pory 30. zawodnik otrzymywał 1 punkt i był ostatnim, który mógł zapunktować w zawodach PŚ. Od sezonu 2022/23 punktować będzie 50 zawodników, a wspomniany 30. na linii mety biegacz dopisze do swojego konta aż 22 punkty. Ma to na celu zwiększenie szans oraz możliwość pokazania się zawodnikom słabszym z krajów o mniejszym potencjale.

Znacząca zmiana zajdzie także w kwalifikacjach do team sprintów, które wyłonią najszybsze drużyny bezpośrednio do finału. Pominięta zostanie więc rywalizacja półfinałowa. Zawodnicy pokonają jedną pętlę, a nie całość sprinterskiej trasy. Startować będą na zasadzie interwałów co 15 sekund. Drugi biegacz z pary wybiegnie na trasę, dopiero gdy wszyscy zawodnicy z pierwszej zmiany z każdego kraju dobiegną na linię mety. Po pokonaniu trasy przez obu przedstawicieli danej nacji, ich czas zostanie zsumowany. Najlepsze 15 teamów awansuje do finału. W finałach zaś zawodnicy będą mieli do pokonania trzy pętle, pomiędzy którymi nastąpi zmiana. W czasie trwania rywalizacji nie będzie opcji wyeliminowania żadnego uczestnika.

Sezon bez królowej

Największą nieobecną na narciarskich trasach bez wątpienia będzie Therese Johaug. Po igrzyskach olimpijskich w Pekinie utytułowana norweska biegaczka zapowiedziała, że kończy z wyczynem. Jednak w ostatnich tygodniach zrobiło się głośno wokół jej zapowiedzi o rzekomym powrocie na mistrzostwa świata w Trondheim, które odbędą się w 2025 r. Brana pod uwagę jest wyłącznie rywalizacja na dystansie 30 km techniką klasyczną.

Johaug wciąż dba o formę i trenuje regularnie, więc niewykluczony jest jej udział w imprezie za trzy lata na norweskiej ziemi i spięcie klamrą jej bogatej kariery, która swój początek miała właśnie w Trondheim.

Walka z kryzysem

Nadchodząca zima przyniesie nam walkę zawodników na trasach, ale zawalczyć będą musieli także organizatorzy. Problem ze śniegiem od kilku lat nie znika, trzeba szukać alternatywnych miejsc do rozgrywania zawodów. Z tego powodu sprinty zaplanowane pierwotnie na 21-22 stycznia w Mediolanie zostaną przeniesione do Livingo. Również dlatego w Lillehammer zamiast 20 km ze startu masowego zostanie rozegrana konkurencja biegu łączonego.

Trzeba kombinować, bo przy aktualnych wzrostach cen i kryzysie energetycznym, produkcja sztucznego śniegu jest mocno ograniczona. Dlatego w kalendarzu królują skandynawskie lokalizacje. W Europie w tym sezonie narciarze odwiedzą tradycyjnie Davos, Toblach, Les Rousses tak jak w ubiegłym roku oraz Tallinn.

Polskie nadzieje

W pierwszych zawodach nowego sezonu w Ruce na starcie zobaczymy Izabelę Marcisz, Monikę Skinder, Macieja Staręgę, Dominika Burego, Kamila Burego, Sebastiana Bryję oraz Roberta Bugarę.

Najwięcej w najbliższych miesiącach powinniśmy oczekiwać od Izabeli Marcisz, która w okresie przygotowawczym trenowała według planu od Justyny Kowalczyk -Tekieli poza kadrą. Po 16. miejscu na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i solidnych występach w Pucharze Świata apetyty rosną, a weryfikacja formy i progresu powinna przypaść na czas Mistrzostw Świata w Planicy. Dla naszej najbardziej utalentowanej biegaczki niemniej ważne będą mistrzostwa do lat 23. Będzie to bowiem ostatnia okazja, by zdobyć medal na imprezie juniorskiej dla Marcisz ze względu na wiek. W przedsezonowych testach w Muonio przed tygodniem 22-latka dobrze spisała się na dystansach zajmując 10. i 12. miejsce.

Z dużą uwagą będziemy spoglądać także w stronę Moniki Skinder, której ubiegły sezon dał wiele powodów do optymizmu i lekcji, w tym tę najważniejszą, z Pekinu. Dodatkowo podczas sprawdzianu kadry w Muonio dała o sobie znać, zajmując 7. miejsce w sprincie klasycznym (przed Izą Marcisz).

Dla Macieja Staręgi to może być jeden z ostatnich momentów, by powalczyć o wysokie lokaty w rywalizacji sprinterskiej. Dla braci Burych z kolei, będzie to kolejny sezon zbierania doświadczeń oraz robienia postępów.

Wszystkie oczy na…

W stawce kobiet namieszać mogą Szwedki, które w obliczu przejściowych braków wśród Norweżek, mogą się stać najsilniejszą nacją. Chociaż do rywalizacji po zdrowotnych perturbacjach wraca Ingvild Flugstad Oestberg, w której upatruje się kontynuatorki sukcesów Johaug. Do walki włączą się zapewne Finki, Amerykanki, a także Niemki. U mężczyzn zdaje się, że znów dominować będzie Johannes Hoesflot Klaebo, który broni trofeum PŚ z ubiegłego sezonu.

Norwegowie ogólnie nie powinni narzekać, bo kadrowo będą pierwszą siłą męskich biegów. Oprócz nich dobre występy powinni zaliczyć Włosi, Francuzi, czy Szwedzi. Być może namiesza ktoś nieoczywisty? Na pewno Kryształowej Kuli u kobiet nie obroni Natalia Nieprajewa. FIS podtrzymał decyzję z marca i wykluczył Rosjan oraz Białorusinów z rywalizacji. Ten fakt czyni narciarską rywalizację jeszcze bardziej ciekawą.

Zapinamy pasy i delektujemy się zimą. Już czas!