Polak o strachu po feralnym wypadku. “Nie mogłem ruszać nogami” [wywiad]

Steffen Prößdorf, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Podczas treningów na olimpijskim torze Yanqing National Sliding Centre Mateusz Sochowicz miał poważny wypadek. Niecałe dwa tygodnie po zdarzeniu porozmawialiśmy z saneczkarzem o tamtej sytuacji i jego obecnym stanie zdrowia.

Steffen Prößdorf, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Kamil Karczmarek: Jaki jest obecny stan twojego zdrowia kilka dni po wypadku?

Mateusz Sochowicz: Obecny mój stan zdrowia określiłbym jako ogólnie pokiereszowany, z kilkoma bardziej poważnymi ranami, do tego operacyjnie składaną rzepką. Jest to cięższy uraz niż początkowo mi się wydawało. Leczenie kości na rzepce wymaga czasu, żeby mogła się zrosnąć, a ja niezbyt mogę jej przeszkadzać, co utrudnia przemieszczanie i rehabilitację. Na razie mogę tylko zapobiegać spadkom mięśni, ale ogólny nastrój mi dopisuje.

Jak z twojej perspektywy wyglądała ta cała sytuacja?

Cała sytuacja z mojej strony wyglądała niezbyt ciekawie. Dobrze, że to wszystko działo się na górze toru. Wyszedłem z wirażu numer 2 i gdy szukałem wjazdu w trzeci, zobaczyłem, że jego tam nie ma, jest za to ściana. Całość działa się na tyle szybko i moje ciało zareagowało na tyle instynktownie, że udało mi się w ułamku sekundy wstać z sanek do pozycji wertykalnej i przygotować się do wyskoku, ale niestety niego zabrakło już czasu i uderzyłem w barierę.

Czy słyszałeś kiedykolwiek o takiej sytuacji w saneczkarstwie?

Takie sytuacje miały miejsce, ale było to bardzo dawno temu, jak nie było mnie jeszcze na świecie. Teraz jest zakaz stawiania barier na torze. Kończyło się to w jednym kierunku, na szczęście mnie to ominęło i zapłaciłem najmniejszą możliwą cenę.

Co było dla Ciebie najgorsze po wypadku?

Najgorsze było to, że nie mogłem ruszać nogami. Był pierwszy strach, że jest coś źle z kręgosłupem. Zacząłem ruszać palcami u stóp, żeby zobaczyć, czy mam czucie. Okazało się, że wszystko jest w porządku. Po operacji podczas leżenia w łóżku bolały mnie pośladki, bo nie były przyzwyczajone. Trudność sprawiły mi także pierwsze kroki.

Czy myślisz o tej sytuacji jak trochę o szczęściu w nieszczęściu, gdyż początkowo informowano o poważniejszych obrażeniach?

Tak, myślę o szczęściu w nieszczęściu, bo mogło się to skończyć dużo gorzej. Wyratowałem się i tak naprawdę wyszedłem bez szwanku. Ale samym pechem jest to, że miało to miejsce na mojej drodze.

Czy zamierzasz po wypadku współpracować z psychologiem? Sam mówiłeś, że być może trudno będzie w pełni zaufać, że ktoś znów nie popełni takiego błędu.

Właśnie pracuję z psychologiem sportowym. Myślę, że poradzę sobie z karierą i zjazdami. Sytuacja określi się, kiedy stanę z sankami na torze i będę gotowy do jazdy. Myślę, że wystarczy, jak nie będę jechać jako pierwszy i będę wiedział, że tor jest wolny.

Słychać, że polska ekipa będzie domagała się opłacania przez organizatorów różnych aspektów po wypadku – leczenie, rehabilitacja itd. Powiedz, czy twoim zdaniem da się to w ogóle zrekompensować, patrząc na to, że igrzyska na które tak każdy z was czeka, stanęły pod znakiem zapytania?

Cztery lata przygotowań do igrzysk legły w gruzach. Ale jest ciekawa historia do napisania i dam z siebie wszystko, żeby na tych igrzyskach się znaleźć. Zobaczymy, jak to będzie. Chciałbym już biegać, ale kolano mi na to nie pozwala. Na razie nie mogę go zgiąć i wyprostować. Potrzeba dużo czasu i cierpliwości.

Nie miałeś zbyt wielu przejazdów w Pekinie, ale jak ocenisz sam tor? Jak trudny i niebezpieczny jest twoim zdaniem?

Na torze jest kilka ciekawych elementów. Nie mogę powiedzieć za wiele, bo oddałem tylko trzy przejazdy. Moim zdaniem tor należy do przyjemnych.

Jakie będą twoje najbliższe plany w kontekście powrotu do zdrowia? Masz jakieś informacje od lekarzy na temat terminu powrotu do pełnej sprawności i na tor saneczkarski?

Trudno określić jakiś termin, bo muszę czekać na zrost kostny, który połata moją rzepkę. Muszę czekać, mogę zapobiec jedynie ewentualnym spadkom. Mam już ponad tydzień rehabilitacji za sobą. Nie mogę powiedzieć, czy igrzyska są w zasięgu. To moje kolano i organizm dyktują warunki.