Polak im starszy tym lepszy. Żarty z wielkim mistrzem. “Nigdy nie jest za późno”

fot. Julia Piątkowska

Tak dobrego początku sezonu nie miał nigdy. Maciej Staręga po świetnym występie w sprincie klasykiem w Ruce pokazał wysoką dyspozycję także w łyżwie w Lillehammer. Polak czuje dobrą formę i chce korzystać z każdego biegu podczas Pucharu Świata 2022/2023. W rozmowie z nami podopieczny Lukasa Bauera mówi o regularnych awansach do ćwierćfinałów, żartach ze swojego wieku, Planicy i jednej kobiecie w męskim teamie.

fot. Julia Piątkowska

Rok temu w pierwszych dwóch sprintach było sześć punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Dwa lata temu trzy oczka, trzy ani jednego. Tak wyglądały pierwsze starty minionych zim w wykonaniu Macieja Staręgi, który jeszcze nigdy w karierze nie był w TOP30 w dwóch inauguracyjnych startów sezonów. Aż do PŚ 2022/2023, w którym 32-latek był 11. w zawodach techniką klasyczną w Ruce i 20. w dowolnym sprincie w Lillehammer.

Siedlczanin powiedział, że ma świeżą głowę i chce czerpać radość z całego sezonu. – Nawet, gdy mistrzostwa świata w Planicy nie wyjdą, będę miał podstawy do pozytywnego myślenia, jeśli przez cały sezon będę zbierał dobre wyniki – przyznał w rozmowie z nami po biegu, który z pewnością był jednym z tych dobrych. Staręga w norweskim sprincie łyżwą zajął dwudzieste miejsce. Po spokojnym początku walczył aż do linii mety na ostatnich metrach.

Sportsinwinter.pl: Zacznijmy od finiszu w twoim biegu ćwierćfinałowym. Położyłeś wszystko na jedną kartę?

Maciej Staręga: O pierwszą dwójkę ciężko było zawalczyć. Czułem, że mam jeszcze siły, ale chyba zbyt późno zdecydowałem się na atak. Poszedłem od zewnętrznej strony, gdzie nie było zbyt wiele miejsca. Myślę, że to był mój największy błąd w tym biegu. Zachowałem dużo sił na końcówkę po spokojnym początku, dlatego też byłem w stanie wyprzedzić Younga. Mogłem powalczyć o 3 miejsce, szkoda, że nie zaatakowałem pozycji Brytyjczyka wcześniej. Mimo wszystko jestem zadowolony. Czuję, że dyspozycja jest dobra. Walka była do samego końca, to nie było tak, że odcięło mi nogi.

W Ruce TOP30, teraz znów awans do ćwierćfinałów. Jakby nie patrzeć, to stuprocentowa skuteczność. 3 lata temu to nie była oczywistość. Ty im starszy, tym lepszy. 

Możliwe, że luźniej podchodzę do rywalizacji pod względem mentalnym. Wiem, że jestem coraz starszy, wiem, że nie muszę niczego udowadniać, bo w pewien sposób spiąłem już swoją karierę w klamrę. Może spokój w głowie wszystko zmienia. Tutaj jednak w kwalifikacjach było na granicy i nie powiem – stresowałem się końcowymi rozstrzygnięciami.

Może coś się zmienia w sprintach? Kiedyś się mówiło, że im starszy zawodnik, tym trudniej o dobry wynik. Pellegrino jednak wymiata, ty jesteś w stanie punktować. 

Zgoda. Ostatnio śmialiśmy się z Pellegrino, że nigdy nie jest za późno na dobre wyniki. Faktycznie starsi zawodnicy mają teraz większe szanse na dobre wyniki. Na to składa się wiele czynników, np. trening siłowy, który się rozwija, czy fizjoterapia, która pomaga pozostawać w czołówce. Do tego dochodzi czerpanie korzyści z doświadczenia, które zdobyło się w Pucharze Świata przez lata.

Co wpłynęło na to, że tak dobrze weszliście w ten sezon? Trenujecie z Bauerem już czwarty rok. To jest efekt tego całego okresu treningowego?

Tak. Powiedziałbym, że to jest kontynuacja dobrej pracy. Wiadomo, że trzeba poświęcić czas, aby przyszły wyniki. Atmosfera w grupie też się buduje. Wydaje mi się, że jesteśmy w takim momencie, w którym możemy osiągać najlepsze rezultaty. Atmosfera w zespole tylko temu sprzyja. Każdy się cieszy z sukcesów innych osób. W końcu jest to jeden pełny polski team, który dąży do tego, żeby walczyć ze światem.

W waszej kadrze pojawiła się kobieta. Jak wy i ona odnaleźliście się w tej sytuacji?

Myślę, że bardzo dobrze. Monika jest młodą ambitną dziewczyną z dużym poczuciem humoru. Nie ma problemu, żeby odnaleźć się w męskim gronie, a to nie zawsze jest łatwe. Dla nas to też jest fajna sprawa, bo jednak nigdy nie obcowaliśmy z naszymi dziewczynami. Teraz możemy i porozmawiać, i mieć inne perspektywy na pewne sytuacje.

Sprinty – indywidualny i drużynowy – na mistrzostwach świata siedzą już w głowie?

Pewnie gdzieś tam są takie myśli o tych startach, ale na ten moment podchodzę do tematu mistrzostw spokojnie. Nie ma nastawienia, że tylko Planica się liczy, a cały sezon jest nieważny. Chcę się cieszyć całą zimą i zbierać dobre wyniki. Wtedy nawet, gdy mistrzostwa nie wyjdą, będę miał podstawy do pozytywnego myślenia. Regularne osiąganie dobrych rezultatów daje też dawkę motywacji i pewności siebie przed Planicą.

A sam początek tego sezonu, sprint w Ruce, pokazał ci, że będziemy mogli liczyć za każdym razem na twoje TOP30 w klasyku?

Wydaje mi się, że nie. Oczywiście dostałem tam informację, że mój klasyk wygląda lepiej, ja luźniej biegam w tym stylu. Tylko, że w Ruce pomogły też warunki. Było twardo, szybko, czyli to, co mi pasuje najbardziej. Mogłem wykorzystać swoją siłę. Do tego mieliśmy bardzo dobrze przygotowane narty, porównywalnie do Norwegów. Biegałem dwa razy z Klaebo i on mi nie odjeżdżał. To świadczy o dobrych nartach. Zwykle porównuje się właśnie do Klaebo, który często ma po prostu najlepszy sprzęt. Ja sam byłem zaskoczony wynikiem, cieszyłem się, że jestem w stanie walczyć do końca.

Z Lillehammer dla Sportsinwinter.pl,
Mateusz Król

Obserwuj