Pjongczang 2018: Wypowiedzi biegaczek po sprincie stylem klasycznym

fot: svt.se

Za Nami druga konkurencja rozgrywana w ramach biegów narciarskich. Tym razem w walce o medale najważniejszej imprezy czterolecia stanęły najlepsze sprinterki, które mimo trudnych warunków zaprezentowały się niesamowicie. Nieco mniej powodów do zadowolenia miała Justyna Kowalczyk, która mimo dobrego biegu zakończyła swój udział w ćwierćfinale. 

Nową mistrzynią olimpijską została Stina Nilsson, która od początku sezonu olimpijskiego dominowała w rozgrywanej konkurencji. – Jestem bardzo szczęśliwa. Czułam się bardzo silna od samego początku, dlatego było to fanastyczne uczucie sięgnąć po złoty krążek. To pewna nagroda za to jak ciężko pracowałam przez tyle lat. Zdarzały się zarówno wzloty jak i upadki, jestem dumna z tego pierwszego miejsca. To był naljepszy dzień w moim życiu – stwierdziła Szwedka.

Drugie miejsce przypadło Maiken Caspersen Falli, która triumfowała w sprincie na ubiegłych Igrzyskach. – Trenowałam cały sezon, więc wiedziałam, że stać mnie na medal, który był moim celem. Jestem dumna ze wszystkich ludzi, którzy okazywali mi wsparcie i pomogli osiągnąć tak doskonały wynik. W sprincie wszystko może się zdrzyć, chwila nieuwagi i może to doprowadzić do różnych sytuacji – podkreśla Norweżka.

Najniższy stopień podium zajęła Yulia Belorukova. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju niespodzianka. – Nie mogę uwierzyć, że zdobyłam medal Igrzysk Olimpijskich. Nie pamiętam, co tam dokładnie się wydarzyło – mówi Yulia.

Swojego niezadowolenia nie kryła Ingvild Flugstad Oestberg. – Na finiszu dałam z siebie wszystko. Nie sądzę, by to, co zrobiła Kowalczyk, było zgodne z regulaminem – powiedziała Norweżka.

Z pewnością na więcej liczyła Justyna Kowalczyk. Polska królowa nart wystarowała w piątym ćwierćfinale. Biegaczka z Kasiny Wielkiej utrzymywała się w czołówce, ale pewien incydent pozbawił ją szybkości. – Ziściło się to, czego najbardziej się obawiałam, ale w trochę inny sposób. Wszyscy widzieli zjazd, a kłopoty zaczęły się na samej górze. Oestberg uparła się, aby być pierwszą na zjeździe, więc pojechałam zaraz za nią. Później pojechała chwilę pługiem, musiałam więc zrobić to samo. Później Norweżka się podniosła, więc i ja robiłam to samo. Wtedy minęły nas inne dziewczyny . Gdybym biegła z przodu od początku do końca, to takie rzeczy, jakie mnie spotkały, nie wydarzyłyby się. Widocznie to nie był dzień na wygrywanie – mówi Justyna.

Justynę Kowalczyk czeka jeszcze kilka startów, w tym sprint drużynowy z Sylwią Jaśkowiec. Jedno jest pewne nasze reprezentantki dadzą z siebie wszystko.

Źródło: fis-ski.com / sport.pl/ sport.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *