Pekin 2022. Polskie nadzieje olimpijskie. Maryna Gąsienica-Daniel [5]

fot. Michela Andreola

Jesteśmy dokładnie na półmetku naszego cyklu. W ten wyjątkowy poranek przygotowaliśmy dla Was piąty odcinek polskich nadziei olimpijskich na Pekin. Życzymy Wam przy okazji wesołych i spokojnych świąt, spędzonych w gronie rodziny.

fot. Michela Andreola

Cyfra 5 nie ma żadnej znaczącej etymologii. Piątym dniem roku jest piąty stycznia, a piątym miesiącem jest maj. Jak śpiewało Varius Manx, maj to miesiąc wybawienia i poznawania prawdziwego szczęścia. Gdybyśmy przyznawali naszej dzisiejszej bohaterce ocenę – na pewno byłaby to właśnie “piątka”. A jeśli dla Maryny luty będzie tym niezwykłym “Majem” – to igrzyska w Pekinie mogą być dla niej właśnie na “piątkę”. Szans na medal nie będzie jednak pięciu. Przydarzą się zapewne tylko dwie – gigant i gigant równoległy. Do olimpiady pozostało 41 dni, czyli niecałe 1000 godzin.

Maryna Gąsienica-Daniel to polska narciarka alpejska, złota medalistka Uniwersjady z 2013 roku w slalomie gigancie, olimpijka z Soczi (2014) i PyeongChang (2018) – możemy przeczytać na stronie PKOl-u.

Początki, począteczki, początunie…

– Kiedy miałam mniej niż trzy lata, to już stałam na nartach, a wieku trzech lat pierwszy raz zjechałam z Kasprowego Wierchu. To chyba dzięki rodzicom, którzy uczyli nas jeździć na nartach od dziecka – opowiadała Maryna o swoich początkach w rozmowie z Onet Sport.

Maryna urodziła się 19 lutego 1994 roku w Zakopanem. Od początku jej inspiracją była jej starsza siostra – Agnieszka, która także osiągała niezłe rezultaty w renomowanych zawodach.

– Moja siostra była moją idolką. Kiedy byłam mała i wracałam z treningu, to w stroju narciarskim oglądałam zawody Pucharu Świata. Uwielbiałam oglądać technikę Agnieszki, na niej wzorowane były wszystkie moje przejazdy, przykłady treningów. Jako zawodniczka była też bardzo pracowitą osobą, dużo czasu potrafiła poświęcić na treningi. Była bardzo zaangażowana. Myślę, że to mi pomogło, bo od małego widziałam na czym to polega. Tak naprawdę siostra przetarła mi szlak do Pucharu Świata. Nie było tak, że dostałam się do Kadry i nagle stwierdziłam „naprawdę, aż tyle trzeba robić?” Ja to wiedziałam i to była norma – mówiła.

W 2007 roku wygrała w slalomie gigancie w Trofeo Topolino, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata dzieci i zajęła piąte miejsce w mistrzostwach świata juniorów w tej samej konkurencji w Mont St. Anne. Na arenie międzynarodowej Maryna zadebiutowała 20 listopada 2009 roku podczas zawodów FIS Race w Taernaby, gdzie zajęła 24. miejsce w slalomie. W 2010 roku wystartowała na mistrzostwach świata juniorów w Regionie Mont Blanc, gdzie jej najlepszym wynikiem było 50. miejsce w supergigancie. Jeszcze pięciokrotnie startowała w imprezach tego cyklu, najlepszy wynik osiągając podczas mistrzostw świata juniorów w Quebecu w 2013 roku, gdzie była piąta w gigancie.

– Dla młodych zawodników przejście w świat zawodów FIS i rywalizacji na arenie międzynarodowej to duży przeskok. Dla mnie też była to trudna zmiana. Nagle wskoczyłam na pierwsze zawody FIS w Norwegii ze 150 numerem. Trasa była zniszczona, a przede mną same świetne zawodniczki. Dlatego uważam, że zawody w Polsce to świetna okazja dla zawodników, zwłaszcza tych, stawiających pierwsze kroki w FIS, bo mogą bardzo dużo się nauczyć – nadmieniała.

Halo, tu Maryna!

W zawodach Pucharu Świata Gąsienica-Daniel zadebiutowała 28 grudnia 2011 roku w Lienzu, gdzie nie ukończyła giganta. Pierwsze pucharowe punkty zdobyła 24 lutego 2017 roku w Crans-Montana, zajmując 26. pozycję w superkombinacji. Do światowej czołówki zaczęła pukać w latach 2017-2019. To wtedy notowała niezłe rezultaty w Pucharze Świata, a na mistrzostwach świata w Aare zajęła 21. lokatę w superkombinacji. Dobre wyniki napawały optymizmem i wydawało się, że Maryna powoli wdrapuje się na szczyt.

Niestety, wtedy przydarzył się upadek na treningu w Nowej Zelandii. Diagnoza? Złamana kość piszczelowa i konieczność operacji w Polsce. Po ciężkiej rehabilitacji i roku przerwy od startów, Maryna wróciła do Pucharu Świata. Zrobiła to w fenomenalnym stylu. Sezon 2020/2021 był niesamowity w jej wykonaniu. Kilkukrotnie ocierała się o najlepszą dziesiątkę w gigancie, a na mistrzostwach świata zajęła fenomenalne 6. i 8. miejsca.

– Czułam się naprawdę dobrze, wiedziałam, że forma jest. Jeszcze lepiej było mi po supergigancie. Potem mieliśmy okazję jeszcze dwa dni potrenować i było widać świetną dyspozycję. Gdyby jednak ktoś kilka tygodni temu, a już na pewno przed sezonem, powiedział, że będę ósma i szósta na mistrzostwach świata, to brałabym to w ciemno. Na samym starcie giganta i giganta równoległego miałam świetne nastawienie, doskonale się czułam i wiedziałam, że wyniki mogą być bardzo dobre. Chciałam to wykorzystać – powiedziała w rozmowie z TVP Sport.

A jak szło jej na igrzyskach?

Maryna zadebiutowała na igrzyskach w Soczi w 2014 roku. Udało jej się ukończyć tylko przejazd giganta, w którym uplasowała się na 32. miejscu. 4 lata później było już troszkę lepiej i w tej samej konkurencji z 27. lokatą udało jej się przebić do najlepszej “trzydziestki”. Po olimpiadzie w Pjongczangu podkreślała, że ma chęć walki i medal w Pekinie jest jej ogromnym marzeniem.

– Wierzę, że jeśli bardzo ciężko przepracuję kolejne cztery lata, to na kolejnych igrzyskach w Pekinie będę walczyć o medale – tak mówiła Gąsienica-Daniel.

Będzie medal czy nie będzie?

Maryna jest zawodniczką niezwykle pracowitą i upartą. Przez najmłodsze lata uczyła się stylu i odpowiedzialności od swojej starszej siostry. Mądrze podchodzi do każdych zawodów i realnie ocenia swoje szanse. Nie “porywa się z motyką na księżyc” i powoli realizuje swoje życiowe cele oraz marzenia. Taki zawodnik to skarb. Skarbem jest też medal olimpijski, o który będzie musiała mocno zawalczyć.

Maryna jest w życiowej formie. Kocha to, co robi i notuje rewelacyjne wyniki. Jej przejazdy stoją na najwyższym światowym poziomie. Do medalu w gigancie wystarczy więc odrobina szczęścia, a w gigancie równoległym odpowiednie rozstawienie. W narciarstwie alpejskim jeden mały błąd może zniszczyć wieloletnie marzenia o medalu.

Ale kto jak nie ona? Kto, jak nie nasza dziewczyna z Zakopanego? Życzymy jej złota, bo wiemy, że ma papiery na sukces. Ona sama może jeszcze się o tym nie przekonała, ale nam udowodniła to już wiele razy. Nie będziemy źli, jeśli się nie uda. Wręcz przeciwnie! Podziękujemy jej za ogrom pracy i zaangażowanie. Maryna to wspaniała osoba. Chcemy, żeby mógł usłyszeć o niej cały narciarski świat. W końcu dumą narodową wypada się pochwalić!

Źródło: Sport.onet.pl / PAP / TVP Sport / polskimistrz.pl / Wikipedia

Piotr Wojtaszczyk