Pekin 2022. Polskie nadzieje olimpijskie. Andżelika Wójcik [4]

fot. Facebook

To już czwarta odsłona naszego cotygodniowego cyklu. Cyfra cztery w chińskiej kulturze oznacza nieszczęście. Często jest pomijana, nawet w oficjalnych nazwach m. in. smartfonów. Sportowcy mają jednak z Chińczykami coś wspólnego. Co konkretnie? Otóż czwarte miejsce uchodzi w sporcie za to najgorsze. Nikt nie chce stać tuż za podium, bo jego zapach, bez możliwości skosztowania, to coś okropnego. Wszyscy pamiętamy Pjongczang 2018 i bolesną 4. lokatę Kamila Stocha…

fot. Facebook

Co wspólnego z tą cyfrą ma nasza dzisiejsza bohaterka, Andżelika Wójcik? Poza tym, że zajmowała kilka razy czwarte miejsce, właściwie nic. W kadrze jest raz pierwsza, a raz druga. Ciągle wymienia się mianem najlepszej z Kają Ziomek. W obecnym sezonie Pucharu Świata idzie jej wyśmienicie. Razem z Kają Ziomek należą do grona faworytek zbliżających się mistrzostw Europy i przede wszystkim igrzysk olimpijskich w Pekinie. Do ich rozpoczęcia pozostało 45 dni. 45 dni ciężkiej pracy dla naszych zawodniczek.

Jestem Andżelika Wójcik. Pochodzę z Lubina. Trenuję łyżwiarstwo szybkie – tak przedstawiła się nasza zawodniczka w rozmowie z Polską Fundacją Narodową.

Andzia! O, Andzia!

Szybko, krótko i na temat. Opisuje siebie tak, w jaki sposób powinna jeździć na łyżwach. Choć zdaje nam się, że na lodzie robi to jeszcze szybciej. Andżelika urodziła się 8 listopada 1996 w Lubinie. Od początku kariery była zawodniczką MKS Cuprum Lubin, a obecnie startuje w barwach AZS Katowice. O naszej zawodniczce nie znajdziemy więcej informacji. Dlaczego akurat panczeny? Jak to się wszystko zaczęło? Tego musielibyśmy dowiadywać się u źródła, a przecież zwyciężczyni zawodów Pucharu Świata swój dokładny biogram powinna posiadać na popularnej Wikipedii. Cóż, do niedawna nie miała nawet lakonicznego opisu. Były notki holenderskie, nawet hiszpańskie, ale polska pojawiła się dopiero w ostatnim roku.

W 2016 zdobyła brązowy medal mistrzostw świata juniorek w sprincie drużynowym, w 2018 brązowy medal akademickich mistrzostw świata w wyścigu na 1000 metrów, a w 2020 brązowy medal akademickich mistrzostw świata w wyścigu na 1000 metrów. W tym samym roku wywalczyła z koleżankami z kadry brązowy medal mistrzostw Europy w sprincie drużynowym oraz brązowy medal mistrzostw świata w tej samej konkurencji. Wielokrotnie uczestniczyła w Uniwersjadach, mistrzostwach Europy i świata. Nie miała jeszcze szansy startu na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich.

Wielka forma w sezonie olimpijskim

W 2021 trzykrotnie poprawiała rekord Polski na dystansie 500 metrów. Najpierw w październiku uzyskała wynik 37,64. 3 grudnia 2021 w Salt Lake City osiągnęła wynik 37,03, a następnego dnia zeszła poniżej 37 sekund (36,77). Tym wynikiem zwyciężyła, jako druga Polka w historii w zawodach Pucharu Świata (poprzednio w 1988 zawody PŚ na dystansie 3000 wygrała Erwina Ryś-Ferens). 4 grudnia 2021 wynikiem 1:14.09 poprawiła także rekord Polski na 1000 metrów. Te znakomite osiągnięcia świadczą o jej niesamowitej formie i stawiają ją w gronie faworytek do medalu w Pekinie.

– Od zawsze marzyłam o tym medalu. A teraz jest moim celem. Bo dlaczego nie? Chcę się zmierzyć z tym, co zaprezentują najlepsi na świecie. Nie chcę przelewać za dużo pewności siebie, ale to, co mam w głowie zmusza mnie, by mówić wprost: moim celem jest olimpijskie podium – mówiła w rozmowie z TVP Sport.

Andżelika jest pewna swoich możliwości i uważa, że tylko ciężka praca zagwarantuje jej podium na imprezie czterolecia, ale także na styczniowych mistrzostwach Europy.

– Mamy bardzo dużo motywacji, by walczyć o podium Pucharu Świata czy w styczniowych mistrzostwach Europy. Jesteśmy w światowej czołówce. Możemy być spokojne. Jeżeli będziemy spokojnie pracować, to kolejny wystrzał formy przyjedzie w tym strategicznym momencie, czyli podczas igrzysk w Pekinie. Ja na ten start szykuję się bardzo mocno. Zwycięstwo w Pucharze Świata pokazuje, że różne rzeczy mogą się wydarzyć. Trzeba mieć nadzieję, ciężko pracować, a co ma przyjść dobrego, to przyjedzie – podkreśla Andżelika Wójcik w rozmowie z RMF.

A może by tak dwa medale?

Taka opcja jest jak najbardziej możliwa. Z jednej strony Andzia, a z drugiej Kaja. Obie w wyśmienitej formie i niesamowitym nastroju. Są gotowe na walkę z najlepszymi, ale na brak rywalizacji nie narzekają – od dawna walczą przecież ze sobą. Oczywiście jest to pojedynek motywacyjny i obie czerpią z niego same korzyści. Gdy przyjdzie najważniejszy moment na pewno staną na wysokości zadania. Być może nawet w jednej parze. Wszystko jest bowiem możliwe, a los lubi pisać takie historie.

Podsumowując i reasumując. Andżelika to postać do tej pory troszkę pomijana. Swoimi ostatnimi występami udowodniła jednak, że warto na nią stawiać. Jest niezwykle pracowita, pewna siebie i zadziorna. Po nieudanym występie widać w niej żal i złość, a po dobrym – radość i uśmiech. Nie kryje swoich emocji, dlatego jesteśmy pewni, że jej słowa o medalu olimpijskim mają w sobie 100% prawdy. Kto jak nie ona? Kto jak nie kolejna zawodniczka z Lubina? Być może pompujemy balonik, ale tak niedocenionej do tej pory osobie jest to po prostu potrzebne. Musimy jej pokazać, że z nią jesteśmy i jej ufamy. Jeśli się nie uda – trudno. Taki już bywa sport. My jednak wierzymy w jej sukces. Na koniec przytoczymy słowa piosenki Oddziału Zamkniętego idealnie opisującej naszą zawodniczkę: “Przyszła do mnie, nie wiem skąd, zawróciła w głowie tak dokładnie; teraz rozumiem, to jest to. [..] Andzia!… o Andzia!”.

Źródło: Wikipedia / RMF / TVP Sport

 

 

Piotr Wojtaszczyk