„Oni są tańcami na lodzie.” Papadakis i Cizeron powalczą o piąte mistrzostwo świata

Screen - Eurosport

Gabriella Papadakis i Guillame Cizeron byli na siebie skazani od dziecka. Po niemal dwudziestu latach wspólnych startów udało im się wywalczyć olimpijskie złoto. Teraz spróbują dołożyć do swojego dorobku piąte w karierze mistrzostwo świata.

Screen – Eurosport

Razem od zawsze

Życiorysy Gabrielli Papadakis i Guillaume Cizerona połączyły się już, gdy byli dziećmi. W wieku ośmiu lat za namową matki dziewczyny zaczęli wspólnie trenować łyżwiarstwo figurowe. Oboje pochodzili z rodzin, które były w jakimś stopniu związane ze sportem. Catherine Pinard jest trenerką łyżwiarstwa, początkowo to właśnie ona odpowiadała za szkolenie córki. Jocelyne Cizeron to z kolei nauczycielka tańca. Ojciec Guillaume, Marc jest prezesem klubu łyżwiarskiego Auvergne Danse sur Glace.

Ich pierwszy międzynarodowy sukces przyszedł w 2013 roku, gdy na mistrzostwach świata juniorów zajęli drugie miejsce, przegrywając tylko z rosyjską parą Stepanowa/Bukin. Jak miało się potem okazać, między innymi z Rosjanami toczyli walkę w seniorskiej karierze. Później to właśnie Francuzi częściej triumfowali, wtedy to Rosjanie stanęli na najwyższym stopniu podium. O przegranej zadecydowała kontuzja, której Gabriella doznała podczas występu. – Nie żałujemy, nie byliśmy tu faworytami numer jeden – mówił potem jej taneczny partner.

Cizeron już wtedy zwracał uwagę na to, jak dobrze są zgrani z Papadakis. – Naszą siłą jest nasza spójność – komentował. Gabriella podkreślała znaczenie ciężkiej pracy, która doprowadziła ich na tak wysoki poziom. Oboje łączyli od piętnastu do dwudziestu godzin treningów tygodniowo z nauką. – Jesteśmy do tego przyzwyczajeni od czasów gimnazjum – zauważała łyżwiarka. Młodzi już wtedy chcieli wykreować własny styl, skupiając się na samym w sobie tańcu. Wtedy mieszkali i trenowali jeszcze we Francji. Rok później przenieśli się do Montrealu, by tam rozwijać swoje umiejętności.

Wtedy w ich głowach pojawiło się pierwsze marzenie o igrzyskach. Na horyzoncie widoczny był już rozgrywany w 2014 roku czempionat w Soczi. Ale wtedy byli lepsi od nich. Guillaume i Gabriella musieli odłożyć swoje olimpijskie marzenia na rok 2018.

O krok od złota

Cztery lata po rozczarowaniu związanym z brakiem powołania na igrzyska w Soczi Papadakis i Cizeron należeli już do ścisłej światowej czołówki. Przed igrzyskami w Pjongczangu Francuzi mieli na swoim koncie dwa tytuły mistrzów świata (2015 i 2016) i cztery złota z mistrzostw Europy. Ale mieli też poważnych rywali, którzy rok przed imprezą czterolecia odebrali im tytuł najlepszego duetu tanecznego globu. W sezonie 2016/2017 do międzynarodowej rywalizacji powróciła kanadyjska para Tessa Virtue i Scott Moir. Kanadyjczycy mieli już na swoim koncie olimpijskie złoto z Vancouver z 2010 roku, a w Soczi sięgnęli po srebrne medale. Dla Francuzów start w Korei miał być okazją do zdobycia tego, czego w swojej karierze jeszcze nie osiągnęli.

W sezonie olimpijskim Papadakis i Cizeron wykonywali swój taniec krótki do utworów Eda Sheerana. W połączeniu z tańcem dowolnym do „Sonaty Księżycowej” Ludwiga van Beethovena dało im to nie tylko mistrzostwo Europy (po igrzyskach także świata), ale też wygrane Grand Prix. W Pjongczangu nie wszystko poszło jednak tak, jak powinno. W pierwszym segmencie rywalizacji Gabrielli rozpiął się top, który miała na sobie. Jak się później okazało, była to wina jej tanecznego partnera, który naruszył strój partnerki podczas podnoszenia. – To było rozpraszające, było dla mnie koszmarem – mówiła łyżwiarka, która do końca programu musiała skupiać się na tym, by nie spadła jej górna część ubioru. 

“To dało nam ogień do dalszego treningu”

Francuzi dokończyli swój występ i na półmetku rywalizacji przegrywali tylko z Virtue i Moirem. Ich strata wynosiła 1,74 punktu. W programie dowolnym zrobili wszystko, co mogli, by próbować odrobić straty. Dzięki fantastycznemu przejazdowi ustanowili dwa rekordy świata – w nocie łącznej i punktacji za sam taniec dowolny. To jednak nie wystarczyło na piekielnie mocnych Kanadyjczyków, którzy w swoim finałowym występie jeszcze bardziej wyśrubowali pierwszy z wyników. Tym razem Gabriella i Guillaume musieli obejść się smakiem. Francuzi zakończyli swój olimpijski debiut ze srebrem.

Z czasem udało im się przekuć tę porażkę w pozytywy. Niespełna miesiąc po igrzyskach Francuzi zdobyli kolejne złoto światowego czempionatu. W ich głowach wciąż pozostały jednak wspomnienia z Korei. – Chcieliśmy wygrać, ale nie wygraliśmy. To dało nam ogień do dalszego treningu i wyjazdu na kolejne igrzyska olimpijskie. Oczywiście nie lubimy przegrywać. Nadal byliśmy dumni z naszego srebrnego medalu, ale myślę, że jako zawodnik zawsze chcesz więcej. Po prostu tak nas zaprojektowano – mówił Cizeron. – Myślę, że wiedzieliśmy, że byliśmy faworytami na równi z Tessą i Scottem. Trochę baliśmy się osiągnąć ten cel. Bo wiesz, strach przed rozczarowaniem… – kontynuował.

Cztery sezony później, przed kolejnymi igrzyskami było to dla nich nauczką i wskazówką, czego nie robić. – Postanowiliśmy się tego nie bać. I tak naprawdę po prostu przyjęliśmy ten cel: jedziemy po złoto i naprawdę w to wierzymy. Tym razem mamy zdecydowanie inny sposób myślenia – mówił Guillaume przed wyjazdem do Pekinu.

Trzy występy, trzy wygrane

Pandemia koronawirusa spowodowała, że Papadakis i Cizeron zniknęli na długie miesiące z międzynarodowej rywalizacji. Najpierw zostały odwołane mistrzostwa świata w Montrealu, gdzie na co dzień mieszkają i trenują, potem, w kolejnym sezonie z kalendarza wypadały kolejne Grand Prix. Choć w sezonie 2020/2021 Francuzi mieli wystartować w rozgrywanym w Sztokholmie światowym czempionacie, finalnie wycofali się z rywalizacji. Dzięki temu zyskali więcej czasu na przygotowanie się do roku, w którym mieli powalczyć o to, czego jeszcze brakowało na ich koncie – złoto igrzysk. 

Sami przyznawali, że zrezygnowanie ze startów było dobrym wyborem. – Mieliśmy dużo czasu na choreografię, pracę ze specjalistami i choreografami, z którymi nigdy wcześniej nie pracowaliśmy. Mieliśmy czas na dopracowanie programów, które chcieliśmy zrobić. Dało nam to też przestrzeń na odpoczynek. Dzięki temu zaczynamy sezon wypoczęci, z ogromną ilością energii.

W sezonie olimpijskim Gabriella i Guillaume w wielkim stylu powrócili do startów. Na trzy starty w Grand Prix trzykrotnie okazywali się najlepsi. By uniknąć zakażenia koronawirusem, wycofali się z mistrzostw Europy. Wszystko po to, aby w jak najlepszej dyspozycji udać się do Chin.

Waacking dał prowadzenie

Po świetnej pierwszej części sezonu Papadakis i Cizeron polecieli do Pekinu jako zdecydowani faworyci. Mieli absolutnie wszystko, by sięgnąć po wyczekane złoto, które cztery lata wcześniej było już tak blisko. I choć w stawce tańców na lodzie nie brakowało innych doskonale jeżdżących par, trudno było wyobrazić sobie, że któraś z nich właśnie podczas tych zawodów wejdzie na poziom francuskiej dwójki.

Ciężko o lepsze rozpoczęcie rywalizacji dla pary tanecznej niż to, które w Pekinie zaprezentowali Gabriella i Guillaume. Francuzi wykonali swój program bezbłędnie, pobijając swój własny rekord świata w nocie za taniec rytmiczny ze zdobyczą 90,83 punktu. W ich krótszej choreografii na sezon olimpijski pojawił się niewidziany wcześniej w tańcach na lodzie element, który dodał do występu Papadakis i Cizerona jeszcze więcej oryginalności. To amerykański taniec uliczny – waacking, który Francuzi wykonali do utworów Johna Legenda.

W latach siedemdziesiątych XX wieku w klubach LGBT w Los Angeles powstał nowy styl tańca. Był on charakterystyczny dla muzyki disco z tamtych lat, a wyróżniały go przede wszystkim charakterystyczne ruchy rękami. Ta forma pozostawała jednak w tanecznym podziemiu, ale z czasem w Stanach Zjednoczonych zaczęła się jej stopniowa popularyzacja. Nigdy nie trafiła ona do mainstreamu, co za tym idzie, próżno było jej szukać w łyżwiarskich choreografiach. – Pracowaliśmy z tancerką, która nazywa się Kim Gingras. Zapytaliśmy ją: Czy możesz sprawić, że zatańczymy w wielu różnych stylach? Zobaczyć to, co lubimy, zobaczyć, co jest dobre w naszym ciele – bo czasami może się okazać, że coś jest dobre tylko w twojej głowie – mówiła Papadakis.

Przeglądając kolejne style, francuska para trafiła na waacking, który od początku przypadł im do gustu. Francuzi zdecydowali się na współpracę z Axelle Munezero, specjalistką od tego gatunku. To ona pomogła im prawdziwie zakochać się w waackingu i stworzyć nową choreografię. Równocześnie przypomniała sobie o swoim dziecięcym marzeniu, które nigdy się nie spełniło – jeżdżeniu na łyżwach, które obserwowała na publicznych lodowiskach w Montrealu. – Chodziłam tam wieczorem z mamą po pracy. Nie byliśmy rodziną, która miała wystarczająco dużo pieniędzy, ale naprawdę to kochałam.

Gabriella i Guillaume pomogli jej jednak w realizacji innego celu – promocji waackingu. – O mój Boże, zrobiliśmy to. Przywieźliśmy waacking na igrzyska olimpijskie – pomyślała po obejrzeniu przejazdu Francuzów. Ona też im w czymś pomogła. W zajmowaniu pozycji liderów po tańcu rytmicznym w Pekinie.

Wyczekane mistrzostwo

Prowadzenie na półmetku rywalizacji w Pekinie wynosiło 1,98 punktu. Choć to stosunkowo komfortowa przewaga, równocześnie była ona bez większego problemu możliwa do stracenia w tańcu dowolnym. Ten Francuzi wykonywali do utworu „Elegie” francuskiego kompozytora Gabriela Faurego. – Naprawdę fajnie było móc używać tylko tego utworu, a nie mieszać kilku tego samego artysty. To coś, czym zawsze byliśmy trochę sfrustrowani, ciąć kawałki, zwłaszcza gdy są jak… arcydzieła – mówił przed igrzyskami Cizeron, odnosząc się do dłuższego programu, w który zostały wplecione wyraźne elementy tanga. 

Olimpijski taniec dowolny Francuzów to pokaz niezwykle emocjonalny. Jak opisywała Guillaume, jest w nim zawarta kwintesencja wszystkich skrajnych emocji, które mogą odczuwać ludzie. Tego wszystkiego, co ta francuska dwójka przeżyła w swoim życiu i swojej sportowej karierze.

Tym razem nie zabrakło im odwagi. Nie było strachu, żadnego momentu zawahania. Jadący jako ostatni Francuzi zrobili to, co potrafili – rozkochali wszystkich w swoim tańcu, który gdy go wykonują, wręcz przestaje być sportem, a staje się artystycznym przeżyciem. Choć panel sędziowski miał wątpliwości co do niektórych elementów wykonanych przez Papadakis i Cizerona, jeszcze przed końcową weryfikacją można było spokojnie powiedzieć, że oto swój przejazd zakończyli mistrzowie olimpijscy z Pekinu w parach tanecznych. 

Końcowy werdykt mógł być tylko jeden. Gabriella Papadakis i Guillame Cizeron zdobyli w Chinach złote medale. Te, które cztery lata wcześniej przegrali tylko ze swoimi wielkimi konkurentami. Tym razem nie było już nikogo lepszego od nich. Wygrywając, ustanowili rekord świata w nocie łącznej, który wynosi obecnie 226,98 punktu. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego występu, jesteśmy jako sportowcy w zupełnie innym miejscu niż cztery lata temu. Rzeczywiście jest to mała zemsta – komentował potem Cizeron. – Przez lata był to jedyny medal, którego chcieliśmy. Ostatnie cztery lata doprowadziły nas właśnie do tego momentu. Myślę, że jeszcze w to nie wierzymy – dodawała Papadakis.

„Chcemy żyć w pokoju”

Złoty medal tej dwójki to też ważny moment dla całej społeczności LGBT. Cizeron jest pierwszym sportowcem, który otwarcie poinformował, że jest homoseksualny, a potem został mistrzem olimpijskim. 17 maja 2020 roku, w Światowy Dzień Walki z Homofobią i Transfobią Guillaume poinformował, że jest w związku z mężczyzną. Od tamtej pory głośno wypowiada się o tym, by w sporcie pozbyć się uprzedzeń i klasyfikowania sportowców ze względu na płeć.

Krótko po emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych na łamach francuskiego L’Equipe Cizeron opublikował poruszający list, w którym nagłaśniał problem samotności, odrzucenia, nietolerancji, wyśmiewania, których ofiarą był w szkolnych latach. – Byłem wyjątkowo nieśmiałym i strasznie wrażliwym chłopcem, prawie nigdy nie reagowałem na obelgi. Dziwaczny, pedał i tak dalej. Tacy jak ja, którym wmówiono, że nie zasługują na to, by być sobą, muszą nieustannie zmagać się z tą wersją siebie ukształtowaną przez innych – pisał. 

– Nawet dzisiaj zdarza mi się cenzurować niektóre z moich działań, mimiki lub słów ze wstydu lub strachu przed niezadowoleniem. Od kilku lat staram się wykonać tę wewnętrzną pracę, która polega na ponownym odkrywaniu i akceptowaniu części mnie, które musiałem ukryć, zakopać, stłumić – kontynuował swoje szczere wyznanie, które zakończył apelem: – W idealnym świecie nikt nie musiałby uzasadniać swojego seksualnego lub romantycznego pociągu. Ktoś, na kim mi zależy, powiedział mi kiedyś: „Zasługujesz na miłość. Po prostu dlatego, że istniejesz. Każdy zasługuje na miłość i godność, niezależnie od tego, czy identyfikuje się jako mężczyzna czy kobieta, czy pociąga go mężczyzna, kobieta, czy jedno i drugie. Chcemy po prostu żyć w pokoju, z szacunkiem, miłością i prawami, na które zasługujemy.

Najwyższa jakość na lodzie

– To nie jest dwójka zawodników. Oni tworzą tańce na lodzie. To oni są tańcami na lodzie. Jeśli ktoś miałby mnie kiedyś zapytać, jak powinien wyglądać program na olimpijskie złoto, odpowiedziałbym, że tak jak wyglądał dziś program Gabrielli Papadakis i Guillauma Cizerona – opisywał ich występ komentujący taniec dowolny podczas igrzysk w Pekinie Maciej Bernadowski, polski łyżwiarz figurowy, także startujący w parach tanecznych. I to nie tylko zdanie tego byłego zawodnika, ale też innych ekspertów z łyżwiarskiego środowiska i ludzi współpracujących z nimi na co dzień. 

– Przynieśli wielką ewolucję tańcom na lodzie – mówił jeden z ich trenerów Romain Haguenauer. – Są jedną z pierwszych par, którym udało się zintegrować wszystkie elementy techniczne z koncepcją artystyczną, będąc w stanie przekazać emocje tak, że ludzie oglądają program od A do Z – kontynuował. Ich były szkoleniowiec Patrice Lauzon dodał, że jednym z kluczowych punktów programów jego podopiecznych jest interpretacja. Jak sam mówił, oglądając ich, ma się wrażenie, że unoszą się na lodzie.

W podobnym tonie wypowiadają się też ich rywale z tafli. Po zdobyciu przez Francuzów mistrzostwa świata w 2019 roku o umiejętnościach pary mówił Nikita Kacałapow. – Gabriella i Guillaume są ikonami lodu. Wszyscy ich oglądają i uczą się od nich.

Innowacja w łyżwiarskim świecie to hasło, które wybrzmiało też z ust samych łyżwiarzy. W 2016 roku po zdobyciu drugiego z rzędu złotego medalu mistrzostw świata Guillaume zadeklarował, że z Gabriellą chcą robić na lodzie to, czego nie robił nikt przed nimi; skierować łyżwiarstwo w nowym kierunku. Od tamtej pory w ich choreografiach zaczęło się pojawiać więcej muzyki współczesnej, co było doskonale widoczne podczas ich olimpijskiego tańca rytmicznego. – Gabriella i Guillaume chcieli odkurzyć świat łyżwiarstwa – komentował Haguenauer. Po ich wynikach można przypuszczać, że udało im się to osiągnąć.

Pojadą po szósty medal

Szczegółowe opisanie wszystkich sukcesów Papadakis i Cizerona to jak temat na opasłą książkę. Od 2015 roku Francuzi siedmiokrotnie zostali mistrzami swojego kraju, do tego dołożyli sześć medali mistrzostw Europy (pięć złotych i jeden srebrny) i pięć mistrzostw świata, czterokrotnie stając na najwyższym stopniu podium. 

Dwa lata temu możliwość walki o szósty krążek światowego czempionatu, w tym piąty złoty, na swoim własnym terenie odebrała im pandemia. Tym razem wydaje się, że nic nie powinno już stanąć na przeszkodzie rywalizacji we francuskim Montpellier. I trudno wyobrazić sobie, że bez żadnych zewnętrznych czynników może dojść do sytuacji, w której ponownie nie wysłuchają swojego hymnu. A zrobiliby to w miejscu, w którym uwielbiają startować. – Jeżdżenie na łyżwach we Francji jest dla nas czymś wyjątkowym, ponieważ tam jest też cała nasza publiczność i wielu fanów, a my jesteśmy bardzo związani z Francją, nawet jeśli nie mieszkamy tutaj – mówiła Gabriella.

A co dalej, po sezonie? Czy będą kolejne igrzyska i mistrzostwa świata dla Papadakis i Cizerona? – Ten rok jest wyjątkowy. Jesteśmy bardzo skoncentrowani na jeździe na łyżwach, ale mamy też kilka przemyśleń na temat tego, po co będzie nasze życie. Poza łyżwiarstwem zawsze mieliśmy wiele zainteresowań. Może w przyszłości staną się większą częścią naszego życia. Myślę, że jazda na łyżwach zawsze będzie dla mnie czymś, co kocham. Chcielibyśmy dalej jeździć na łyżwach. Może będzie konkurować, może robić pokazy, uczyć. Nie sądzę, że mamy jakiś konkretny plan na najbliższe cztery lata. Każda możliwość jest równie ekscytująca. Myślę, że po prostu pójdziemy za naszymi instynktami – mówił Cizeron. – Wszystko musi przyjść bardzo naturalnie, dlatego nie podejmujemy jeszcze decyzji – dodawała Papadakis.

Póki co przed nimi mistrzostwa świata. Te potrwają od 21 do 27 marca. Pary taneczne rozpoczną swoją rywalizację w piątek 25 marca od tańca rytmicznego. Walka o medale rozstrzygnie się dzień później. 

Źródło: europeonice.com, insideskating.net, lamontagne.fr, france24.com, lequipe.fr