Monika Skinder: Kwarantannę i czas izolacji oceniam na duży plus

fot. Patrycja Korczewska

fot. Patrycja Korczewska

Życie powoli wraca do normy. Zarówno nasze, codzienne jak i te zawodnicze, treningowe. I w tym okresie przejścia nadzieja polskich kobiecych biegów Monika Skinder udzieliła obszernego wywiadu Polskiemu Związkowi Narciarskiemu. Skinder mówiła m.in. o współpracy z trenerem Wierietielnym i Justyną Kowalczyk. Oczywiście wszechobecny koronawirus w jej wypowiedziach też się pojawił.

19-latka bardzo ciepło wypowiadała się o doświadczonym szkoleniowcu. – Na pewno żałuję, że trener Wierietielny nie będzie już z nami pracował na stałe (…) Może to były cięzkie dwa lata pod względem treningu, ale na pewno wspaniałe dla mnie – mówiła Skinder.

Biegaczka przyznała, iż trener nauczył ją samodyscypliny, skupienia na treningu i dążenia do samodoskonalenia. Chwaliła jego cierpliwość, która nie była pobłażliwością. Nie szczędziła dobrych słów zarówno trenerowi Wierietielnemu, któremu jak przyznaje zawdzięcza niemal wszystko i Justynie Kowalczyk, której autorytet i wiedza są dla zawodniczek młodego pokolenia nie do przeceniania. Skinder wspomniała o najlepszym momencie w swojej karierze – czyli o Mistrzostwach Świata Juniorów w Lahti. – Emocje, które mi wtedy towarzyszyły były nie do opisania – podkreśliła.

Koronawirus zdestabilizował cykl treningowy, ale zawodniczki już mają za sobą pierwszy obóz w Zakopanem, który odbył się w dniach 15-29 maja – najpierw pod okiem Wierietielnego i Kowalczyk, do których później dojechał nowy trener Martin Bajcicak.

– Trener Martin Bajcicak dołączył do nas później, ze względu na trudności w przekroczeniu granicy, dlatego na początku musiał zobaczyć jak do tej pory wyglądał nasz system treningowy. Myślę że w pierwszym sezonie pod wodzą nowego trenera będziemy jeszcze podążali myślą szkoleniową Aleksandra Wierietielnego i Justyny Kowalczyk, aby przedłużyć tę naszą wspólną pracę i nie eksperymentować, bo w sezonie zimowym czekają nas dwie główne imprezy – zaznaczyła Monika.

Biegaczka powiedziała też o plusach niezwykłej tegorocznej sytuacji. – Mimo wszystko kwarantannę i ten czas izolacji ja oceniam na duży plus, bo nie pamiętam, kiedy w ostatnich latach mogłam tyle czasu spędzić w domu (…) Pod tym względem był to la mnie super czas, bo mogłam się zresetować po sezonie. Jak przyznała Skinder i tak trenowała indywidualnie w tym czasie, więc cykl nie został zaburzony.

Teraz zawodniczki trenują już w pełni. Monika chwali Zakopane, jako najlepsze miejsce w Polsce, choć bardziej ceni sobie treningi w Livigno i Ramsau. Zdolna juniorka lepiej biega techniką klasyczną – choć przyznała, iż nie do końca rozumie skąd to wynika.

– Według mnie nie odstaję jakoś bardzo dużo w biegach techniką dowolną, poza tym dobrze się również w niej czuję. Po wynikach jednak widać, że mam lepsze rezultaty w technice klasycznej – oceniła Skinder. Fakt, iż trening tą techniką był bardziej przez trenera Wierietielnego i Justynę Kowalczyk preferowany mógł mieć tu znaczenie.

Wicemistrzyni świata juniorek z 2019 roku nie kryła też niedosytu związanego z minionym sezonem, kiedy nie udało się wywalczyć medalu na MŚJ w Oberwiesenthal (w sprincie była i tak na dobrym, siódmym miejscu), a także poprawić punktowego wyniku z Pucharu Świata (Skinder zdobyła symboliczny punkt PŚ w Oberstdorfie) – za sytuację jednak w dużej mierze może odpowiadać choroba, którą zawodniczka przebyła w środkowej części sezonu.

źródło: pzn.pl