Maryna Gąsienica-Daniel osiągnęła historyczny wynik, ale celuje wyżej. “Rozszerzać wachlarz” [wywiad]

fot. PZN

Dla Maryny Gąsienicy-Daniel sezon 2021/2022 był najlepszym w karierze. Jako pierwsza Polka w historii zajęła miejsce w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej za slalom gigant oraz była 8. na igrzyskach w Pekinie. Nasza najlepsza alpejka jest zadowolona ze swoich osiągnięć, ale wie też, że stać ją na więcej. Następnym celem będzie wejście do czołówki supergiganta. – Mam świadomość, że jestem w stanie szybko jeździć na długich nartach – oznajmiła Gąsienica-Daniel w wywiadzie dla Sportsinwinter.pl.

fot. PZN

Tytus Olszewski: Na początku w imieniu własnym oraz całej redakcji Sportsinwinter.pl chciałbym złożyć pani serdeczne gratulacje za wspaniały sezon, który dostarczył nam ogromnych emocji. 

Maryna Gąsienica-Daniel: Dzięki. Cieszę się, że się podobało i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepiej.

Odpoczywa pani od narciarstwa? A jak tak to w jaki sposób?

Jeszcze tak definitywnie sezonu nie skończyliśmy. Co prawda starty już tak, ale narciarstwa prawdopodobnie jeszcze nie. Wybieramy się na krótkie zgrupowanie narciarskie do Austrii lub Włoch, aby wykorzystać warunki, które panują w Europie. Więc cały czas jestem w lekkim treningu i z kontaktem z nartami. Wykorzystywałam warunki w Zakopanem, żeby sobie wyskoczyć na luźną jazdę na Kasprowy Wierch czy na Słowację do Szczyrbskiego Plesa, aby mieć kontakt ze śniegiem. Po wspomnianym zgrupowaniu będę mieć całkowitą przerwę na około dwa tygodnie. W międzyczasie są święta, więc na pewno spędzę je w domu wraz z rodziną. Mam nadzieję, że uda mi się też gdzieś wyskoczyć na kilka dni w jakieś cieplejsze miejsce. Co prawda ciężko o tym mówić w czasie wojny, ale to jedyny moment kiedy mam czas na krótki odpoczynek za nim przygotowania do sezonu zaczną się na dobre. [Wywiad z Maryną robiony był jeszcze kilka dni przed świętami].

A czy czuje się pani zmęczona tym sezonem, bo był chyba jednym z intensywniejszych? Jak organizm to zniósł?

Samych startów może nie miałem aż tak dużo, ale zawsze główna impreza, a zwłaszcza igrzyska są bardzo trudne. Dużo czasu spędza się w jednym miejscu, co jest wymagające fizycznie oraz psychicznie. Zawsze pod koniec sezonu jest się trochę zmęczonym startami i codzienną rutyną z całego sezonu. Jednak bardzo lubimy, to co robimy i po krótkiej przerwie zmotywowani wracamy do pracy.

Jak by oceniła pani miniony sezon, czy jest pani z niego zadowolona i czy udało się osiągnąć zamierzone cele? 

Jesteśmy zadowoleni z sezonu. Bardzo chciałam zostać w pierwszej piętnastce losowania w Pucharze Świata w slalomie gigancie, a nawet podniosłam się o kilka oczek w tej klasyfikacji. W połowie sezonu myśleliśmy o tym, żeby walczyć o czołową siódemkę.  Ale to jest sport i różnie się układa. A w czołówce było w tym roku bardzo ciasno. Ja skończyłam na 9. miejscu, więc mam nadzieję, że w przyszłym sezonie uda się dosyć szybko wbić do pierwszej grupy losowania i to pozwoli nam tam walczyć o coraz lepsze wyniki.

Czyli rozumiem, że czuje pani jeszcze rezerwy i ta ścisła pierwsza grupa jest w zasięgu?

Tak, jak najbardziej. W tym sezonie miałam nastawienie na bardziej ryzykowną jazdę. W zeszłym roku miałam bardzo powtarzalne przejazdy, a w tym roku naprawdę chciałam walczyć o to, żeby wskoczyć wyżej i często zdarzało się, że popełniam błędy. Może ryzykowałem za dużo i przez to zdarzało się, że popełniam błędy, które niestety wykluczały mnie bardzo często z tych stricte czołowych miejsc. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będę jeździć na tym samym poziomie albo nawet wyższym, po prostu nie popełniając błędów. Wtedy wiem, że będzie naprawdę dobrze.

To prawda, jeździła pani na granicy wypadnięcia. Ale żeby być w czołówce trzeba atakować.

Dokładnie, wszyscy ryzykują. Jednak to jest trochę tak, że jeśli atakujesz z tyłu, to zawsze jesteś tym, który musi podejmować większe ryzyko. Startując już w czołowej piętnastce jest o niebo lepiej, niż startując z dalszymi numerami. Na starcie czujesz się pewniej, wiesz że jesteś między najlepszymi dziewczynami i że możesz naprawdę z nimi podejmować walkę, a warunki na trasie są porównywalne.

A jak się pani czuje z faktem, że jest w tej światowej gigantowej czołówce? Czy powoduje to większą motywację, czy stres i presję? 

Raczej odbieram to jako dużą motywację. Tak długo i tak ciężko pracowaliśmy na to, żeby się wbić do czołówki gigancie, że  teraz chciałabym to wykorzystać i cieszyć się tym, że tam jestem. Oczywiście zawsze jest adrenalina, ale myślę o tym, żeby zrobić dobre przejazdy. Staram się tym cieszyć, wykorzystywać i jeździć jak najlepiej się da.

Bardzo dobrze to słyszeć. A jakby miała pani porównać swój styl i wybrać zawodniczkę, od której mogłaby się czegoś nauczyć, to kto by to był?

Styl każdej zawodniczki jest trochę inny. Staram się oglądać zawodniczki z podobnymi warunkami fizycznymi  do mnie. Najczęściej oglądam Tessę Worley czy Larę Gut, ale też bardzo lubię oglądać Mikaelę Shiffrin. Ona jest bardzo poukładana, można by powiedzieć, że wręcz perfekcyjna. Oczywiście oglądamy też dziewczyny, które aktualnie są najlepsze i potrafią najlepiej pojechać. Jeżeli Petra (Vlhova – przyp. red.) wygra zawody, to też oczywiście oglądam jej przejazdy, żeby znaleźć co można zmienić i poprawić. W tym sezonie często analizowaliśmy przejazdy  Sary Hector.

Dochodziły nas słuchy, że pani sprzęt w tym sezonie nie współpracował tak, jakby się tego oczekiwało. O co dokładnie chodziło, jeśli może nam pani zdradzić?

Jestem zawodniczką, która nie lubi zwalać winy na sprzęt. Atomic dostarcza mi bardzo dobre narty. Musimy mieć jednak świadomość, że nie każda narta dobrze działa na wszystkich rodzajach śniegu.

Myślę, że dużą rolę grają warunki, zwłaszcza kiedy są tak zmienne, jak np. w Lenzerheide. Również jak pani wspomniała, narty Atomica są uznawane za jedne z najtwardszych, co może być problematyczne w miękkich warunkach. 

Tak, każda firma ma swoją konstrukcję narty, swój pomysł na sprzęt, który raz spisuje się lepiej, a raz gorzej. Jest to trudne, bardzo dużo zależy od panujących warunków. Gdyby przez cały sezon było lodowo, to myślę, że nie byłoby lepszej narty niż Atomic. Więc na sprzęt nie można narzekać, po prostu trzeba umieć się dopasować i wybrać dokładnie ten sprzęt, który jest dobry na konkretne warunki. Trzeba podejmować trudne decyzje przed zawodami. Czasami ta decyzja jest błędna, ale dowiadujemy się o tym po przejeździe.

Jak to mówią, narciarstwo jest grą błędów, więc dobór sprzętu jest elementem całej układanki. A patrząc już na następny sezon, jak zapatruje się pani na ewentualną ściślejszą współpracę z Magdaleną Łuczak? Ona sama mówi, że jak najbardziej jest otwarta na propozycje, ponieważ przy pani może się wiele nauczyć. 

Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, jeżeli chodzi o ścisłą współpracę. Oczywiście, jeśli będą takie dni i możliwości, żebyśmy razem mogły trenować, to jak najbardziej. Też uważam, że jest to dobre, ale jednak myślę, że mój program będzie się różnił od programu Magdy. Wydaje mi się, że ciężko będzie połączyć całkowicie te dwa programy. Magda też jeździ slalomy, ja tych slalomów nie jeżdżę i prawdopodobnie w przyszłym sezonie też nie będę. Ciężko jest połączyć dwie zawodniczki, które mają inne specjalizacje. Łączy nas tak naprawdę tylko ten gigant, który  razem możemy startować.

Czyli bardziej realne są wspólne treningi od czasu do czasu. 

Nie jestem w stanie tego powiedzieć, bo to nie ode mnie zależy, tylko od trenerów i od PZN-u. To jest moje zdanie, bo uważam, że nasze programy się różnią i ważne jest to, aby każda z zawodniczek miała dostosowany plan do swoich potrzeb.

A czy wie już pani, jakie zmiany kadrowe czeka wasz sztab?

W moim sztabie prawdopodobnie będą jakieś zmiany, ale jeszcze nie są potwierdzone, nie mamy pełnych informacji, więc na razie nic nie mogę powiedzieć. 

A w kontekście Polskiego Związku Narciarskiego, jakie wsparcie było, kiedy pani zaczynała, a jak jest teraz i czy odbiegamy bardzo od czołowych zespołów? 

Uważam, że wsparcie związku (PZN. – przyp. red.) jest ogromne dla narciarzy w ostatnich kilku latach. Również dla innych grup alpejskich. Wydaje mi się, że powinniśmy być naprawdę wdzięczni, że mamy możliwości rozwoju. Oczywiście nieraz nie ma pełnego wsparcia, ale niestety nie mając wyników też ciężko jest oczywiście znaleźć sponsorów i ciężko jest po prostu oczekiwać  całkowitego wsparcia. Mam nadzieję, że właśnie teraz już razem z moimi lepszymi wynikam, ale i też młodszych zawodników, czyli Magdy i reszty to wsparcie będzie jeszcze większe, i uwaga będzie bardziej zwrócona na narciarstwo alpejskie. A w kolejnych latach na młodzież, aby się rozwijała. Mogę podziękować Polskiemu Związkowi Narciarskiemu, za bardzo duże wsparcie i starania, żebym miała zabezpieczone szkolenie na takim poziomie, na jakim potrzebuje. Musimy wiedzieć, że nasza drogę przecieramy sami, nie mieliśmy przed sobą przewodnika, który by nam dokładnie pokazał jak ta droga ma wyglądać, więc cały czas się uczymy. Dobieramy ludzi do sztabu, żeby był coraz większy. Z każdym nowym ruchem uczymy się czego jeszcze nam brakuje i co jeszcze możemy zrobić  lepiej. Zawsze może być lepiej, zawsze sztab może być większy. Na dzień dzisiejszy  nie mogę narzekać, bo mieć trzy czy cztery osoby do pracy, to już jest naprawdę super team. Wiadomo też, że jesteśmy z Polski i głównym ciężarem dla wszystkich młodych zawodników jest to, że jest dużo wyjazdów na zgrupowania i rzadko możemy bywać w domu. 

A zmieniając temat czego możemy oczekiwać po dalszych występach pani w supergigancie, bo końcówka sezonu pokazała, że tkwi w tej konkurencji potencjał? Czy czuje pani, że może walczyć o najwyższe cele i jaki jest zamysł na przyszły sezon w tej konkurencji?

Uważam, że moje predyspozycje też są bardzo dobre w supergigancie, dlatego że mam dobrą technikę gigantową. Nadal brakuje mi wyjeżdżenia na długich nartach i doświadczenia w różnych sytuacjach przy dużej prędkości. To jest bardzo trudne do wytrenowania, ponieważ cieżko jest zorganizować trening supergigantowy dla małego teamu. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie uda się zorganizować jeszcze więcej treningów na długich nartach, by móc się przyzwyczaić do prędkości i obyć się z trudnymi momentami na trudnych trasach. To przychodzi wraz z przejechanymi kilometrami.  Mam świadomość, że jestem w stanie szybko jeździć na długich nartach, jednak na ten moment najlepiej wychodzą mi supergiganty, które są bardziej techniczne i ta prędkość jest troszeczkę mniejsza, a łuki są bardziej gigantowe niż zjazdowe. Jak przyzwyczaję się do prędkości, to wtedy supergiganty, które są szybsze, powinny mi pójść lepiej. 

Czyli możemy się spodziewać, że w przyszłym sezonie tych supergigantowych startów będzie jeszcze więcej? 

Tak, już w tym roku startowałam bardzo dużo supergigantów Pucharu Świata, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się wystartować cały cykl. 

Może przyszłościowo zjazd też stanie się pani konkurencją. 

Na razie będę się skupiała na gigancie i supergigancie, ale jeżeli będą takie zjazdy, które będą w stanie mi pomóc, a nie będą jakoś nadmiernie ryzykowne, to pewnie też będę brała je pod uwagę. Jednak na razie chciałabym wdrapać się do czołówki również w supergigancie. Wtedy można rozszerzać swój wachlarz o kolejne konkurencje.

Na końcu już chciałbym podpytać, czy czuje pani na własnej skórze, że narciarstwo alpejskie staje się coraz bardziej popularną dyscypliną wśród polskich kibiców, którzy zaczynają się tym interesować, ale także rozumieć? 

Na pewno coraz więcej ludzi mnie rozpoznaje, z czego bardzo się cieszę i bardzo jest mi miło, że wszyscy mnie wspierają. Zauważyłam też różnicę w kibicowaniu. Zawsze dawaliśmy z siebie wszystko, tylko mięliśmy bardzo trudną drogę do tego, żeby dotrzeć do czołówki. Wtedy zdarzały się komentarze negatywne na nasz temat. Teraz, mimo tego, że czasem się nie powiedzie czy nie osiągniemy celów, takich jakich byśmy chcieli, to ludzie już wiedzą, że jednak celujemy bardzo wysoko i że nas stać na to. Wspierają nas w tym, zawsze możemy usłyszeć dobre słówko. Na pewno zmieniło się podejście ludzi, którzy obserwują narciarstwo, do tego co my robimy. Cieszę się, że ludzie mogą wspierać, oglądać, cieszyć się i przeżywać emocje związane z narciarstwem. 

Wydaje się, że ta świadomość polskich kibiców wzrasta. 

Tak, jest coraz lepiej, więc naprawdę możemy się cieszyć i obyśmy mieli coraz więcej wspaniałych kibiców, bo to daje energię i jest przyjemne.

A czy będąc za granicą czuje pani, że obcy kibice też rozpoznają panią bardziej?  

Też rozpoznają, chociaż jeżeli oni mają swoje większe gwiazdy narciarstwa, to jednak uwaga skupia się na tych największych z konkretnego kraju, w którym się znajdujemy. Ostatnio właśnie w Lenzerheide zagraniczni fani kibicowali, ale też byli Polacy, więc bardzo przyjemnie jest wjeżdżać do mety i widzieć polskie flagi, jak nasi przyjeżdżają na zawody i się cieszą razem z nami, i nas wspierają.