Kowbojski akcent na igrzyskach. Był dyscypliną pokazową, wciąż przyciąga tłumy

Screen - YouTube

Połączenie świata narciarstwa z kowbojską społecznością Ameryki. Dyscyplina, w której rywalizują równocześnie ludzie i zwierzęta. Tak zdefiniować można skijoring, który jako dyscyplina pokazowa zaliczył swój debiut na igrzyskach olimpijskich.

Screen – YouTube

Początki dyscypliny 

Choć dziś skijoring cieszy się największą popularnością w Ameryce, jego początków należy szukać na zupełnie innych terenach. Po raz pierwszy człowiek wykorzystał zwierzęta do bycia przez nie ciągniętym na drewnianych deskach tysiące lat temu. Wówczas w górach Ałtaj w Azji Środkowej, na terenach, gdzie dzisiaj stykają się Rosja, Chiny, Mongolia i Kazachstan, do takiej aktywności wykorzystywane były psy.

Właściwe i znacznie lepiej udokumentowane początki dyscypliny możemy znaleźć na terenie Laponii. Rdzenni mieszkańcy od setek lat wykorzystywali do transportu renifery. E. John B. Allen w swojej książce “The Culture and Sport of Skiing From Antiquity to World War II” jako kolebkę skijoringu wskazuje z kolei Norwegię. Tam w XIX wieku wykorzystywano zwierzęta do szybszego przekazywania depeszy. – Jeździectwo było jedną z różnic, która wyróżniała arystokrację od masy mieszczan – podkreśla Allen. – Dzieci były ciągnięte przez psa albo kucyka, brytyjscy oficerowie w Indiach próbowali jazdy za jakiem. Sami za reniferami, a mężczyźni ze świata przemysłu za motocyklem, samochodem, a nawet samolotem – opisuje początki dyscypliny.

Przez Europę do Ameryki

Następnie zaczęto wykorzystywać w skijoringu konie na szerszą skalę. Działo się to gdy sport ten zaczął zyskiwać większą popularność we Francji i w Szwajcarii. To właśnie ten format trafił za Atlantyk. Na początku XX wieku stał się tam sportem rekreacyjnym. Ludzie uprawiali go między innymi w Nowym Jorku czy New Hampshire. W 1916 roku został częścią corocznego Dartmouth Winter Carnival w Hanowerze. To właśnie to wydarzenie przyczyniło się do spopularyzowania dyscypliny w Stanach Zjednoczonych. W latach trzydziestych dostrzegli ją mieszkańcy górskich miasteczek. Zaczęli oni uprawiać ją nawet na głównych ulicach miast. 

– Skijoring wykorzystywali również żołnierze transportujący ciężki sprzęt przez Europę podczas II wojny światowej – opisywała Loren Zhimanskova. Założycielka i prezeska promujących dyscyplinę USA Skijoring i International Skijoring. – Może przerodziło się to w bardziej nieformalną zabawę między ludźmi, którzy robili to w środowisku wojskowym – kontynuowała. 

Amerykańska dusza skijoringu

Z czasem doszło do zdecydowanej profesjonalizacji dyscypliny. Dziś najpopularniejszą i najbardziej rozwiniętą pod kątem organizacji zawodów jest forma, w której koń ciągnie narciarza. Zwierzęta osiągają prędkość 40 mil na godzinę (około 18 m/s) już po trzech krokach. Następnie pokonują tor o długości od 900 do 1200 metrów. Na trasie zawodnicy muszą pokonać serię skoczni i bramek. Czasem także chwycić pierścienie z ustawionych przy torze. Koń ciągnie narciarza na trzydziestometrowej linie z prędkością do 60 mil na godzinę.

Obecnie w Europie centrum skijoringu jest szwajcarskie Sankt Moritz, gdzie od 1907 rozgrywany na jeziorze wyścig jest częścią White Turf. Impreza ta obejmuje także wyścigi konne na śniegu i wyścigi rydwanów. Przyciąga on dziennie nawet 35 tysięcy widzów. Dziesiątki wyścigów rocznie odbywa się w Stanach Zjednoczonych. Od 2018 roku nad rozwojem dyscypliny czuwa Skijor USA. Jest to filia założonej w 2012 roku organizacji Skijor International. W Leadville w stanie Kolorado na głównej ulicy miasta od 1949 rozgrywany jest jeden z najbardziej znanych wyścigów. 

Wiele różnych imprez

Duszą amerykańskiego skijoringu i powodem, dla którego właśnie w tym kraju budzi on największe zainteresowanie, wydaje się być różnorodność rozgrywanych imprez. W Europie White Turf odbywa się raz w roku i trwa trzy tygodnie. Natomiast w Stanach Zjednoczonych sezon trwa od początku stycznia do połowy marca. Tuż obok znajduje się zresztą także zaangażowana w rozwój dyscypliny Kanada. Corocznie przygotowuje się tam tory dla narciarzy. Często wydarzenia są organizowane na głównych ulicach, a zwycięzcy mogą zarobić nawet 40 tysięcy dolarów. 

Coraz bardziej popularne jest włączanie skijoringu do weekendowych festiwali. Festiwali, które przyciągają ludzi jedzeniem i muzyką na żywo. Rozkwita forma dyscypliny, w której narciarza zastępuje snowboardzista. Ten rozwój cieszy zaangażowaną w niego Zhimanskovą. – Każdy naprawdę chce robić to po swojemu… Szanuję to, to natura sportu w USA. Myślę, że jako społeczność jesteśmy bardzo zjednoczeni, po prostu wszystkie nasze wydarzenia muszą mieć swój lokalny klimat.

Nie tylko konie…

Konie nie są jedyną formą, którą mogą wybrać narciarze. Pierwszymi wykorzystanymi do skijoringu zwierzętami były psy. Wciąż odbywają się zawody także w tej wersji dyscypliny. Zawodnicy są zrzeszeni w ramach jednej z trzech organizacji – ISDRA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Wyścigów Psów Zaprzęgowych), ESDRA (Europejskie Stowarzyszenie Wyścigów Psów Zaprzęgowych) lub IFSS (Międzynarodowa Federacja Sportów Zaprzęgowych). Zazwyczaj na jednego narciarza przypada od jednego do pięciu zwierząt, noszących uprzęże psów zaprzęgowych i połączonych z narciarzem liną. Zawodnicy zazwyczaj mają do pokonania od 5 do 20 kilometrów, jednak zdarzają się i takie o długości 440 czy 190 kilometrów (rozgrywane odpowiednio w rosyjskim Kalevala i kanadyjskim Whitehorse).

…i nie tylko zwierzęta

Dla tych, którzy nie chcą wykorzystywać zwierząt, pozostaje trzecia opcja. To skijoring z wykorzystaniem pojazdu mechanicznego. Najczęściej jest to skuter śnieżny, czasem też samochód terenowy. W drugim przypadku popularnym jest ciągnięcie kilku narciarzy naraz. Ta forma dyscypliny jest szczególnie popularna w Wallace w stanie Idaho. W centrum miasta, gdzie postanowiono zorganizować promujące je zawody, nie było wystarczająco miejsca, by stworzyć dogodne warunki dla koni. Zostały one więc zastąpione quadami. Impreza, która obecnie już dzieli się na kilka konkurencji dla narciarzy i snowboardzistów, przyciąga tysiące widzów.

Fascynacja barona

Zorganizowane w 1901 roku Igrzyska Nordyckie były pierwszą w historii imprezą sportową, w której sportowcy rywalizowali w kilku różnych dyscyplinach zimowych. Podczas rozgrywanej w Sztokholmie pierwszej edycji czempionatu na trybunach zasiadł Pierre de Coubertin, ojciec nowożytnego ruchu olimpijskiego. Francuz był szczególnie zainteresowany skijoringiem. Skijoringiem, który był jedną z rozgrywanych w Szwecji konkurencji. W sumie pojawił się on na Igrzyskach Nordyckich trzykrotnie – w 1901, 1905 i 1909 roku. Po tym doświadczeniu na łamach Revue Olympique ukazał się artykuł autorstwa barona. W artykule tym de Coubertin opowiadał się za włączeniem do igrzysk nowych dyscyplin, w tym właśnie skijoringu.

Olimpijski debiut

Dwadzieścia siedem lat upłynęło od momentu odkrycia dyscypliny przez de Coubertina, gdy w 1928 roku w Sankt Moritz konkurencja zadebiutowała na imprezie czterolecia. Konkurs odbywał się na zamarzniętym jeziorze, a zawodnicy byli ciągnięci przez konie. Zawody miały jednak jedynie charakter pokazowy, a więc nie były wliczane do klasyfikacji medalowej. Nigdy więcej skijoring nie pojawił się na imprezie czterolecia. Mimo tego wokół areny rywalizacji zgromadził się tłum szwajcarskich kibiców, którzy dopingowali swoich zawodników. Gospodarze zajęli wszystkie miejsca na podium. Po zwycięstwo sięgnął Rudolf Wettstein, a podium uzupełnili Bibi Torriani i Henryk Mückenbrunn Ten ostatni cztery lata wcześniej startował na igrzyskach w polskich barwach. 

Brak kontynuacji

Historia zawodów w skijoringu na igrzyskach olimpijskich zakończyła się na szwajcarskim debiucie. Loren Zhimanskova wątpi, czy kiedykolwiek możliwym byłoby włączenie konkurencji do medalowych sportów olimpijskich. Jako powód wskazuje niechęć Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego do dyscyplin, w których wykorzystywane są zwierzęta. Mimo tego działaczka chciałaby, by skijoring powrócił jako dyscyplina pokazowa. W 2028 roku przypada setna rocznica debiutu konkurencji na imprezie czterolecia. Zaś Salt Lake City ubiega się o organizację igrzysk w 2030 lub 2034 roku. – Myślę, że to naprawdę reprezentuje amerykańskiego ducha – mówiła Zhimanovska. – Oczywiście koń jest również kultowym zwierzęciem, które było tak ważne dla naszego rozwoju jako kraju.

W latach siedemdziesiątych podjęto próbę przywrócenia skijoringu do programu Igrzysk Olimpijskich. Denver wtedy ubiegało się o jego organizację w 1976 roku. Finalnie organizatorem został Innsbruck, a dyscyplina nie wróciła na igrzyska. 

Chaos i adrenalina

Co przyciągnęło do skijoringu ówczesnego przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego? Co po dziś dzień zachęca kolejnych uczestników do brania udziału w zawodach? Brian Tolbert, weteran i mistrz dyscypliny, obecnie konferansjer zawodów Skijoring Utah na High Star Ranch w Kamas w stanie Utah, zwraca uwagę na nieprzewidywalność towarzyszącą dyscyplinie. Jego zdaniem nie jest to sport dla ludzi o “cienkiej skórze”. – Uwielbiam towarzyszący temu chaos – komentuje. – Wszystkie wyścigi różnią się od siebie, to nie jest sformalizowany format. Każdy konkurs jest inny. Każde miejsce jest inne. To sprawia, że jest to ekscytujące.

Kultura kowbojska a skijoring

Zhimanovska zwraca uwagę na znaczenie kultury kowbojskiej dla dyscypliny. – Tak, to zawody, ale to też rodzaj kultury kowbojskiego rodeo, w której musisz mieć swojego kumpla. Ponieważ nigdy nie wiesz, kiedy twoja przyczepa do przewozu koni się zepsuje i będziesz potrzebować kogoś, kto ci pomoże – mówi. Joe Loveridge, zawodnik i organizator zawodów w Utah, jest przeciwnego zdania. Podkreśla, że kluczem jest fakt, iż skijoring może uprawiać każdy. – Uwielbiam koleżeństwo, adrenalinę i to, że każdy może to zrobić. Nie ma lepszego sposobu na połączenie miasteczka narciarskiego pełnego narciarzy z zachodnim dziedzictwem i kowbojskim życiem – komentuje. – Sport łączy różne typy ludzi i zapewnia szybką akcję, a także umożliwia udział nowym i młodym uczestnikom.

Skijoring to pomoc w rozwoju narciarskich miasteczek; powód, dla którego ściągają do nich tłumy, by obejrzeć organizowane zawody. Zwraca na to uwagę Rob Conaty, wieloletni zawodnik, a także organizator rywalizacji w Silverton. – Wypada, aby lokalni ludzie zaangażowali się i zrobili wszystko, co w ich mocy, aby wyścig odniósł sukces. To po prostu pomoc dla wszystkich – zaznacza. On także podkreśla, że dyscyplina jest pełna adrenaliny i trzeba być do niej odpowiednio przygotowanym. – To wymaga odwagi, ale musisz być też trochę szalony. Koń pędzi obok ciebie z prędkością 40 mil na godzinę z narciarzem na grzbiecie, tuż obok miejsca, w którym się znajdujesz. Czujesz to, słyszysz łomotanie kopyt. Nie istnieje nic podobnego.

Polskie akcenty

Polska to jeden z krajów, w którym wciąż organizauje się zawody w skijoringu. Największy rozkwit dyscypliny na terenie naszego kraju dokonał się w okresie międzywojennym. Wtedy też na Równiach Krupowych rywalizowali nie tylko górale, ale także przebywający w Tatrach na wypoczynku ułani oraz oficerowie Wojska Polskiego.

Obecnie co roku podhalańskie gminy goszczą Parady Gazdowskie i Gońbę Kumoterską. Gońba to wyścigi w kumoterkach, czyli starodawnych dwuosobowych saneczkach góralskich. Zawody kumoterek wpisano na krajową listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO, co pomaga w pozyskiwaniu środków na organizację kolejnych imprez.

Nie ma szans na olimpijski powrót

Wobec chęci MKOl-u do całkowitego odejścia od sportów z wykorzystaniem zwierząt, nie jest możliwy dziś powrót skijoringu na Igrzyska Olimpijskie. Jednocześnie jej rozwój na terenie Ameryki Środkowej wydaje się być niezagrożony. Co sprawia, że  zaangażowani w nią ludzie nie zamierzają poprzestawać na obecnym kształcie. To w końcu dyscyplina, która ma być połączeniem kultur. Z jednej strony mieszkańców narciarskich resortów, z drugiej ucieleśniających kowbojskie ranczo. Ma przyciągać uwagę – tempem i połyskującymi w słońcu kowbojskimi kapeluszami.

Źródło: cnn.com, skijorininternational.com, slate.com, cntraveler.com, coloradosun.com