Historia PŚ w biegach. Triumfował Norweg, ale to narty Polaków przeszły do historii

Z lewej Jan Staszel (fot. M. Świderski), z prawej Ivar Formo (fot. Kraftmuseet)

Historia Pucharu Świata w biegach narciarskich sięga roku 1974. Wówczas to Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zorganizowała pierwszą edycję zmagań pucharowych, w której rywalizowali wyłącznie mężczyźni. Na rywalizację pań sympatykom narciarstwa biegowego przyszło poczekać kilka lat…

Premierowa – aczkolwiek nieoficjalna – odsłona Pucharu Świata w biegach narciarskich zapoczątkowana została 9 stycznia 1974 roku we włoskim Kastelruth. Następnie zawodnicy przenieśli się do szwajcarskiego Le Brassus, by następnie walczyć o pucharowe punkty w niemieckim Rei im Winkl. Po biegach w Niemczech biegacze przystąpili do rywalizacji o medale mistrzostw świata, które miały wówczas miejsce w fińskim Falun. Gospodarzami ostatnich czterech startów pozostały skandynawskie miasta. Bezpośrednio po zakończeniu czempionatu zawodnicy przenieśli się do Lahti, zaś ostatnim akordem inauguracyjnej serii zmagań pucharowych była rywalizacja w Oslo, która 9 marca 1974 roku zakończyła historyczny dla światowego narciarstwa biegowego sezon.

Jak już wspomniano, początek premierowej edycji Pucharu Świata w biegach narciarskich miał miejsce 9 stycznia 1974 roku. W biegu rozgrywanym na dystansie 30 kilometrów we włoskim Kastelruth najlepszy okazał się reprezentant Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Gert-Dietmar Klause, który po rozegraniu wszystkich dziesięciu biegów indywidualnych zajął dwunaste miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, gromadząc na swoim koncie… zaledwie sześćdziesiąt punktów. Jak to możliwe? Przecież obecnie za wygranie jednego biegu zawodnik otrzymuje sto punktów. Czyżby pani redaktor miała problemy z matematyką? Nic z tych rzeczy! Jak powszechnie wiadomo, na przestrzeni lat poszczególne dyscypliny przeszły (a właściwie – nadal przechodzą) swoisty proces ewolucyjny. W kolejnych dziesięcioleciach zmieniały się nie tylko dane konkurencje biegowe, techniki ich rozgrywania, sprzęt jakim dysponowali sportowcy, ale i zasady naliczania punktów. Za zajęcie pierwszego miejsca zawodnik otrzymywał 26 punktów, za uplasowanie się na drugiej lokacie – 22 punkty, na trzeciej – 19 punktów, na czwartej – 17, na piątej – 16, zaś na kolejnych – aż do dwudziestej pozycji – o kolejny jeden punkt mniej w porównaniu do poprzedzającego ją numeru. Wracając jednak do reprezentanta NRD, to należy wspomnieć, iż – po zwycięstwie w Kastelruth – Klause w roku 1974 ani razu nie stanął już na podium zawodów indywidualnych.

Historycznym tryumfatorem inauguracyjnej edycji Pucharu Świata został zawodnik, który nie wygrał w niej ani jednego indywidualnego biegu. Ivar Formo, bo o nim mowa, zaledwie trzykrotnie (na dziesięć indywidualnych startów) stawał na podium zawodów w sezonie, w którym wywalczył Kryształową Kulę. Miało to miejsce w dwóch biegach na dystansie 15 kilometrów, które odbyły się w Lahti oraz w Oslo. Na trasach w Norwegii zajął on także drugą lokatę w biegu rozgrywanym na „królewskim” dystansie 50 kilometrów, który miał miejsce 9 marca 1974 roku i stanowił jednocześnie epilog premierowej odsłony rywalizacji pucharowej. W kolejnych latach Norweg nie powtórzył już swego wyczynu. W sezonie 1975/1976 w końcowej klasyfikacji uplasował się on na trzeciej pozycji. Równych nie miał sobie wówczas legendarny Fin, Juha Mieto, który w roku 1974 do Ivara Formo stracił zaledwie 3 punkty. Podium klasyfikacji końcowej uzupełnił wówczas Eduard (Edi) Hauser ze Szwajcarii.

Jak w 1974 roku spisywali się Polacy? Czy ich występy odbiły się echem w światowych mediach? Czy raczej osoby reprezentujące biało-czerwone barwy nie zapisały się w historii polskiego i międzynarodowego sportu? Otóż, rok 1974 okazał się przełomowym dla polskiego narciarstwa biegowego okresem. Nie bez znaczenia był fakt, iż biegacze z „kraju nad Wisłą” dysponowali sprzętem lepszym od wielu światowych potęg. Zakupione przez trenera kadry narty ze sztucznego tworzywa, które zastąpiły narty z… drewna, robiły istną furorę i pozwalały osiągać rezultaty, o jakich reprezentanci Polski nie mogli wcześniej marzyć. A nawet jeśli mogli (w końcu marzyć nikt nikomu nie zabroni), to nie śmieli mówić o tym na głos. Mimo to, przed rozpoczęciem czempionatu w Falun, krajowe media nie dawały polskim biegaczom zbyt dużych szans na osiągnięcie dobrych wyników.  „Będą to głównie starty testowe, które mają dać szkoleniowcom podstawowe materiały do wyprowadzenia naszych męskich biegów z głębokiego impasu. Zobaczymy przynajmniej, na ile uciekła czołówka światowa, a to również jest ciekawe, gdyż na ten temat panuje w Polsce bardzo duża różnica zdań” – pisano w „Przeglądzie Sportowym”. Na imprezie sezonu biało-czerwone barwy reprezentowali: Jan Staszel, Wawrzyniec Gąsienica, Józef Rysula i Józef Zubek. Z żadnym z nich nie wiązano jednak zbyt wielkich nadziei. Tym, który zadziwił świat, okazał się urodzony w 1950 roku w Dzianiszu, Jan Staszel. Niespełna dwudziestoczteroletni wówczas zawodnik w biegu na dystansie 30 kilometrów musiał uznać wyższość jedynie dwóch Skandynawów – Thomasa Magnussona ze Szwecji oraz – wspomnianego wcześniej – Juhy Mieto z Finlandii. Sukces swego kolegi z reprezentacji tak wspominała Józefa Majerczyk-Chromik, która dopingowała Staszela na trasie pamiętnego biegu. – Ten wielki człowiek, wysoki, chłopak z Witowa, zacięty, niesamowity, zdobył brąz – podkreślała urodzona w Poroninie zawodniczka. Wyczyn dzianiszanina został także doceniony przez dziewięciokrotnego szwedzkiego medalistę olimpijskiego w biegach narciarskich, Sixtena Jernberga. – Widziałem tego wielkiego Polaka, jak pracował na trasie, biegł fantastycznie pod każdym względem. To duża klasa. Zaimponował mi szczególnie płynnością ruchu, co świadczy o dużym wybieganiu – podkreślał Szwed, który nie szczędził słów uznania wobec rodzącej się gwiazdy międzynarodowego narciarstwa biegowego… gwiazdy, która miała powalczyć o medal w biegu na dystansie 50 kilometrów. Niestety, z powodu choroby Polak nie mógł pojawić się na starcie „królewskiej” konkurencji. W żaden sposób nie umniejsza to jednak jego sukcesu… sukcesu bezprecedensowego. Zajmując trzecie miejsce w biegu na dystansie 30 kilometrów, Staszel wywalczył pierwszy medal w historii polskiego narciarstwa biegowego.

Ogromny sukces reprezentanta Polski opisywano w „Przeglądzie Sportowym” w następujący sposób: „Był tak wzruszony, że miał jeszcze łzy w oczach. Podkreślał wielokrotnie, że podczas walki na trasie miał fantastyczny doping, a poza tym bezbłędnie działała informacja od rozstawionych wzdłuż trasy naszych biegaczek i kolegów z ekipy. Staszel był myślami w Zakopanem, wiele by dał, aby w chwili swojego wielkiego triumfu zobaczyć miny tych, którzy jeszcze przed dwoma tygodniami ironicznie potraktowali jego piąte miejsce w biegu na 30 kilometrów podczas mistrzostw Polski. Wtedy tylko dwaj trenerzy, Iwan Kondraszow i jego asystent Edward Budny, mówili, że szczyt formy ich podopiecznego powinien wypaść w Falun. Staszel wspomniał z wdzięcznością swoich trenerów klubowych, Stanisława Bukowskiego i Tadeusza Fronka, jak również działaczy macierzystego klubu Start Zakopane”.

Ostatecznie Jan Staszel wrócił z Falun z jednym medalem… medalem niespodziewanym, ale jakże wyczekiwanym. Dzięki swojemu osiągnięciu na trwałe zapisał się on na kartach historii nie tylko polskiego, ale i światowego narciarstwa biegowego. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata uplasował się on – z trzydziestoma pięcioma punktami na koncie – na osiemnastym miejscu. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą we wstępie niniejszego tekstu pucharową rywalizację pań, to na jej inaugurację należało poczekać kilka lat… Ale o tym w kolejnych artykułach naszego nowo powstałego cyklu…

Źródła: informacja własna; Wikipedia; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

%d bloggers like this: