Historia PŚ w biegach. Ostatnie zawody na polskiej ziemi i medal, którego mogło nie być

fot.: sport.pl, Matthias Schrader

Puchar Świata w biegach narciarskich 2013/2014 obfitował w wiele niezwykle interesujących i emocjonujących wydarzeń. Do takowych z pewnością można zaliczyć historyczne zwycięstwo reprezentantów Norwegii w Tour de Ski czy ostatnie pucharowe zawody w Szklarskiej Porębie. Dla polskich kibiców momentem szczególnie ważnym był pamiętny triumf Justyny Kowalczyk na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich.

fot.: sport.pl, Matthias Schrader

Znakomity początek i… najgorszy od 7 lat koniec

Zima z przełomu lat 2013/2014 znacząco różniła się od swych poprzedniczek. Wcześniejsze sezony pucharowej rywalizacji Justyna Kowalczyk na ogół zaczynała przeciętnie. Forma miała bowiem nadejść z czasem, zaś za moment jej stabilizacji uznawało się Tour de Ski. Końcówka roku 2013 i pierwszy kwartał roku następnego były jednak inne… Zaczęło się od zwycięstwa w sprincie rozgrywanym stylem klasycznym w fińskiej Ruce. – Lubię startować w Kuusamo, a dziś zanotowałam najlepszy inauguracyjny start w karierze. Wcześniej na początku brakowało trochę szczęścia, a teraz wszystko ułożyło się perfekcyjnie – mówiła po zawodach biegaczka z Kasiny Wielkiej, która w walce o pierwszy triumf w sezonie 2013/2014 pokonała między innymi Amerykankę Kikkan Randall oraz – specjalizującą się obecnie w biathlonie – Denise Herrmann z Niemiec. Co ciekawe, na ćwierćfinale swą przygodę z owymi zmaganiami zakończyła Marit Bjoergen.

Kolejny dzień zawodów w Finlandii miał przynieść nowe rozstrzygnięcia. O ile druga i trzecia lokata tym razem stały się udziałem Norweżek – wspomnianej Bjoergen oraz Therese Johaug, o tyle na najwyższym stopniu podium w biegu na dystansie 5 kilometrów (również rozgrywanego „klasykiem”) ponownie stanęła Kowalczyk. Do ostatniego etapu cyklu Ruka Triple Polka przystępowała więc z ponad 20-sekundową przewagą nad kolejnymi biegaczkami. Zaliczki tej podopiecznej trenera Aleksandra Wierietielnego nie udało się utrzymać i ostatecznie musiała ona zadowolić się „dopiero” czwartą lokatą w fińskiej imprezie. Przed nią uplasowały się: Marit Bjoergen, Charlotte Kalla i Therese Johaug.

Kilka dni później pięciokrotna laureatka plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski ponownie nie miała sobie równych w zawodach pucharowych. Niedługo potem historia znowu się powtórzyła. Na cztery biegi rozegrane stylem klasycznym w początkowej fazie sezonu 2013/2014 Kowalczyk czterokrotnie triumfowała. Wydawało się, że jest ona murowaną faworytką do zwycięstwa w ósmej edycji Tour de Ski. W imprezie tej najlepsza polska biegaczka jednak nie wystartowała, co stanowiło wyraz protestu przeciwko zmianom programowym w cyklu, na skutek których 5 z 7 zaplanowanych biegów miało zostać rozegranych stylem łyżwowym, a jedynie pozostałe dwa – ukochanym przez Polkę „klasykiem”. Wielu zastanawiało się, jak to niespodziewane posunięcie wpłynie na dyspozycję najlepszej polskiej zawodniczki w dalszej części sezonu. Choć do jego końca pozostało jeszcze 11 biegów, Kowalczyk wystartowała zaledwie w czterech, z czego jeden (oczywiście przeprowadzony techniką klasyczną) padł jej łupem. Ostatecznie polska czempionka po 7 latach z rządu, w których plasowała się w czołowej dziesiątce końcowej klasyfikacji generalnej, w sezonie 2013/2014 uplasowała się na 12. lokacie na zakończenie sezonu.

Jak wygrywać, to dubletem!

Cierpliwość popłaca. Ze stwierdzeniem tym z pewnością zgadzają się biegaczki i biegacze narciarscy z Norwegii. Choć trudno w to uwierzyć, to przez 7 lat żadnej zawodniczce ani żadnemu zawodnikowi z tego państwa nie udało się zwyciężyć w cyklu Tour de Ski. Przełom nastąpił dopiero w sezonie 2013/2014, w którym to reprezentanci i reprezentantki kraju fiordów zajęli wszystkie miejsca na podium w końcowej klasyfikacji owych zmagań. Wśród pań Therese Johaug po zaciętej batalii pokonała Astrid Jacobsen. Czołową trójkę uzupełniła zaś Heidi Weng. W rywalizacji panów jako pierwszy na szczyt Alpe Cermis wbiegł Martin Johnsrud Sundby, którego wyższość uznać musieli między innymi Chris Jespersen i Petter Northug.

Zwycięzcy prestiżowych zmagań rozgrywanych na przełomie roku w niemiecko-szwajcarsko-włoskiej imprezie zostali także triumfatorami klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w opisywanym w niniejszym tekście sezonie. Jeśli jednak chodzi o Tour de Ski, to warto odnotować, że pod nieobecność Justyny Kowalczyk dobrze radzili sobie inni reprezentanci Polski. W inauguracyjnych zawodach cyklu na 3. miejscu uplasowała się Sylwia Jaśkowiec; w kolejnym biegu była ona 12., w następnym 23. – i to byłoby na tyle, jeśli chodzi o pozycje punktowane dwukrotnej mistrzyni świata młodzieżowców z 2009 roku. Wysoką formę zaprezentowała również Paulina Maciuszek, która udział w tourze zakończyła na 21. lokacie. Wśród panów dwukrotnie w czołowej dwudziestce plasował się zaś Maciej Staręga, który – podobnie jak Jaśkowiec – ostatecznie nie ukończył Tour de Ski 2013/2014.

Hat-trick Randall

Tak jak niekwestionowaną królową stylu klasycznego jest Justyna Kowalczyk, tak za jedną z największych ekspertek od sprintów uznaje się urodzoną w Salt Lake City Amerykankę, Kikkan Randall. Zawodniczka ta – nie bacząc na nieustanne potyczki Kowalczyk i Bjoergen – cały czas robiła „swoje”. A że czyniła to znakomicie, to i efekty jej poczynań do dziś budzą ogromny szacunek. Sympatyczna biegaczka z Utah w sezonie 2013/2014 pięciokrotnie stawała na podium pucharowych zmagań, z czego trzykrotnie na ich najwyższym stopniu. Oczywiście każdy z tych sukcesów został osiągnięty w zawodach sprinterskich. Dzięki równej i wysokiej dyspozycji prezentowanej na przestrzeni całego sezonu, w marcu 2014 roku Randall odebrała trzecią z rzędu małą Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji sprintów. Więcej takowych triumfów mają jedynie dwie Norweżki – Bente Martinsen (później Skari) oraz Marit Bjoergen.

Ostatnie takie zawody na polskiej ziemi

Drugie z trzech zwycięstw z sezonu 2013/2014 różowowłosa Amerykanka odniosła w pierwszych z dwóch kobiecych zawodów, jakie w styczniu 2014 roku odbyły się w Szklarskiej Porębie. Wówczas to Randall o 0,2 sekundy pokonała Niemkę, Denise Herrmann. Pasjonującą walkę o trzecią lokatę stoczyły zaś Słowenka Vesna Fabjan oraz Polka Sylwia Jaśkowiec. Zwycięsko wyszła z niej ta pierwsza, jednakże postawa sportsmenki z Myślenic zasługuje na duże uznanie. Wśród panów zawody sprinterskie wygrał Kanadyjczyk Alex Harvey. Udany występ zaliczył także Maciej Staręga, któremu przypadło w udziale 17. miejsce.

Dzień później (tj. 19 stycznia 2014 roku) rozegrano biegi dystansowe. Tym razem rywalizowano techniką klasyczną. Jako pierwsi do walki o pucharowe punkty przystąpili panowie, którzy mieli do pokonania 15 kilometrów. Dystans ten najszybciej przebiegł Rosjanin, Maksim Wylegżanin. Na 28. lokacie owe zmagania ukończył Maciej Kreczmer. Jakiś czas po mężczyznach na trasie pojawiły się panie. Pod nieobecność zawodniczek ze Skandynawii rywalizację na dystansie 10 kilometrów zdominowała Justyna Kowalczyk, która o ponad 40 sekund wyprzedziła drugą na mecie Julię Czekaliewą z Rosji. Oprócz niej w czołowej trzydziestce uplasowały się także trzy inne Polki, a mianowicie: Paulina Maciuszek (19. miejsce), Kornelia Kubińska (25. lokata) i Ewelina Marcisz (30. pozycja). Tym samym – w dniu swoich 31. urodzin – Justyna Kowalczyk odniosła 30. pucharowe zwycięstwo w karierze. Jednocześnie były to ostatnie zawody rozgrywane w ramach Pucharu Świata w biegach narciarskich, jakie do tej pory odbyły się na polskiej ziemi.

PŚ Szklarska Poręba (19.01.2014) - 10km st.klasyczmym - Wygrana Justyny Kowalczyk

„Albo wygram, albo zdechnę”

Punktem kulminacyjnym sezonu 2013/2014 były jednak nie zawody w Szklarskiej Porębie, a XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które w dniach 7-23 lutego 2014 roku odbyły się w Soczi. Ze złotymi medalami wywalczonymi w indywidualnych konkurencjach wyjechali z Rosji: Marit Bjoergen, Dario Cologna, Ola Vigen Hattestad, Maiken Caspersen Falla, Aleksander Legkow i Justyna Kowalczyk. Choć dokonanie każdej z wymienionych osób budzi uznanie i szacunek, to jednak z punktu widzenia polskich kibiców i dramaturgii towarzyszącej zmaganiom, warto nieco więcej miejsca poświęcić biegowi rozegranemu stylem klasycznym na dystansie 10 kilometrów, którego triumfatorką została podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego. Kilka dni przed owym biegiem okazało się, że Kowalczyk ma złamaną kość śródstopia. Udział w koronnej konkurencji Polki stanął pod znakiem zapytania.

– To jest moja stopa, jestem dorosłą osobą i ja sama będę o niej decydować, a nie wszelakiej maści mądrzy ludzie – powiedziała sama zainteresowana w jednym z wywiadów udzielonych w trakcie najważniejszej imprezy sezonu. – Jestem na igrzyskach olimpijskich. Dobrze wiedziałam, że z moją nogą jest bardzo źle, podjęłam walkę z wielkim bólem, trenowałam przez trzy tygodnie, startowałam w Toblach bez żadnej tabletki przeciwbólowej. W Soczi mogę liczyć na blokady przeciwbólowe. Podjęłam walkę i mam to gdzieś, co kto będzie mówił. Jestem na igrzyskach, a stan mojej stopy jest wyłącznie moim problemem – dodała w tej samej rozmowie sportsmenka z Kasiny Wielkiej.

Stopa Kowalczyk stała się jednak problemem ogólnopolskim, na temat którego rozpisywały się liczne portale internetowe oraz gazety. Ambitna zawodniczka – choć nikomu nie musiała już nic udowadniać – do zawodów rozgrywanych 13 lutego 2014 roku przystępowała podwójnie zmotywowana. Z jednej strony pragnęła wywalczyć kolejny medal olimpijski, z drugiej zaś chciała pokazać wszystkim „doradcom” i „ekspertom”, że sama najlepiej potrafi zadbać o siebie oraz że sama najlepiej wie, na co stać jej organizm. A że stać było go na bardzo wiele, to owego dnia byliśmy świadkami jednego z najpiękniejszych wydarzeń w historii polskiego sportu.

„Wystartuje, czy nie wystartuje?” – zastanawiano się w wielu domach. „Wystartowała! Ciekawe, co pokaże…” – rozmyślano. Jak się okazało, wszelkie obawy były zupełnie niepotrzebne. Kowalczyk od początku narzuciła mordercze tempo, którego żadna z rywalek nie była w stanie wytrzymać. Na każdym punkcie pomiaru czasu Polka notowała najlepsze rezultaty. Stało się jasnym, że pokonanie jej będzie niezwykle trudnym zadaniem. Ostatecznie nie sprostała mu żadna z biegaczek. Recepta na sukces? Proszę bardzo! – Nie kalkulowałam, stwierdziłam, że albo wygram, albo zdechnę. Jakby tam było 100 metrów więcej, to bym tam usiadła. Nie wiem, czy to było widać – mówiła po zawodach szczęśliwa mistrzyni. – Moje narty były fantastyczne, dziękuję trenerom, serwismenom i całemu zespołowi. Cieszę się, że tak wyszło – dodała Kowalczyk, która drugą na mecie Charlottę Kallę ze Szwecji pokonała o ponad 18 sekund. Historia jak z filmu… na szczęście z gatunku tych z pozytywnym zakończeniem.

Wywiad - Justyna Kowalczyk SOCZI 2014

Więcej na temat tego pamiętnego biegu można przeczytać TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Źródło: informacja własna/fis-ski.com/youtube.com/sport.interia.pl/rmf24.pl