Historia PŚ w biegach. Ostatni akord najbardziej pasjonującej rywalizacji XXI wieku

fot. Irek Trawka

Wielu współczesnych kibiców biegów narciarskich z Polski pokochało tę dyscyplinę sportu dzięki Justynie Kowalczyk, przez lata dzielnie stawiającej czoła koalicji skandynawskich zawodniczek. Sezon 2017/2018 był tym ostatnim, w trakcie którego na pucharowych trasach rywalizowały najsłynniejsza mieszkanka Kasiny Wielkiej oraz jej wielka rywalka, Marit Bjoergen. Co jeszcze działo się owej pamiętnej zimy?

fot. Irek Trawka

Obroniła Kulę

Nim o duecie Kowalczyk-Bjoergen (lub – jak kto woli – Bjoergen-Kowalczyk) będzie mowa, wcześniej poświęćmy nieco uwagi tej, która okazała się być najlepszą biegaczką narciarską sezonu 2017/2018. A była nią Heidi Weng. Urodzona w Enebakk sportsmenka już przed rozpoczęciem pucharowej rywalizacji uchodziła za jedną z głównych faworytek do zdobycia Kryształowej Kuli – wszak Norweżka broniła tego prestiżowego trofeum. Zaczęło się jednak niezbyt pomyślnie… 59. lokata w sprincie inaugurującym zmagania pucharowe nie zwiastowała niczego dobrego. Kolejne biegi były już jednak znacznie lepsze. 4. i 2. miejsce w dwóch następnych aktach rywalizacji pozwoliły Norweżce zająć 4. pozycję w końcowej klasyfikacji cyklu Ruka Triple. W kolejnych 16 biegach Weng zaledwie trzykrotnie wypadła poza pierwszą dziesiątkę, w międzyczasie wygrywając drugi raz z rzędu Tour de Ski. Wysoka dyspozycja prezentowana przez większą część sezonu pozwoliła 26-letniej wówczas zawodniczce zbudować znaczną przewagę punktową nad rywalkami. Zaliczka ta okazała się być bezcenna, bowiem o końcowym periodzie zmagań Norweżka z pewnością wolałaby zapomnieć. Zaledwie jedna lokata w najlepszej dziesiątce ostatnich siedmiu pucharowych startów sprawiła, że – mimo wręcz znakomitej postawy w pierwszej części sezonu – o tryumf w klasyfikacji Pucharu Świata Weng drżała do końca ostatniego biegu zimy. W nim zajęła dopiero 20. lokatę. Najgroźniejsze rywalki nie zdołały jednak odrobić punktowych strat. W efekcie 18 marca 2018 roku Heidi Weng po raz drugi z rzędu odebrała Kryształową Kulę. W przeciągu niespełna czterech miesięcy zgromadziła o zaledwie 40 punktów więcej od Jessicy Diggins ze Stanów Zjednoczonych. Pucharowe podium uzupełniła rodaczka tryumfatorki, Ingvild Flugstad Oestberg. Jej strata do pierwszego miejsca wyniosła dokładnie 62 punkty.

Młody wilk pogodził stare lisy

Czy ktoś zdoła powstrzymać Martina Johnsruda Sundby’ego przed wywalczeniem trzeciej z rzędu Kryształowej Kuli? To pytanie zadawały sobie przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018 rzesze kibiców narciarstwa biegowego na całym świecie. Zarówno genialny Norweg, jak i jego sympatycy wierzyli, że tak jak w dwóch wcześniejszych latach (oraz w sezonie 2013/2014), tak i tym razem dane mu będzie w marcu wznieść kolejne w bogatej karierze trofeum dla najlepszego zawodnika zimy. Owszem, przypuszczano, że szyki biegacza z Oslo szczególnie mocno będzie starał się pokrzyżować Szwajcar, Dario Cologna. Mało kto przypuszczał jednak, że na jego drodze stanie (nie)zwykły młokos. Już pierwsze starcie sezonu pokazało, że nadchodzi „nowe”. Premierowe zawody 45. edycji Pucharu Świata mężczyzn wygrał bowiem 21-letni Johannes Hoesflot Klaebo. Kolejne zmagania również padły jego łupem. Łącznie w trakcie owej zimy biegacz z Trondheim 11-krotnie meldował się na najwyższym stopniu podium zawodów pucharowych. Mimo absencji na Tour de Ski, w marcu 2018 roku w jego ręce trafiła pierwsza w karierze Kryształowa Kula. Za jego plecami w klasyfikacji generalnej uplasowały się takie tuzy narciarstwa biegowego, jak wspomniani już Dario Cologna czy Martin Johnsrud Sundby. W sezonie tym Klaebo miał także inne powody do radości. 13 lutego 2018 roku został najmłodszym w historii mistrzem olimpijskim w biegach narciarskich. Miał wówczas 21 lat i 144 dni.

Wyrównał osiągnięcie Kowalczyk

Tym, który najmniej stracił w klasyfikacji generalnej do genialnego Norwega, był Szwajcar, Dario Cologna. Choć jego strata do Klaebo na koniec sezonu przekroczyła 100 punktów, a sam młodzian – jeśli tylko startował – wygrywał niemalże wszystko, to jednak doświadczony Helweta również miał swoje momenty chwały. Jednym z najważniejszych z nich (obok złotego medalu olimpijskiego, wywalczonego w biegu rozgrywanym techniką dowolną na dystansie 15 kilometrów) był tryumf w sześcioetapowej imprezie, rozgrywanej na przełomie roku w Lenzerheide, Oberstdorfie i Val di Fiemme. Mowa oczywiście o Tour de Ski, w którym Szwajcar już po raz czwarty w karierze nie miał sobie równych. W ten oto sposób Cologna wyrównał znakomite osiągnięcie Justyny Kowalczyk, która także czterokrotnie jako pierwsza wbiegała na szczyt Alpe Cermis.

Pożegnanie po norwesku…

Sezon 2017/2018 to jednak nie tylko czas spektakularnych zwycięstw czy rozkwitu młodych talentów. Sezon ten sympatykom narciarstwa biegowego z pewnością kojarzy się z ostatnimi pucharowymi startami wielkich gwiazd opisywanej dyscypliny sportu. To właśnie w owym sezonie po raz ostatni w karierze o pucharowe punkty postanowił zawalczyć Petter Northug. Choć rezultat owej próby był raczej mierny (Norweg w swym jedynym pucharowym biegu w sezonie zajął dopiero 32. lokatę), to jednak możliwość pożegnania się z kibicami na własnej ziemi (2 grudnia 2017 roku w Lillehammer) z pewnością była ważnym i magicznym wydarzeniem dla 31-letniego wówczas biegacza narciarskiego, mającego w swym dorobku 4 medale igrzysk olimpijskich oraz 16 krążków wywalczonych na mistrzostwach świata.

Jeszcze większym dorobkiem od Northuga może poszczycić się jego koleżanka z reprezentacji, Marit Bjoergen, dla której sezon 2017/2018 również był tym ostatnim w karierze. W przeciwieństwie do swego rodaka, odwieczna rywalka Justyny Kowalczyk przez cały sezon prezentowała wysoką dyspozycję, dzięki czemu na zakończenie zimy uplasowała się na 5. lokacie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Łącznie w trakcie swojej jakże bogatej kariery Bjoergen 183 razy stawała na podium zawodów pucharowych (114 na jego najwyższym stopniu, 42 – na drugim oraz 27 – na trzecim), wywalczyła też 15 medali olimpijskich oraz 26 medali mistrzostw świata. Na zakończenie swej przygody ze sportem na najwyższym poziomie wygrała Finał Pucharu Świata.

… i po polsku

Nie tylko reprezentanci Norwegii zdecydowali się na rozbrat ze sportem po zakończeniu sezonu olimpijskiego. Podobnie postąpiły bowiem i dwie reprezentantki Polski: Sylwia Jaśkowiec oraz Justyna Kowalczyk. Pierwsza z nich w swej pożegnalnej edycji zmagań pucharowych wywalczyła honorowy punkt do klasyfikacji cyklu. Ostatni w karierze bieg zaliczany do klasyfikacji Pucharu Świata ukończyła zaś na 33. pozycji.

Justyna Kowalczyk – mimo udziału w zaledwie 9 biegach pucharowych – na swoim koncie zgromadziła 106 punktów, co pozwoliło jej uplasować się na 54. lokacie w końcowej klasyfikacji rywalizacji o Kryształową Kulę. Jej ostatni pucharowy start miał miejsce 21 stycznia 2018 roku. W swej koronnej konkurencji (biegu na 10 kilometrów technika klasyczną) Polka uplasowała się wówczas na 8. lokacie. Ponad miesiąc wcześniej (17 grudnia 2017 roku) w trakcie zawodów w Toblach odbył się ostatni pucharowy bieg, w trakcie którego można było zadać sobie odwieczne pytania: „Kowalczyk czy Bjoergen?”, „Bjoergen czy Kowalczyk?”. Choć górą z tego starcia wyszła Norweżka, to w sercach i pamięci polskich kibiców wciąż żywe są liczne tryumfy Justyny Kowalczyk nad Marit Bjoergen. Można by teraz po raz kolejny je przywoływać, można by także opisywać sromotne porażki, których Polka doznała za sprawą rewelacyjnej postawy Norweżki. Jednak, czy w chwili obecnej ma to jakikolwiek sens? Obie panie przez lata dostarczały kibicom wielu wspaniałych emocji i wrażeń. Obie zrobiły dla narciarstwa biegowego niezwykle dużo. Obie sprawiły, że biegi narciarskie stały się jednym z tematów rozmów przy niedzielnym obiedzie. Obie także napędzały siebie nawzajem do działania oraz jeszcze cięższego trenowania. Zwycięstwo jednej nad drugą miało szczególny smak dla lepszej w danym dniu zawodniczki. Ostatnim wspólnym starciem obu pań był finałowy bieg igrzysk olimpijskich w Pjongczangu (25 lutego 2018 roku), który padł łupem Bjoergen. Zawody te stanowiły pożegnanie tych dwóch wybitnych zawodniczek z igrzyskami olimpijskimi. Dla Polki był to także ostatni indywidualny start w międzynarodowych zmaganiach najwyższej rangi.

Źródło: informacja własna/fis-ski.com