Dwa biegi, dwa oblicza [Komentarz]

fot: zimbio.com
fot: zimbio.com

Najlepsze biegaczki świata znajdują się obecnie w Kanadzie, gdzie odbywają się ostatnie w tym sezonie zawody Pucharu Świata. W stawce jest także Justyna Kowalczyk, która ma za sobą dwa z ośmiu etapów.

Dwa biegi i dwa jakże inne oblicza polskiej zawodniczki było nam dane oglądać w tłumie (?) kanadyjskich kibiców. We wtorkowych sprintach stylem dowolny, które nie są i nigdy nie były ulubioną konkurencją Polki, Kowalczyk zajęła dopiero 51. miejsce, a na odcinku 1,7 kilometra straciła do zwyciężczyni kwalifikacji niespełna 20 sekund. Przez to wszystko już po pierwszym etapie kanadyjskiego Touru jej strata do czołówki urosła do ponad minuty.

Środowy bieg na 10,5 kilometra stylem klasycznym, który początkowo miał się odbywać na dystansie 13 kilometrów, był już dla polskich kibiców przyjemniejszy do obserwowania. Polka straciła co prawda dużo czasu na przebicie się do przodu, ale miał na to wpływ fakt, że startowała z odległego rzędu. Justyna Kowalczyk nie była jednak jedyną biegaczką, która miała problemy z wysunięciem się na czoło stawki.

Kłopoty na wąskiej trasie w Montrealu nie ominęły także liderki klasyfikacji generalnej Therese Johaug. Norweżka ciągle zmieniała tor, a kilka razy znalazła się nawet poza trasą, szukając miejsca do wyprzedzenia rywalek. Dopiero po wyjściu na czoło stawki Johaug poczuła się jak ryba w wodzie i zrobiła to, co wychodzi jej najlepiej, czyli pobiegła w swoim tempie po zwycięstwo.

Z tyłu toczyła się walka o czwartą pozycję, w której od połowy dystansu ton nadawała Justyna Kowalczyk. Polka biegła w stylu do którego przyzwyczaiła nas przez te lata, kiedy była na szczycie i królowała na dystansie klasycznej dziesiątki. Biegaczka z Kasiny Wielkiej już w trakcie biegu łączonego w Lahti sygnalizowała wzrost formy (4. lokata po części rozgrywanej klasykiem) i potwierdziła to w stolicy Kanady. Momentami wyglądało to naprawdę świetnie i można żałować, że pozycja wyjściowa była aż tak niekorzystna, a wiadomo, że wyprzedzenie kilkudziesięciu rywalek to spory wydatek energetyczny.

Najtrudniejsze etapy jednak dopiero przed Polką. Najpierw, po raz kolejny w ciągu ostatnich trzech dni, biegaczki będą rywalizować w sprincie stylem dowolnym, a następnie na dystansie 10 kilometrów tą samą techniką. Nie ma co się łudzić – szanse na poprawienie pozycji w klasyfikacji generalnej będzie rzeczą szalenie trudną. Sama Kowalczyk podkreśla, że łyżwy już nie trenuje, a te starty są jednymi z jej ostatnich biegów stylem dowolnym w karierze.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.