Trener rekordzista. Stoeckl przedłużył kontrakt w Norwegii. “Mnóstwo nerwów”

Screen - Youtube

Austriak Alexander Stoeckl, który nieprzerwanie od 2011 pozostaje trenerem norweskich skoczków narciarskich, przedłużył kontrakt z tamtejszą federacją o kolejne 4 lata. Oznacza to, że pobyt 48-latka w Kraju Fiordów potrwa co najmniej do 2026 roku.

Screen – Youtube

Przedłużenie umowy było jedynie formalnością

Intensywne rozmowy pomiędzy samym zainteresowanym a Norweskim Związkiem Narciarskim trwały już od dłuższego czasu. Obie strony pierwsze spotkanie w tej sprawie odbyły jeszcze w Oberstdorfie, gdzie zawodnicy rywalizowali w ramach Turnieju Czterech Skoczni. Mimo przedłużających się negocjacji, ich końcowy rezultat był już wcześniej znany.

– Po spotkaniu w Oberstdorfie pozostało już tylko podpisanie umowy na piśmie. W grę wchodziły jedynie drobne szczegóły, które należało zmienić. Najprościej mówiąc: chodziło o bycie bardziej dynamicznym i elastycznym w przyszłości – wyjawił Stoeckl.

Umowa z austriackim szkoleniowcem została tym samym przedłużona o kolejne 4 lata, co oznacza, iż Alexander Stoeckl pozostanie trenerem reprezentacji Norwegii aż do 2026 roku. Przypomnijmy, że 48-latek współpracuje z ekipą Kraju Fiordów od 2011 roku, kiedy to zastąpił legendarnego Mikę Kojankoskiego. To jeden z nielicznych przykładów na tak długoletnią współpracę w skokach narciarskich. W XXI wieku to wręcz rekord wśród kadr czołówki światowej.

Alexander Stoeckl: “To dziwne uczucie”

Mimo upływu czasu Austriacki szkoleniowiec wciąż nie traci zapału do pracy i absolutnie nie myśli o potencjalnych zmianach.

– Tak, może rzeczywiście wygląda to bardzo dziwnie, ale jest mi tutaj bardzo dobrze. Kiedy przyjechałem do Norwegii w 2011 roku podpisaliśmy umowę na dwa lata z opcją jej przedłużenia o kolejne dwa. To był mój debiut w roli głównego trenera w tak silnej reprezentacji. Miałem wiele obaw. Nie znałem ludzi, kultury, języka. Być tutaj jedenaście lat i przedłużyć tą przygodę o co najmniej kolejne cztery to dziwne uczucie – powiedział norweskim dziennikarzom Alexander Stoeckl.

– Udało nam się przez te wszystkie lata zachować dobrą ciągłość i komunikację. Jesteśmy elastyczni w zakresie powierzanych zadań i obowiązków. Na początku byłem zwykłym trenerem, który miał wnieść tutaj swoją filozofię z Austrii. Potem stałem się już w pewnym sensie osobą publiczną, która pracowała na rzecz całego norweskiego narciarstwa, dzięki czemu mamy to, co mamy. Mimo wszystko wiem, że są jeszcze płaszczyzny, w których mogę się rozwinąć – kontynuował.

W ostatnim czasie norweskie skoki przeżywały również wiele zawirowań. Szerokim echem odbił się konflikt pomiędzy Clasem Brede Braathenem, a działaczami związkowymi. Przez długi czas nad norweskimi skokami wisiało widmo utraty sponsorów, a nawet podzielenia losu Finlandii. Po zakończeniu minionej zimy współpracę z tamtejszą federacją zakończył  główny sponsor – LO ( Norweska Konfederacja Związków Zawodowych), jednak Stoeckl zapewnia, że umowy z kolejnymi partnerami są już negocjowane.

– Z optymizmem patrzymy w przyszłość. Wspomniany konflikt kosztował nad wszystkich mnóstwo sił i nerwów, jednak wszystko zmierza ku lepszemu – zakończył Austriak.

źródło: dagbladet