Spektakularny, a zapomniany. Jak pojawił się i zniknął balet na nartach?

fot. Youtube.com

Miał zaciekawić młodych i być odpowiedzią na sztywną technikę. Był pełen ekstremalnych figur, ekstrawaganckich występów, spektakularnych choreografii. Mimo tego po niewiele ponad dwudziestu latach zniknął z narciarskich aren. Jak narodził się balet na nartach i dlaczego dziś możemy oglądać jedynie archiwalne nagrania występów sprzed ponad dwóch dekad?

fot. Youtube.com

By zacząć tę historię, należy cofnąć się do lat sześćdziesiątych XX wieku, gdy swój debiut zaliczyło narciarstwo dowolne. Bob Howard, amerykański narciarz, specjalizujący się głównie w balecie na nartach, szuka genezy freestyle’u w wojnie wietnamskiej, po której „młodość Ameryki zaczęła kwestionować ustalone przepisy”. – [Młodzi] odrzucili ograniczenia związane z narciarstwem alpejskim i zatwardziałą europejską techniką narciarską, wprowadzając innowacje w postaci jazdy po muldach, powietrznych akrobacji i baletu na nartach – pisał Leslie Anthony w swojej książce „White Planet: A Mad Dash through Modern Global Ski Culture”, czyli „Biała Planeta: Szalony Bieg przez Współczesną Globalną Kulturę Narciarstwa”.

Początkowo narciarstwo dowolne dawało zawodnikom pełną swobodę. Narciarze mieli do dyspozycji drogę od startu do mety, na której mieli wykonywać dowolne figury czy skoki. Z czasem doszło jednak do podziału na trzy oddzielne konkurencje, które zyskały swoje odrębne zasady. Od tej pory można było wybierać między uprawianiem jazdy po muldach, skoków akrobatycznych i baletu na nartach. W pierwszych latach tego podziału większość sportowców uprawiało jednak wszystkie trzy dyscypliny. Ustalone reguły obejmowały chociażby liczbę skoczni czy długość stoku narciarskiego, wciąż pozostawiały jednak dużo swobody zawodnikom. Balet na nartach polegał na zaprezentowaniu trwającej dziewięćdziesiąt sekund choreografii składającej się między innymi z obrotów czy przewrotów. W latach osiemdziesiątych przez krótki czas acroski był także uprawiany w parach. Wówczas do możliwych figur dochodziły również podnoszenia czy ruchy synchroniczne.

Baletowi prekursorzy

Uprawiając wszystkie trzy dyscypliny, zaczynał też Bob Howard. Z czasem stało się dla niego jasnym, że to balet będzie tą docelową dla niego. Obecnie zalicza się go do prekursorów dyscypliny, autora trików powtarzanych potem przez innych narciarzy. To on jako pierwszy miał wykonać figurę, w której zawodnik umieszcza kijki w ziemi przed sobą, a następnie opierając się na nich, wykonuje ruch na kształt fikołka, czasem przekręcając się nawet po dwa razy przed wylądowaniem nartami na ziemi. W 1979 roku Howard jako jeden z pierwszych zrobił obrót o siedemset dwadzieścia stopni. Choć Amerykanin nie startował ani razu w mistrzostwach świata w narciarstwie dowolnym, na jego koncie widnieje pokaźna lista sukcesów z zawodów Pucharu Świata. Można go nawet nazwać dominatorem początku lat osiemdziesiątych. Od stycznia 1980 roku do marca 1981 pochodzący ze Stanów Zjednoczonych narciarz triumfował trzynaście razy i raz zajął drugie miejsce. To wszystko w czternastu startach. Nic więc dziwnego, że to on sięgał po Małą Kryształową Kulę w rywalizacji w balecie narciarskim zarówno w sezonie 1979/1980, jak i 1980/1981.

Howard miał wpływ na późniejsze wyniki multimedalisty mistrzostw świata. Lane Spina, bo to o nim mowa, sięgał po srebrne krążki w 1986 i 1989 roku. Dwa lata później udało mu się dołożyć do kolekcji medal z najcenniejszego kruszcu. Spina pracował w sklepie narciarskim w Reno, w którym trenował Howard wraz z innymi narciarzami tworzącymi grupę nazywaną „kontyngentami Reno”. Lane obserwował i uczył się od nich. Rozpoczęcie pracy właśnie w tym miejscu okazało się dla niego szczęśliwe. Po ośmiu latach od tego momentu, w 1984 roku Amerykanin po raz pierwszy zwyciężył w zawodach Pucharu Świata. Uważa, że przynajmniej częściowo zawdzięczał to parze szczęśliwych spodni Howarda, które poniżej kolan miały tęczowe paski. Podczas konkursów zostały one rozpoznane przez jego rywali, którzy startowali jeszcze za czasów Boba. – Kiedy wygrałem, obaj [Hermann Reitberger i Richard Schabl] wskazali na spodnie, kręcąc głowami – wspominał narciarz. Prekursor dyscypliny wytłumaczył młodszemu koledze także, jak zarządzać zajęciami w ciągu dnia zawodów. To miało pomóc mu, gdy zdobywał tytuł mistrza świata.

Swoje triki tworzyła też chociażby Genia Fuller, trzykrotna nieoficjalna mistrzyni świata w narciarstwie dowolnym. Amerykanka jest autorką figur wykonywanych bez użycia kijków, naśladujących te wykonywane przez łyżwiarzy figurowych. Fuller wykonywała dwa, dwa i pół lub trzy i pół obrotu, używając krawędzi nart do wybicia się w powietrze.

Ogromne znaczenie dla wyglądu baletu na nartach miała także Suzy Chaffee. W 1971 roku Amerykanka zaproponowała, by choreografie w acroski były wykonywane w akompaniamencie muzyki. Przez pierwszy rok była jedyną zawodniczką, która się tego trzymała, z czasem zaczęli pojawiać się inni zwolennicy pomysłu. Suzy, która nim zakochała się w balecie na nartach, była narciarka alpejską, uważała taniec za priorytet nowej dyscypliny. Narciarka uczęszczała na lekcje tańca, w przeciwieństwie do innych zawodniczek przedkładała taneczne choreografie nad klasyczne triki. Została zapamiętana głównie jako Suzy Chapstick (Suzy Pomadka). Wszystko dlatego, że wystąpiła w reklamach balsamu do ust ChapStick, w których nazwała się właśnie „Suzy ChapStick”. Charakterystyczne były też jej makijaże i kostiumy. W latach 1971-1973 Amerykanka zwyciężała w nieoficjalnych mistrzostwach świata w narciarstwie dowolnym w konkurencji baletu na nartach. Nie zdołała jednak wystartować w oficjalnych zawodach. Na ich organizację trzeba było jeszcze poczekać.

Oficjalny debiut

W 1980 roku po raz pierwszy odbyły się zawody Pucharu Świata w narciarstwie dowolnym. Areną rywalizacji było amerykańskie Poconos, gdzie w premierowych zawodach panów triumfował Howard, a u pań górą była Jan Bucher. Oboje powtórzyli te wyniki dzień później. Jan także należy do legend dyscypliny – w ciągu dekady triumfowała w zawodach baletowego Pucharu Świata aż pięćdziesiąt dziewięć razy. Na swoim koncie ma osiem Małych Kryształowych Kul. Te były przyznawane osobno za każdą rozgrywaną konkurencję narciarstwa dowolnego. Tym samym Bucher wygrała klasyfikację acroski najwięcej razy w historii, wliczając w to zarówno ranking pań, jak i panów. W pierwszym sezonie po końcowe triumfy sięgnęli zwycięzcy premierowych zawodów. Sześć Małych Kul ma na swoim koncie Niemiec Hermann Reitberg, po cztery Norweg Rune Kristiansen oraz Rosjanka Jelena Batałowa. Sięgała ona po te triumfy w czterech ostatnich sezonach rozgrywania Pucharu Świata w balecie.

Po sześciu latach od startu oficjalnej międzynarodowej rywalizacji narciarstwo dowolne doczekało się także mistrzostw świata. Organizatorem pierwszej edycji w historii zostało francuskie Tignes. Do rywalizacji zostały dopuszczone cztery konkurencje – balet na nartach, skoki akrobatyczne, jazda na muldach i kombinacja. Premierowymi medalistami w acroski zostali Richard Schabl, który miał już na swoim koncie dwie Małe Kryształowe Kule, oraz doskonale znana Jan Bucher. Po raz ostatni balet gościł na czempionacie w 1999 roku, gdy był on rozgrywany w szwajcarskim Meiringen-Hasliberg. Na przestrzeni trzynastu lat dyscyplina doczekała się dwóch kilkukrotnych mistrzyń. Były nimi Bucher i jej rodaczka Ellen Breen. Obie sięgały po złote krążki dwie imprezy z rzędu (Breen w 1991 i 1993).

Olimpijski epizod

Jest rok 1988, po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk olimpijskich rywalizacja przenosi się do Kanady. Dla baletu na nartach, jak i dla całego narciarstwa dowolnego, miał to być czempionat wyjątkowy – po raz pierwszy miał pojawić na imprezie czterolecia. Wprowadzenie konkurencji na igrzyska było od samego początku jednym z głównych celów zawodników. W tym przypadku debiut dyscypliny na igrzyskach nie oznaczał jednak, że zostały w niej rozdane medale. Po trzy konkurencje u kobiet i mężczyzn były rozgrywane jedynie w charakterze pokazowym, a krążki nie zostały przyznane. Na starcie zawodów pań pojawiło się sześć nazwisk, u panów – dwanaście. W rywalizacji kobiet najlepsza była Christine Rossi, drugie miejsce zajęła Jan Bucher. Pośród panów najlepszy wynik uzyskał Hermann Reitberger. Debiut na igrzyskach nie pomógł jednak baletowi. – Nie został dobrze przyjęty i zaryzykowałbym stwierdzenie, że od tamtego momentu prawdopodobnie był skazany na zagładę – mówił Jeff Chumas, jeden z narciarzy dowolnych.

Cztery lata później w programie Igrzysk Olimpijskich we francuskim Albertville po raz kolejny zagościło narciarstwo dowolne. Tym razem w jednej z jego konkurencji, jeździe po muldach, były wręczane medale. Dwie pozostałe – skoki akrobatyczne i właśnie balet na nartach – wciąż pozostały jedynie w charakterze pokazowym. Choć tym razem acroski cieszył się większą frekwencją (po siedemnastu startujących i u kobiet, i u mężczyzn), nie zmieniło to nic w kwestii włączenia go w kolejnych latach do konkurencji medalowych. W 1994 roku w Lillehammer medale zostały wręczone także w skokach akrobatycznych, natomiast balet znikł całkowicie. Od tego czasu zainteresowanie dyscypliną zaczęło stopniowo maleć. W 2000 roku FIS zaprzestał organizowania jakichkolwiek zawodów w acroski.

Cichy upadek

W czym upatrywać powodów upadku baletu na nartach? Dlaczego MKOl nie chciał go więcej na igrzyskach? Justin Holland, który występował w zawodach Pucharu Świata w latach 1995-1999, tuż przed upadkiem acroski, słyszał kilka teorii na temat tego, dlaczego dyscyplina nie wróciła na imprezę czterolecia. Wśród nich pojawiały się brak sponsorów, słaby marketing czy niechęć do przyjęcia innego oceniania. – Sport zyskał więcej reguł, a co za tym idzie, stał się schematyczny, lecz nie taki pierwotnie miał być. Miał dawać więcej miejsca dowolnej formie. Kiedy sport miał szansę się pokazać, w zasadzie zdusiliśmy go w zarodku. Potem była to już tylko kwestia czasu – mówił Holland.

Lane Spina sądzi, że gdyby ludzie odpowiedzialni za tę konkurencję skupili się właśnie na poszczególnych figurach, wracając do swoich początków, sport byłby dziś obecny na igrzyskach, a towarzyszyłaby mu wysoka oglądalność w telewizji. Na tę chwilę to jednak jedynie myślenie życzeniowe. Choć w nagłówkach artykułów o balecie sprzed kilku lat padają predykcje, że balet wróci na salony, na nic takiego się nie zapowiada.

Dawne gwiazdy acroski wciąż pamiętają o swoich dokonaniach sprzed lat i choć nie wszyscy podtrzymują zdanie Spiny, przypominają o uprawianej przed laty dyscyplinie. W 2018 roku Howard i Chaffee wspólnie wykonali program baletowy. Tym samym udowodnili, że mimo upływu lat nadal są w stanie uprawiać balet na nartach, nawet jeśli jest on pozbawiony trudnych trików. Wydarzenie miało miejsce przy okazji ceremonii wprowadzenia do amerykańskiej Alei Sław Narciarstwa i Snowboardu. – To było jak powrót do lat siedemdziesiątych – komentowała później Suzy. O tym, że balet nie umarł, mówi też Jonny Moseley, specjalizujący się głównie w jeździe na muldach medalista olimpijski z 1998 roku. On jednak nie łudzi się, że acroski powróci w formie z poprzedniego wieku. – Narciarstwo dowolne ciągle się zmienia. Balet został zastąpiony przez slopestyle i inne – mówił.

Wydaje się, że to właśnie jego słowa najtrafniej opisują miejsce, w jakim znalazł się obecnie balet na nartach. Jego dawny potencjał jest obecnie wykorzystywany przez inne konkurencje, a jedyną pamiątką po dawnej sławie spektakularnej dyscypliny są nagrania sprzed ponad dwóch dekad.

Źródło: grantland.comtahoequartely.comsnowplaza.de, fis-ski.com