Pucharowe punkty nie wystarczą na Rukę. Hula się tego spodziewał

fot. M. Król

Michal Doleżal już w niedzielę odkrył karty, którzy polscy zawodnicy udadzą się na zawody w Ruce. Tym razem nawet zdobycie pucharowych punktem nie było gwarantem dostania się do sześcioosobowego składu. Przekonali się o tym dwaj reprezentanci Polski – Stefan Hula i Maciej Kot.

fot. M. Król

W niedzielnym konkursie skoki na 117,5, a następnie 111,5 metra pozwoliły Huli na zajęcie dwudziestej dziewiątej pozycji. Sam mówił, że mimo kwalifikacji do pierwszej serii nie jest zadowolony ze swoich skoków. Trzydziestoczterolatek nawiązał też do znacznej równicy względem tego, co prezentował w lecie. Podczas zawodów LGP w Wiśle udało mu się dwukrotnie “zapunktować” (szóste i dziewiętnaste miejsce, ale klasyfikacji FIS nie prowadził).

– Pojawiły się pewne problemy i trzeba je rozwiązać – komentował swoją dyspozycję. – Pozycja najazdowa, brakuje aktywności… Mam nadzieję, że szybko złapię dobre czucie – mówił.

Choć zawodnicy nie poznali od razu składu, który trener zabiera do Ruki, Hula już wcześniej odniósł się do swoich szans na wyjazd do Finlandii. – Jeżeli chodzi o mnie, raczej nie pojadę do Ruki. Ta szóstka jest taka klarowna i oni skaczą całkiem fajnie. To jest decyzja trenerów, zobaczymy – zakończył. Czy uda mu się uporać z pojawiającymi się błędami i w efekcie powrócić do czołówki polskiej kadry?

Podobna sytuacja dotknęła Macieja Kota. Choć dla niego zawody Letniego Grand Prix były mniej udane – w “30” był tylko raz – to w inauguracyjnym konkursie indywidualnym udało mu się wejść do “trzydziestki” – ukończył je na dwudziestym miejscu.

– Moje skoki wyglądały dużo lepiej niż w piątek, więc to spory postęp – mówił. – Może ta kwalifikacja piątkowa nie była w stylu, który by mnie zadowalał, ale najważniejsze to się zakwalifikować, dać sobie szansę – komentował pięćdziesiąty zawodnik otwierających sezon kwalifikacji. Kot wspomniał też, że przed konkursem taki wynik brałby w ciemno. – Wyniki zależały od tego, kto jaki kupon w tej loterii wyciągnął – mówił po zakończeniu wietrznej rywalizacji.

Kot podkreślił też, że punkty zdobyte na początku sezonu są według niego szczególnie istotne. – To dodaje trochę pewności i komfortu psychicznego. Późniejszy numer startowy to często troszkę lepsze warunki, można poczekać, zobaczyć, co się dzieje – mówił Maciej Kot. Póki co, za sprawą decyzji polskiego sztabu szkoleniowego, nie będzie mógł skorzystać ze wspomnianych “udogodnień”.

Z Wisły dla Sportsinwinter.pl,

Mateusz Król