Zamknij

Pierwszy polski medalista zimowych IO - Franciszek Gąsienica-Groń

Przemysław Grabski 08:00, 31.01.2026 Aktualizacja: 11:45, 29.01.2026
Skomentuj Pierwszy polski medalista zimowych IO - Franciszek Gąsienica-Groń screen, YT Historia Wisły

Polacy startowali na zimowych igrzyskach olimpijskich od ich pierwszej edycji w Chamonix w 1924 roku. Na pierwszy medal musieliśmy jednak czekać aż 32 lata. Dopiero  we włoskiej Cortinie d'Ampezzo, dokładnie 70 lat temu pierwszy model dla Polski zdobył w kombinacji norweskiej Franciszek Gąsienica-Groń. Przyjrzyjmy się jego bardzo ciekawej historii.

Pech, który przyniósł szczęście

30 stycznia 1956 roku. Cortina d'Ampezzo, włoskie Dolomity. Na progu skoczni olimpijskiej stoi szczupły, 170-centymetrowy Polak. Franciszek Gąsienica-Groń ma 25 lat i kilkanaście sekund do momentu, który zmieni jego życie – albo je zniszczy. Za wcześnie odbija się z progu. Wykręca pół salta w powietrzu. Spada na plecy. Ostatnie miejsce po pierwszej serii skoków. Łzy w oczach. Ale na szczęście liczyły się dwa najlepsze skoki z trzech. Jeszcze nic nie stracone.

Chłopak, który nie powinien tu być

Właściwie Franciszek Gąsienica-Groń w ogóle nie powinien znaleźć się w Cortinie. Dwa lata wcześniej – w wieku 23 lat – w ogóle nie uprawiał kombinacji norweskiej. Trenował alpejskie zjazdy, ale trener ciągle był niezadowolony z techniki.– Ty się do niczego nie nadajesz – usłyszał podczas jednego z treningów na Kalatówkach.Te słowa mogły go zniszczyć. Mógł się obrazić na narciarstwo. Ale ktoś inny dostrzegł we Franciszku talent..

"Wujek" wiedział lepiej

Marian Woyna-Orlewicz – olimpijczyk z 1936 roku, trener z wielkim poczuciem humoru i jeszcze większym talentem do wyłapywania diamentów w górskim błocie. Nazywany przez zawodników "Wujkiem". To on zobaczył w Groniu to, czego nie dostrzegali inni.– Jak ty jeździsz?! Masz źle ułożone nogi, powykręcane ręce. Skup się lepiej na skokach i biegach – powiedział, widząc przejazd Franciszka w slalomie.I tak się zaczęło. Kombinacja norweska. Skoki plus biegi. Dwa lata do olimpiady. Misja niemożliwa?Woyna-Orlewicz lubił robić dowcipy swoim podopiecznym. Wkładał im cegły do plecaków przed wymarszem do schroniska na Hali Kondratowej. Zawieszał rondle z wodą nad drzwiami do pokojów. Podczas zawodów w Szwecji schował Groniowi torbę z kartami do brydża – a potem o tym zapomniał. Uczynni Szwedzi dostarczyli zgubę kilka godzin później do Sztokholmu, gdzie Polacy czekali na przesiadkę. Ale gdy chodziło o sport, "Wujek" nie żartował.

Walka o bilet do Włoch

Przed igrzyskami polscy działacze nie wierzyli w Gronia. Brak wyników, zero doświadczenia, tylko dwa lata treningów. Gdy krawiec z PKOL brał miarę na garnitury dla olimpijczyków, Franciszka po prostu pominął. Woyna-Orlewicz postawił sprawę jasno:– Jeśli Groń nie jedzie, ja też nie jadę. Dostał ultimatum: musi wygrać przedolimpijskie zawody w szwajcarskim Le Brassus. Pojechał. Wygrał. Zmiótł konkurencję – wszystkich oprócz Skandynawów, których tam nie było, ale i tak był najlepszy w stawce. Błyskawicznie załatwiono mu wizę. Pojechał do Cortiny jako czwarty, rezerwowy zawodnik.

Pierwszy skok. Ostatnie miejsce

Na treningach Groń skakał wyśmienicie. Niemal najdalej w całej stawce, nie tylko wśród kombinatorów, ale i skoczków. Zaczęła narastać presja. W końcu to właśnie on może zostać tym, który jako pierwszy zdobędzie zimowy medal dla Polski.

To medalowe nastawienie go zdekoncentrowało. Pierwszy skok – katastrofa. Ledwo uratował się przed upadkiem na progu, tylko po to, by upaść przy lądowaniu. Zero punktów. Ostatnie miejsce. Na szczęście były jeszcze dwa skoki, a liczyły się 2 najlepesze wyniki. W drugiej i trzeciej serii nie ryzykował, skakał z rezerwą. 72,5 metra, potem 74 metry. Po skokach – dziesiąte miejsce na 36 startujących. Niewielka strata do liderów.– Miałem łzy w oczach, ale nie załamałem się. Powiedziałem sobie, że nie wszystko stracone – wspominał później.

Bieg życia

Po raz pierwszy na igrzyskach dla kombinatorów rozegrano osobny bieg, na poprzednich rywalizowali oni wraz z biegaczami. Rozegrano go 2 dni po skokach - 31 stycznia a do przebiegnięcia było 15 kilometrów. Groń atakuje od startu. Przesuwa się o kolejne pozycje. Po trasie rozstawieni są pomocnicy – hokeiści, koledzy z kadry – informują go na bieżąco o stratach do czołówki. Na dwa kilometry przed metą dogania świetnie biegającego Włocha Alfreda Pruckera. Czuje się wyśmienicie. Ma jeszcze sporo sił w zapasie. I wtedy Prucker wywraca się na stromym zjeździe. Groń, wymijając go, wpada w głęboki, kopny śnieg. Gubi kilkanaście cennych sekund. Ale błyskawicznie się podnosi i szybko rusza do mety. Wpada tak zmordowany, że długo nie wie, co się z nim dzieje. Jest prawie półprzytomny. Dopiero gdy się napije – już nie pamięta czego – przychodzi do siebie.

Dwie godziny oczekiwania

W tamtych czasach nie było komputerów. Sędziowie przeliczali wyniki ręcznie. Czekanie trwało prawie dwie godziny. Rosyjscy dziennikarze podchodzą do Franciszka:– Jesteś brązowym medalistą! Nie wierzy. Myśli, że żartują.I wtedy przypomina sobie spacer po Cortinie, kilka dni wcześniej. Oglądanie medali olimpijskich na wystawie sklepu sportowego. Słowa kolegi, biegacza Józefa Rubisia:– Tobie, Franek, pasuje ten brązowy medal. Proroctwo się spełniło. Sędziowie ogłaszają oficjalne wyniki. 436.800 punktów. Trzecie miejsce. Pierwszy w historii Polski zimowy medalista olimpijski.

Pierwszy podbiegł do niego z gratulacjami Stenersen, złoty medalista. W ogóle Norwegowie i Finowie byli bardzo serdeczni i koleżeńscy. Szwedzi natomiast wyraźnie mu zazdrościli.Trenerzy i dziennikarze, szczególnie włoscy i niemieccy, bez końca dopytywali się, jak trenował. Nie mogli się nadziwić, że Polak zdobył brązowy medal – przecież wszyscy wiedzieli, że w Tatrach warunki śniegowe i treningowe są zawsze trudne, że zima jest stosunkowo krótka. Pytali, czy jeździł trenować w Alpy, czy na północ, na półwysep Kola, gdzie Skandynawowie trenują prawie cały rok. Franciszek odpowiadał im prawdę: że jego medal to nie jego zasługa, lecz trenera Woyny-Orlewicza. Że trener umie doskonale ustawić trening, w zadziwiający sposób potrafi podpatrzyć u dobrych zawodników zagranicznych ich najlepsze zalety i zauważyć każdy najdrobniejszy błąd swoich uczniów. Porozumiewał się z nimi po niemiecku – umiał średnio, ale wystarczyło to do rozmów ze Skandynawami.

To pierwszy w historii medalista w kombinacji norweskiej, który nie pochodził z kraju nordyckiego. Przez 32 lata podium rozdzielali między siebie tylko Norwegowie, Szwedzi i Finowie.

Tabela wyników pierwszej "10" zawodników kombinacji norweskiej na igrzyskach w Cortinie 1956 (przy skokach są od razu punkty, a nie odległości).

Miejsce Zawodnik Kraj 1. skok 2. skok 3. skok Punkty za skoki Miejsce po skokach Czas biegu Punkty za bieg Miejsce w biegu Punkty łącznie
1🥇 Sverre Stenersen 🇳🇴 Norwegia 95,5 107,5 107,5 215 2 56:18 240 1 455
2🥈 Bengt Eriksson 🇸🇪 Szwecja 108 106 99,5 214 3 01:00:36 223,4 15 437,4
3🥉 Franciszek Gąsienica Groń 🇵🇱 Polska 60 101,5 101,5 203 10 57:55 233,8 7 436,8
4. Paavo Korhonen 🇫🇮 Finlandia 97 96,5 99,5 196,5 17 56:32 239,1 2 435,6
5. Arne Barhaugen 🇳🇴 Norwegia 99 98,5 100 199 15 57:11 236,58 3 435,58
6. Tormod Knutsen 🇳🇴 Norwegia 89,5 103,5 99,5 203 10 58:22 232 9 435
7. Nikolay Gusakov 🇷🇺 Związek Radziecki 98 102 96,5 200 14 58:17 232,3 8 432,3
8. Alfredo Prucker 🇮🇹 Włochy 101 100 95 201 12 58:52 230,1 10 431,1
9. Eeti Nieminen 🇫🇮 Finlandia 99,5 105 101 206 8 01:00:20 224,4 14 430,4
10. Leonid Fyodorov 🇷🇺 Związek Radziecki 101 100 98 201 12 59:17 228,5 12 429,5

Nagroda za medal? Western w kinie

Ceremonia rozdania medali odbyła się podczas przerwy w meczu hokejowym ZSRR – Stany Zjednoczone. Stadion w mroku. Tylko podium oświetlone reflektorami. Stenersen z Norwegii na najwyższym stopniu. Eriksen ze Szwecji drugi. Maleńki Groń trzeci.– Byłem bardzo stremowany i nie wiedziałem jak się zachować. Wypadało, bym ja, jako brązowy medalista, pierwszy pogratulował, ale to oni pierwsi mi pogratulowali – wspominał. Dostał dwa medale: olimpijski i brązowy medal FIS (w roku olimpijskim medaliści dostawali też medal od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej).

A nagroda od władz PRL za ten historyczny sukces? Z radości zabrano całą ekipę – kombinatorów, skoczków, biegaczy – do kina. Na western. Po powrocie do kraju dostał jeszcze talon na motocykl WFM. Kupił go za własne oszczędności i pieniądze od klubu.

Zgubiona koszula i komunistyczna sprawiedliwość

Ale czekały go też przykrości. Na igrzyska dostali ładne ubrania, które po powrocie musieli zwrócić. Wśród nich była nylonowa, biała koszula – rarytas, którego w Polsce dostać było prawie nie sposób. Franciszek ją zgubił. Efekt? Dwukrotna wizyta w sądzie w Nowym Targu. Składanie wyjaśnień. Grzywna. Obserwacja. W końcu sprawę umorzono. A piękne kurtki olimpijskie? Też musieli oddać.– Później podczas jednej z uroczystości widziałem, jak w mojej paradował działacz związkowy. Skąd wiedziałem, że to ta sama? Miała charakterystyczny ślad przy ramieniu. We Włoszech ubrudziłem ją przez przypadek smarem – wspominał z goryczą. – Dla władz byliśmy gorsi od działaczy. To było bardzo przykre.

3 dni w śpiączce i zatrzymanie kariery

Rok po olimpijskim sukcesie Groń był w świetnej formie. Piąte miejsce w Le Brassus, drugie w Garmisch-Partenkirchen. W mistrzostwach Polski w skokach pokonał go tylko Władysław Tajner.

27 marca 1957 roku. Zakopane, Wielka Krokiew. Memoriał Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. Woda stojąca na progu skoczni wyhamowuje jego narty. Groń potężnie uderza o zeskok. Rozległe wstrząśnienie mózgu. Złamanie mostka i obojczyka. Uszkodzenie siódmego kręgu kręgosłupa. Trzy dni w śpiączce farmakologicznej. Walka o życie. – Trzy dni byłem w śpiączce farmakologicznej. Bóle czuję do dzisiaj – mówił w 2002 roku, 45 lat po wypadku. Wrócił do sportu. Zdobywał jeszcze medale mistrzostw Polski. Ale do dawnej formy nie wrócił nigdy. W 1964 roku podczas gry w piłkę doznał pęknięcia łokcia, co ostatecznie przekreśliło kontynuowanie kariery sportowej.

Trener z ogromnym sercem

Od 1965 roku Franciszek Gąsienica-Groń poświęcił się pracy trenera w macierzystej Wiśle Zakopane. Przez 40 lat wychował ponad 40 mistrzów Polski w kombinacji, skokach, biegach i sztafetach. Wśród jego podopiecznych byli m.in. Klemens Murańka, Robert Mateja (olimpijczyk z Nagano 1998 i Salt Lake City 2002) czy własny wnuk – Tomasz Pochwała, olimpijczyk z Salt Lake City 2002, który na namowę dziadka rzucił skoki na rzecz kombinacji norweskiej. Jeden z jego szkoleniowców, Tadeusz Kaczmarczyk, trenował później Stefana Hulę seniora (brąz MŚ w kombinacji 1974), ojca olimpijczyka z Pjongczangu 2018 – Stefana Huli juniora. Świat polskich sportów zimowych jest mały. Groń rywalizował z Władysławem Tajnerem. Grał w piłkę nożną razem z Ernestem Pohlem, legendą polskiego futbolu. Podczas służby wojskowej w Łodzi strzelał gole dla garnizonowego klubu – późniejszego Orła Łódź.

Ostatni pokłon

W 2006 roku, w wieku 75 lat, uczestniczył w uroczystościach jubileuszowych Wisły Zakopane. Do końca życia był związany ze swoim macierzystym klubem.31 lipca 2014 roku wiślackie serce Franciszka Gąsienicy-Gronia zatrzymało się na zawsze. Pochowano go na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.

Człowiek, który otworzył medalowe drzwi dla Polaków

Nie zapowiadał się na wybitnego sportowca. Zbyt szczupły, zbyt niski. Gdyby nie służba wojskowa, gdzie nabrał tężyzny fizycznej, pewnie nigdy nie zostałby sportowcem.Gdyby nie trener, który w niego uwierzył, nigdy nie pojechałby na olimpiadę.Gdyby nie ten jeden, fatalny pierwszy skok, mógłby skakać spokojniej w kolejnych próbach - ale to i tak nie miało znaczenia, bo liczyły się tylko dwa najlepsze.Gdyby nie upadający Włoch, mógłby stracić medal całkiem.Gdyby nie wypadek na Krokwi, mógłby zdobyć złoto w 1960 lub 1964. Całe życie miał pecha. Ale ten jeden raz – w najważniejszym momencie – szczęście się do niego uśmiechnęło.I nikt mu nie zabierze tego, co osiągnął w Cortinie 30 stycznia 1956 roku.Franciszek Gąsienica-Groń. Góral z charakterem. Pierwszy polski zimowy medalista olimpijski. Człowiek, który zmienił polską zimę.

Wspomnienie filmowe z igrzysk w Cortinie z komentarzem samego Franciszka Groń-Gąsienicy:

Źródła:

https://przekroj.pl/en/archive/artykuly/24358https://z-ne.pl/s,doc,23170,1,1722

https://www.youtube.com/watch?v=e3KhmAgH9xo

https://polskieradio24.pl/artykul/2670045,cortina-dampezzo-1956-franciszek-gasienica-gron-pierwszy-polski-medalista-igrzysk-zimowych

https://newonce.net/artykul/pechowiec-z-odrobina-szczescia-franciszek-gasienica-gron

https://przegladsportowy.onet.pl/sporty-zimowe/franciszek-gasienica-gron-zdobyl-braz-na-igrzyskach-we-wloszech/4rxs7dd

(Przemysław Grabski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%