Polacy startowali na zimowych igrzyskach olimpijskich od ich pierwszej edycji w Chamonix w 1924 roku. Na pierwszy medal musieliśmy jednak czekać aż 32 lata. Dopiero we włoskiej Cortinie d'Ampezzo, dokładnie 70 lat temu pierwszy model dla Polski zdobył w kombinacji norweskiej Franciszek Gąsienica-Groń. Przyjrzyjmy się jego bardzo ciekawej historii.
30 stycznia 1956 roku. Cortina d'Ampezzo, włoskie Dolomity. Na progu skoczni olimpijskiej stoi szczupły, 170-centymetrowy Polak. Franciszek Gąsienica-Groń ma 25 lat i kilkanaście sekund do momentu, który zmieni jego życie – albo je zniszczy. Za wcześnie odbija się z progu. Wykręca pół salta w powietrzu. Spada na plecy. Ostatnie miejsce po pierwszej serii skoków. Łzy w oczach. Ale na szczęście liczyły się dwa najlepsze skoki z trzech. Jeszcze nic nie stracone.
Właściwie Franciszek Gąsienica-Groń w ogóle nie powinien znaleźć się w Cortinie. Dwa lata wcześniej – w wieku 23 lat – w ogóle nie uprawiał kombinacji norweskiej. Trenował alpejskie zjazdy, ale trener ciągle był niezadowolony z techniki.– Ty się do niczego nie nadajesz – usłyszał podczas jednego z treningów na Kalatówkach.Te słowa mogły go zniszczyć. Mógł się obrazić na narciarstwo. Ale ktoś inny dostrzegł we Franciszku talent..
Marian Woyna-Orlewicz – olimpijczyk z 1936 roku, trener z wielkim poczuciem humoru i jeszcze większym talentem do wyłapywania diamentów w górskim błocie. Nazywany przez zawodników "Wujkiem". To on zobaczył w Groniu to, czego nie dostrzegali inni.– Jak ty jeździsz?! Masz źle ułożone nogi, powykręcane ręce. Skup się lepiej na skokach i biegach – powiedział, widząc przejazd Franciszka w slalomie.I tak się zaczęło. Kombinacja norweska. Skoki plus biegi. Dwa lata do olimpiady. Misja niemożliwa?Woyna-Orlewicz lubił robić dowcipy swoim podopiecznym. Wkładał im cegły do plecaków przed wymarszem do schroniska na Hali Kondratowej. Zawieszał rondle z wodą nad drzwiami do pokojów. Podczas zawodów w Szwecji schował Groniowi torbę z kartami do brydża – a potem o tym zapomniał. Uczynni Szwedzi dostarczyli zgubę kilka godzin później do Sztokholmu, gdzie Polacy czekali na przesiadkę. Ale gdy chodziło o sport, "Wujek" nie żartował.
Przed igrzyskami polscy działacze nie wierzyli w Gronia. Brak wyników, zero doświadczenia, tylko dwa lata treningów. Gdy krawiec z PKOL brał miarę na garnitury dla olimpijczyków, Franciszka po prostu pominął. Woyna-Orlewicz postawił sprawę jasno:– Jeśli Groń nie jedzie, ja też nie jadę. Dostał ultimatum: musi wygrać przedolimpijskie zawody w szwajcarskim Le Brassus. Pojechał. Wygrał. Zmiótł konkurencję – wszystkich oprócz Skandynawów, których tam nie było, ale i tak był najlepszy w stawce. Błyskawicznie załatwiono mu wizę. Pojechał do Cortiny jako czwarty, rezerwowy zawodnik.
Na treningach Groń skakał wyśmienicie. Niemal najdalej w całej stawce, nie tylko wśród kombinatorów, ale i skoczków. Zaczęła narastać presja. W końcu to właśnie on może zostać tym, który jako pierwszy zdobędzie zimowy medal dla Polski.
To medalowe nastawienie go zdekoncentrowało. Pierwszy skok – katastrofa. Ledwo uratował się przed upadkiem na progu, tylko po to, by upaść przy lądowaniu. Zero punktów. Ostatnie miejsce. Na szczęście były jeszcze dwa skoki, a liczyły się 2 najlepesze wyniki. W drugiej i trzeciej serii nie ryzykował, skakał z rezerwą. 72,5 metra, potem 74 metry. Po skokach – dziesiąte miejsce na 36 startujących. Niewielka strata do liderów.– Miałem łzy w oczach, ale nie załamałem się. Powiedziałem sobie, że nie wszystko stracone – wspominał później.
Po raz pierwszy na igrzyskach dla kombinatorów rozegrano osobny bieg, na poprzednich rywalizowali oni wraz z biegaczami. Rozegrano go 2 dni po skokach - 31 stycznia a do przebiegnięcia było 15 kilometrów. Groń atakuje od startu. Przesuwa się o kolejne pozycje. Po trasie rozstawieni są pomocnicy – hokeiści, koledzy z kadry – informują go na bieżąco o stratach do czołówki. Na dwa kilometry przed metą dogania świetnie biegającego Włocha Alfreda Pruckera. Czuje się wyśmienicie. Ma jeszcze sporo sił w zapasie. I wtedy Prucker wywraca się na stromym zjeździe. Groń, wymijając go, wpada w głęboki, kopny śnieg. Gubi kilkanaście cennych sekund. Ale błyskawicznie się podnosi i szybko rusza do mety. Wpada tak zmordowany, że długo nie wie, co się z nim dzieje. Jest prawie półprzytomny. Dopiero gdy się napije – już nie pamięta czego – przychodzi do siebie.
W tamtych czasach nie było komputerów. Sędziowie przeliczali wyniki ręcznie. Czekanie trwało prawie dwie godziny. Rosyjscy dziennikarze podchodzą do Franciszka:– Jesteś brązowym medalistą! Nie wierzy. Myśli, że żartują.I wtedy przypomina sobie spacer po Cortinie, kilka dni wcześniej. Oglądanie medali olimpijskich na wystawie sklepu sportowego. Słowa kolegi, biegacza Józefa Rubisia:– Tobie, Franek, pasuje ten brązowy medal. Proroctwo się spełniło. Sędziowie ogłaszają oficjalne wyniki. 436.800 punktów. Trzecie miejsce. Pierwszy w historii Polski zimowy medalista olimpijski.
Pierwszy podbiegł do niego z gratulacjami Stenersen, złoty medalista. W ogóle Norwegowie i Finowie byli bardzo serdeczni i koleżeńscy. Szwedzi natomiast wyraźnie mu zazdrościli.Trenerzy i dziennikarze, szczególnie włoscy i niemieccy, bez końca dopytywali się, jak trenował. Nie mogli się nadziwić, że Polak zdobył brązowy medal – przecież wszyscy wiedzieli, że w Tatrach warunki śniegowe i treningowe są zawsze trudne, że zima jest stosunkowo krótka. Pytali, czy jeździł trenować w Alpy, czy na północ, na półwysep Kola, gdzie Skandynawowie trenują prawie cały rok. Franciszek odpowiadał im prawdę: że jego medal to nie jego zasługa, lecz trenera Woyny-Orlewicza. Że trener umie doskonale ustawić trening, w zadziwiający sposób potrafi podpatrzyć u dobrych zawodników zagranicznych ich najlepsze zalety i zauważyć każdy najdrobniejszy błąd swoich uczniów. Porozumiewał się z nimi po niemiecku – umiał średnio, ale wystarczyło to do rozmów ze Skandynawami.
To pierwszy w historii medalista w kombinacji norweskiej, który nie pochodził z kraju nordyckiego. Przez 32 lata podium rozdzielali między siebie tylko Norwegowie, Szwedzi i Finowie.
Tabela wyników pierwszej "10" zawodników kombinacji norweskiej na igrzyskach w Cortinie 1956 (przy skokach są od razu punkty, a nie odległości).
| Miejsce | Zawodnik | Kraj | 1. skok | 2. skok | 3. skok | Punkty za skoki | Miejsce po skokach | Czas biegu | Punkty za bieg | Miejsce w biegu | Punkty łącznie |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 1🥇 | Sverre Stenersen | 🇳🇴 Norwegia | 95,5 | 107,5 | 107,5 | 215 | 2 | 56:18 | 240 | 1 | 455 |
| 2🥈 | Bengt Eriksson | 🇸🇪 Szwecja | 108 | 106 | 99,5 | 214 | 3 | 01:00:36 | 223,4 | 15 | 437,4 |
| 3🥉 | Franciszek Gąsienica Groń | 🇵🇱 Polska | 60 | 101,5 | 101,5 | 203 | 10 | 57:55 | 233,8 | 7 | 436,8 |
| 4. | Paavo Korhonen | 🇫🇮 Finlandia | 97 | 96,5 | 99,5 | 196,5 | 17 | 56:32 | 239,1 | 2 | 435,6 |
| 5. | Arne Barhaugen | 🇳🇴 Norwegia | 99 | 98,5 | 100 | 199 | 15 | 57:11 | 236,58 | 3 | 435,58 |
| 6. | Tormod Knutsen | 🇳🇴 Norwegia | 89,5 | 103,5 | 99,5 | 203 | 10 | 58:22 | 232 | 9 | 435 |
| 7. | Nikolay Gusakov | 🇷🇺 Związek Radziecki | 98 | 102 | 96,5 | 200 | 14 | 58:17 | 232,3 | 8 | 432,3 |
| 8. | Alfredo Prucker | 🇮🇹 Włochy | 101 | 100 | 95 | 201 | 12 | 58:52 | 230,1 | 10 | 431,1 |
| 9. | Eeti Nieminen | 🇫🇮 Finlandia | 99,5 | 105 | 101 | 206 | 8 | 01:00:20 | 224,4 | 14 | 430,4 |
| 10. | Leonid Fyodorov | 🇷🇺 Związek Radziecki | 101 | 100 | 98 | 201 | 12 | 59:17 | 228,5 | 12 | 429,5 |
Ceremonia rozdania medali odbyła się podczas przerwy w meczu hokejowym ZSRR – Stany Zjednoczone. Stadion w mroku. Tylko podium oświetlone reflektorami. Stenersen z Norwegii na najwyższym stopniu. Eriksen ze Szwecji drugi. Maleńki Groń trzeci.– Byłem bardzo stremowany i nie wiedziałem jak się zachować. Wypadało, bym ja, jako brązowy medalista, pierwszy pogratulował, ale to oni pierwsi mi pogratulowali – wspominał. Dostał dwa medale: olimpijski i brązowy medal FIS (w roku olimpijskim medaliści dostawali też medal od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej).
A nagroda od władz PRL za ten historyczny sukces? Z radości zabrano całą ekipę – kombinatorów, skoczków, biegaczy – do kina. Na western. Po powrocie do kraju dostał jeszcze talon na motocykl WFM. Kupił go za własne oszczędności i pieniądze od klubu.
Ale czekały go też przykrości. Na igrzyska dostali ładne ubrania, które po powrocie musieli zwrócić. Wśród nich była nylonowa, biała koszula – rarytas, którego w Polsce dostać było prawie nie sposób. Franciszek ją zgubił. Efekt? Dwukrotna wizyta w sądzie w Nowym Targu. Składanie wyjaśnień. Grzywna. Obserwacja. W końcu sprawę umorzono. A piękne kurtki olimpijskie? Też musieli oddać.– Później podczas jednej z uroczystości widziałem, jak w mojej paradował działacz związkowy. Skąd wiedziałem, że to ta sama? Miała charakterystyczny ślad przy ramieniu. We Włoszech ubrudziłem ją przez przypadek smarem – wspominał z goryczą. – Dla władz byliśmy gorsi od działaczy. To było bardzo przykre.
Rok po olimpijskim sukcesie Groń był w świetnej formie. Piąte miejsce w Le Brassus, drugie w Garmisch-Partenkirchen. W mistrzostwach Polski w skokach pokonał go tylko Władysław Tajner.
27 marca 1957 roku. Zakopane, Wielka Krokiew. Memoriał Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. Woda stojąca na progu skoczni wyhamowuje jego narty. Groń potężnie uderza o zeskok. Rozległe wstrząśnienie mózgu. Złamanie mostka i obojczyka. Uszkodzenie siódmego kręgu kręgosłupa. Trzy dni w śpiączce farmakologicznej. Walka o życie. – Trzy dni byłem w śpiączce farmakologicznej. Bóle czuję do dzisiaj – mówił w 2002 roku, 45 lat po wypadku. Wrócił do sportu. Zdobywał jeszcze medale mistrzostw Polski. Ale do dawnej formy nie wrócił nigdy. W 1964 roku podczas gry w piłkę doznał pęknięcia łokcia, co ostatecznie przekreśliło kontynuowanie kariery sportowej.
Od 1965 roku Franciszek Gąsienica-Groń poświęcił się pracy trenera w macierzystej Wiśle Zakopane. Przez 40 lat wychował ponad 40 mistrzów Polski w kombinacji, skokach, biegach i sztafetach. Wśród jego podopiecznych byli m.in. Klemens Murańka, Robert Mateja (olimpijczyk z Nagano 1998 i Salt Lake City 2002) czy własny wnuk – Tomasz Pochwała, olimpijczyk z Salt Lake City 2002, który na namowę dziadka rzucił skoki na rzecz kombinacji norweskiej. Jeden z jego szkoleniowców, Tadeusz Kaczmarczyk, trenował później Stefana Hulę seniora (brąz MŚ w kombinacji 1974), ojca olimpijczyka z Pjongczangu 2018 – Stefana Huli juniora. Świat polskich sportów zimowych jest mały. Groń rywalizował z Władysławem Tajnerem. Grał w piłkę nożną razem z Ernestem Pohlem, legendą polskiego futbolu. Podczas służby wojskowej w Łodzi strzelał gole dla garnizonowego klubu – późniejszego Orła Łódź.
W 2006 roku, w wieku 75 lat, uczestniczył w uroczystościach jubileuszowych Wisły Zakopane. Do końca życia był związany ze swoim macierzystym klubem.31 lipca 2014 roku wiślackie serce Franciszka Gąsienicy-Gronia zatrzymało się na zawsze. Pochowano go na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.
Nie zapowiadał się na wybitnego sportowca. Zbyt szczupły, zbyt niski. Gdyby nie służba wojskowa, gdzie nabrał tężyzny fizycznej, pewnie nigdy nie zostałby sportowcem.Gdyby nie trener, który w niego uwierzył, nigdy nie pojechałby na olimpiadę.Gdyby nie ten jeden, fatalny pierwszy skok, mógłby skakać spokojniej w kolejnych próbach - ale to i tak nie miało znaczenia, bo liczyły się tylko dwa najlepsze.Gdyby nie upadający Włoch, mógłby stracić medal całkiem.Gdyby nie wypadek na Krokwi, mógłby zdobyć złoto w 1960 lub 1964. Całe życie miał pecha. Ale ten jeden raz – w najważniejszym momencie – szczęście się do niego uśmiechnęło.I nikt mu nie zabierze tego, co osiągnął w Cortinie 30 stycznia 1956 roku.Franciszek Gąsienica-Groń. Góral z charakterem. Pierwszy polski zimowy medalista olimpijski. Człowiek, który zmienił polską zimę.
Wspomnienie filmowe z igrzysk w Cortinie z komentarzem samego Franciszka Groń-Gąsienicy:
Źródła:
https://przekroj.pl/en/archive/artykuly/24358https://z-ne.pl/s,doc,23170,1,1722
https://www.youtube.com/watch?v=e3KhmAgH9xo
https://polskieradio24.pl/artykul/2670045,cortina-dampezzo-1956-franciszek-gasienica-gron-pierwszy-polski-medalista-igrzysk-zimowych
https://newonce.net/artykul/pechowiec-z-odrobina-szczescia-franciszek-gasienica-gron
https://przegladsportowy.onet.pl/sporty-zimowe/franciszek-gasienica-gron-zdobyl-braz-na-igrzyskach-we-wloszech/4rxs7dd
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz