Na skoczni mamuciej w Planicy rozegrano dziś ostatni w tym sezonie konkurs drużynowy pucharu świata w skokach narciarskich. Wygrali Austriacy w składzie Daniel Tschoffenig, Markus Mueller, Stefan Kraft i Stefan Embacher. Drugie miejsce zajęli Japończycy, a trzecie Norwegowie. Polacy, w składzie z Kamilem Stochem po raz ostatni w karierze skaczącym w drużynie zajęli ósme miejsce.
Do konkursu zgłosiło się tylko 8 drużyn: Austria, Słowenia, Japonia, Norwegia, Niemcy, Polska, Finlandia i Szwajcaria. Warunki na skoczni były dziś znakomite. Słonecznie, temperatura trochę powyżej zera, i co najważniejsze umiarkowany wiatr wiejący pod narty. Seria próbna nie zwiastowała jeszcze aż tak fantastycznego konkursu, bo tam tylko Ren Nikaido przeskoczył 230 m, skacząc 237,5 metra. W dodatku kibiców, szczególnie słoweńskich nastraszył Domen Prevc, którego ponownie mocno rozbujało po wyjściu z progu. Na tyle mocno, że nie zdołał tego wyprostować i lądował awaryjnie na 80 m. Na szczęście skończyło się tylko strachem.
Na 32 skoki w pierwszej serii mieliśmy aż 11 skoków na co najmniej 230 m i tylko 2 skoki poniżej 200 m. Niestety najkrótszy skok oddał Dawid Kubacki, który skoczył tylko 189 metrów. Pozostali nasi reprezentanci, a więc Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł i Kamil Stoch skoczyli dość zgodnie w okolicach 210 metrów i zajmowaliśmy ostatnie, ósme miejsce ze stratą 15 pkt do siódmych Szwajcarów.Znakomicie rozpoczęli konkurs Japończycy, gdyż Naoki Nakamura skoczył 237,5 metrów, a Tomofumi Naito 235. Zawiedli jednak nieco Ren Nikaido (225 m z niskiej belki) i przede wszystkim Ryoyu Kobayashi, który miał dopiero 15. wynik pierwszej serii (220 m). Wykorzystali to Austriacy, którzy skakali najrówniej, a w dodatku Stephan Embacher miał najlepszy wynik całej pierwszej serii, minimalnie lepszy nawet od Domena Prevca. Ten znowu miał problemy na początku lotu, kiedy go mocno rozbujało, ale klasycznie dla siebie potrafił to ustabilizować i dolecieć aż na 232 m z niskiej belki. Austriacy mieli więc 21 pkt przewagi nad Japończykami. Trzecie miejsce zajmowała Norwegowie spośród których wyróżnili się Johan Andre Forfang, który oddał najdłuższy skok pierwszej serii - 246 metrów i Marius Lindvik, który skoczył 238 m.
A tu skok Forfanga na 246 metrów:
𝐅𝐎𝐑𝐅𝐀𝐀𝐀𝐍𝐆❗6 METRÓW ZA ROZMIAR SKOCZNI‼️
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) March 28, 2026
Piękne loty w Planicy! 😍
Ten skok to KWINTESENCJA dzisiejszego konkursu.
Oby druga seria była równie wspaniała 🥰
📺 Transmisja w Eurosporcie 1! #skijumpingfamily #Planica pic.twitter.com/Zg3kUdZIFh
W drugiej serii wiatr poda narty tylko się wzmógł. Najpierw serię opóźniono o 15 min, a potem jeszcze kilkukrotnie przerywano. Jury ustawiło bardzo nisko belkę (nr 8) przez co wielu słabszych zawodników miało problemy z doleceniem nawet do 200 metra. Dobrzy lotnicy, potrafili natomiast wykorzystać dobre warunki latając (często wyraźnie) ponad 220 metrów.Znowu świetnie rozpoczęli Japończycy. Nakamura skoczył tylko 2 metry krócej niż w pierwszej serii, a Naito 228 metrów. Znowu zawiódł jednak Kobayashi, który nie doleciał nawet do dwusetnego metra. Niska belka i mocny wiatr pod narty bardzo pasowały ewidentnie Norwegów, bowiem Isak Langmo skoczył aż 239 metrów, a Lindvik 235,5. Blisko przed ostatnią grupą trzymali się też Austriacy, świetnie skoczył Daniel Tschoffenig - 234, zawiódł nieco natomiast Markus Mueller, który skoczył tylko 201,5 m. Przed ostatnią grupą prowadziła Norwegią o 2 pkt przed Austrią i 11 przed Japonią. Szykowała się więc bardzo zacięta walka o zwycięstwo.
Na przystawkę w ostatniej grupie miał być skok Domena Prevca, bo Słowenia była dopiero na piątym miejscu. Genialnemu Słoweńcowi znowu jednak nie wyszedł skok, bo wyjściu z progu rozbujało go na tyle mocno, że nie był w stanie dolecieć nawet do 200 metra i Słowenia pozostała na piątym miejscu. Na czwartym pewnie pozostały Niemcy, gdzie świetnie latali Geiger i Wellinger. Na skoki czołowej trójki chyba już zabrakło warunków wietrznych. Forfang skoczył bowiem zaledwie 202,5 m, Nikaido 213,5 m, a Embacher 221,5 m. Austriacy wskoczyli więc na pierwsze miejsce, Japończycy na drugie, a Norwegowie spadli na trzecie.
Polacy zgodnie wszyscy skoczyli krócej niż w pierwszej serii i ani przez chwilę nie byli blisko awansu choćby o jedną pozycję. Tylko Piotr Żyła skoczył ponad 200 metrów.
To był ostatni konkurs drużynowy w karierze Kamila Stocha. Jest on rekordzistą pod względem występów w zawodach drużynowych w PŚ. Wystąpił w aż 82 takich konkursach, w latach 2005-2024. I raczej nikt prędko tego rekordu nie poprawi. 9 mniej występów ma co prawda teoretycznie ciągle aktywny Noriaki Kasai, ale patrząc jak skaczą jego japońscy następcy nie zanosi się by miał jeszcze dużo szans na wystąpienie w drużynie. Z innych czynnych zawodników kolejny jest Piotr Żyła, ale on już traci 18 konkursów do Kamila. Biorąc pod uwagę, że Fis coraz bardziej stawia na konkursy duetów całkiem realne wydaje się, że ten rekord nie zostanie pobity już nigdy.W aż 31 z tych startów Polska drużyna stała na podium, w tym aż 7-krotnie wygrywała. Kamil skakał też we wszystkich polskich drużynach (nie licząc duetów), które stawały na podium wielkich imprez. Były to brązowe medale na MŚ w Predazzo (2015), Falun (2015) i Obersdorfie (2021), na igrzyskach olimpijskich w Pjongchangu (2018), no i oczywiście złoto na MŚ w Lahti (2017).
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz