W fińskim Lahti Maciej Staręga zakończył swoją wieloletnią karierę w biegach narciarskich. W sobotę wystartował po raz ostatni w sprincie, czyli swojej koronnej konkurencji, a w niedzielę pożegnał się z trasą biegiem na 10 km stylem klasycznym. To miejsce ma dla niego szczególne znaczenie – właśnie tutaj w 2017 roku osiągnął jeden z najlepszych wyników w karierze, zajmując ósme miejsce podczas mistrzostw świata. Przez lata był także liderem reprezentacji Polski i jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich biegaczy narciarskich.
Kiedy Staręga wbiegał na metę, spiker w Finlandii głośno gratulował mu kariery, a publiczność wiwatowała. Cała polska ekipa wyszła go uściskać i dziękować. Nie zabrakło też szampana. W takich ogolicznościach najlepszy polski biegacz ostatnich lat zakończył profesjonalą karierę.
- Cieszę się, że doszedłem do takiego poziomu. W trakcie kariery myślałem jeszcze, że może uda się to powtórzyć, albo stanąć na podium. Nie udało się, ale mimo wszystko czuję się spełniony - powiedział w rozmowie z nami tuż po przekroczeniu mety.
Mateusz Król:Maciek, czy to był jeden z najdłuższych – mentalnie – biegów w twojej karierze? Jak byś go opisał?
Maciej Staręga: Nie, wręcz przeciwnie. To był zdecydowanie najkrótszy bieg. Dzisiaj biegło mi się naprawdę dobrze, zwłaszcza w porównaniu do wczoraj. Tak naprawdę dopiero dziś poczułem, że to już jest absolutny koniec. W poprzednich startach, kiedy wiedziałem, że zbliżam się do zakończenia kariery, miałem wrażenie, że moje ciało nie chce już wchodzić na najwyższy poziom. Dzisiaj było inaczej. Biegło mi się lekko, ale myślę, że wynikało to z tego, że wiedziałem, iż to już ostatni start. Był spokój w głowie, totalny luz. Dzięki temu wszystko minęło bardzo szybko.
Pojawiały się jakieś flashbacki, wspomnienia z kariery, czy raczej pełne skupienie na samym biegu?
Trochę wspomnień się pojawiło. Przy trasie było sporo ludzi, także znajomi z nart – osoby, z którymi biegałem w Finlandii, byli zawodnicy. To bardzo fajne miejsce, więc automatycznie wracały też wspomnienia związane z tym stadionem. W głowie przewijało się kilka obrazów z przeszłości.
Ja wróciłem tutaj po dziewięciu latach. Właśnie wtedy wydarzył się jeden z największych sukcesów w twojej karierze.
Myślę, że w ogóle tamten sezon był dla mnie bardzo dobry. A same mistrzostwa świata zdecydowanie najlepsze w mojej karierze. To były piękne chwile. Cieszę się, że doszedłem do takiego poziomu. W trakcie kariery myślałem jeszcze, że może uda się to powtórzyć, albo stanąć na podium. Nie udało się, ale mimo wszystko czuję się spełniony.
Gdy myślisz o swojej karierze w skrócie – co przychodzi ci do głowy jako pierwsze? Co będziesz wspominał?
Przede wszystkim ludzie. Ludzie wokół mnie. Mimo różnych sytuacji – lepszych i gorszych – to właśnie oni są najważniejsi. Jestem osobą bardzo towarzyską. Choć to sport indywidualny, potrzebujesz wielu osób wokół siebie, które cię wspierają. Dlatego powiedziałbym, że największą wartością są właśnie ludzie. Ludzie, miejsca i wspomnienia.
Kiedy zapadła decyzja o zakończeniu kariery? Długo się nad tym zastanawiałeś?
Szczerze mówiąc, pierwszą propozycję pracy poza sportem dostałem już po igrzyskach w Pekinie. Jednak sezon był wtedy całkiem dobry, więc postanowiłem kontynuować karierę. Później przyszedł jeszcze lepszy sezon i znów uznałem, że warto spróbować dalej, więc ta decyzja dojrzewała we mnie stopniowo.
[ZT]140996[/ZT]
Teraz nie mogę nie zapytać o jedną rzecz. Jakie to były propozycje i czy wciąż są aktualne?
Na razie nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Mogę tylko powiedzieć, że jedna z propozycji pojawiła się wcześniej ze strony Polskiego Związku Narciarskiego. A co będzie dalej – zobaczymy. Myślę, że najbliższy rok i tak chcę poświęcić przede wszystkim rodzinie. Chciałbym trochę odpocząć od intensywnej pracy i jednocześnie zająć się własnym rozwojem. Mam w planach szkolenia i dokształcanie się w obszarach, które mnie interesują i w których w przyszłości chciałbym działać. Uważam, że to rozsądna decyzja. Nie ma sensu wchodzić od razu na głęboką wodę, jeśli nie ma się pełnego przekonania i przygotowania.
Dla mnie, jako dziennikarza śledzącego biegi narciarskie, twoja kariera to właściwie cały okres mojej pracy przy tej dyscyplinie. Od momentu, gdy zacząłeś zdobywać punkty Pucharu Świata. Dlatego chciałbym zapytać: co twoim zdaniem zostawiasz po sobie? Przez lata byłeś liderem tej kadry. Czy twoim zdaniem nadal będzie komu kibicować?
Myślę, że tak. Wierzę, że będą kolejni zawodnicy. Kluczowe jest jednak to, żeby sami w to uwierzyli. Wydaje mi się, że już widać pierwsze sygnały. Widać postępy, pojawiają się też talenty – choćby po Elizie czy Dominiku. To zawodnicy, których trzeba wspierać, podobnie jak całą młodzież. Mam nadzieję, że w pewnym sensie to będzie także moja spuścizna. Może nie zostawiam po sobie wyników z absolutnego światowego topu, ale chciałbym pokazać, że ten sport może dać piękne życie i wiele wartościowych doświadczeń.
To oczywiście ciężka praca, ale nie jest to wyłącznie droga przez mękę. W sporcie jest też mnóstwo pięknych chwil i wspomnień. Mam nadzieję, że właśnie tym uda mi się zachęcić młodych ludzi. Bo jeśli nie odnajdą w tym radości, to trudno będzie im wytrwać w tej dyscyplinie. Sport potrafi być brutalny, wymaga ogromnego wysiłku i poświęcenia. Ale jeśli potrafisz czerpać z niego satysfakcję, wtedy wszystko nabiera sensu. I to właśnie chciałbym przekazać młodszym zawodnikom.
Z Lahti, Mateusz Król
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz