Niebywała historia mistrzyni Norwegii. Myślała, że nie wróci już do narciarstwa

fot. archiwum prywatne Eirin Kvandal/tv2.no

Dziś kibicom kobiecych skoków kojarzy się ze złotym medalem tegorocznych mistrzostw Norwegii czy zwycięstwem w pucharowym konkursie w Ljubnie. Nie wszyscy wiedzą jednak, że droga Eirin Marii Kvandal nie była usłana różami. Wręcz przeciwnie – była pełna bólu i łez, aby wreszcie móc powrócić do treningów.

fot. archiwum prywatne Eirin Kvandal/tv2.no

Jako pierwsza oznaki skoliozy u Eirin zauważyła jej matka. Początkowo lekarze nie zdecydowali się na poważne kroki, a jedynie na monitorowanie stanu piętnastoletniej wówczas skoczkini. W tamtym czasie Kvandal wyprowadza się ze swojego rodzinnego miasta do Trondheim, aby to tam doskonalić swoje umiejętności. W pewnym momencie przychodzi jednak informacja od lekarzy. – To wrodzona wada, która się rozwija. Pogarsza się wraz z rozwojem – to słowa, które usłyszała wówczas Norweżka. Była sama, gdy dowiedziała się o chorobie. Wrodzona skolioza, boczne skrzywienie – to stan, z którym większość ludzi normalnie żyje. Jednak by Eirin mogła wciąż uprawiać sport, konieczne jest noszenie gorsetu bądź zoperowanie zawodniczki.

– O ile wiem, nie ma innych skoczków, którzy mieli taką operację w Norwegii. Ale dzięki dobrej obserwacji lekarzy udało doprowadzić do operacji, zanim dolna część pleców została dotknięta – mówiła Kvandal. 3 grudnia 2018 roku był sądnym dniem dla norweskiej skoczkini – to wtedy lekarze stoczyli bój o jej zdrowie. Siedem godzin, dwa metalowe pręty i dwadzieścia dwie śruby – tyle potrzeba było, aby Eirin mogła wrócić do pełnej sprawności. Gdy obudziła się po operacji, była już o około trzy centymetry wyższa! Norweżka miała jednak szczęście – przekrzywienie wystąpiło u niej jedynie w dolnej części pleców, co pozwoliło na przeprowadzenie mniej poważnej operacji niż w przypadku zajęcia całych pleców.

Operacja przyniosła jednak również negatywne skutki, o czym mówiła sama skoczkini. – Bolało mnie, przez około miesiąc było bardzo źle, ale potem stopniowo było coraz lepiej. Chodzenie przez miesiąc z ciągłym bólem staje się bardzo męczące – komentowała, podkreślając, że był to dla niej bardzo ciężki okres. Początkowo bała się, że nigdy więcej nie będzie już jeździła na nartach. Po kilku tygodniach stopniowo udało jej się jednak powrócić do treningów. Zapytana o myśli o rezygnacji ze skoków zdecydowanie odpowiada – nie. – To skoki narciarskie zmotywowały mnie do przejścia przez tę całą sprawę – tłumaczy. Jej radość była tak wielka, że pół roku po operacji… skoczyła na bungee. 

Po ośmiu miesiącach od operacji Kvandal oddaje w Oslo pierwszy skok z metalowymi prętami w plecach. Latem 2020 roku należy już do norweskiej kadry narodowej. W grudniu minionego roku debiutuje w Pucharze Świata w Ramsau, a już w swoim drugim starcie zdobywa pierwszą w karierze wiktorię. – Słyszenie hymnu narodowego było niesamowite, zwłaszcza gdy wiesz, ile zostało włożone, aby to się stało – komentowała swój występ w Ljubnie. Jaki cel stawia teraz przed sobą? To loty w Planicy, jednak jak sama mówi, przed nią i innymi skoczkiniami jest jeszcze długa droga do spełnienia tego marzenia.

Źródło: tv2.no