MŚ w biathlonie – Pokljuka 2021. Mieliśmy sztafetę na złoto. Dlaczego nie wyszło? “Dysfunkcyjny zespół”

fot. M. Król

Biathlonowa sztafeta kibicom śledzącym poczynanie sportowców z tej dyscypliny przez co najmniej ostatnich 10 lat, może kojarzyć się z wielkimi polskimi nadziejami. Nazwiska Nowakowska, Gwizdoń, Guzik i Hojnisz-Staręga. O tej drużynie zawsze mówiono: „mają szansę powalczyć o medal”. Nigdy się nie udało, chociaż czasami było blisko. Po latach wracają rozważania nad pytaniem: „dlaczego nie wyszło?”.

fot. M. Król

Przed rokiem też było blisko, chociaż sztafeta była zupełnie inna. Dość nieoczekiwanie, po trzech zmianach, nasza ekipa była na prowadzeniu. Ostatecznie było siódme miejsce. W tym sezonie ani razu nasza czwórka nie zajęła miejsca w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Patrząc jednak na to, z jakimi problemami zmagały się poszczególnie zawodniczki, nie ma się czemu dziwić. – Trener Michael Greis na pewno wciąż ma problem z dobraniem tej czwartej zawodniczki. Teraz do wyboru będzie młoda Joanna Jakieła i doświadczona Anna Mąka. Ta druga zrobiła w minionym roku duży postęp. Myślę, że to pozwala nam myśleć o dobrym wyniku. Jednak tu ważna jest też perspektywa igrzysk. Ten start też będzie potrzebny, ale trener pracuje cały czas pod tym kątem, aby na igrzyskach było jak najlepiej – tłumaczył jeszcze przed tym, jak Greis postawił na Mąkę, Adam Kołodziejczyk, obecnie dyrektor sportowy w Polskim Związku Biathlonu.

Mówiło się o medalach

O mocy polskiej sztafety mówiło się dużo w minionej dekadzie. Wówczas biegały Krystyna Guzik, Magdalena Gwizdoń, Weronika Nowakowska i Monika Hojnisz-Staręga. Mimo wielkich szans, ani razu nie udało się naszym paniom wrócić z ważnej imprezy z medalem wywalczonym w drużynie. – Kiedy obejmowałem kadrę kobiecą jako trener, zawsze mówiło się, że my mamy szanse na medal tylko w sztafecie. A w praktyce wychodziło jednak inaczej, bo przywoziliśmy medale z biegów indywidualnych. W sztafecie najmniej zabrakło nam podczas igrzysk w Soczi, ale tam początek był nieudany. W każdym razie tamte dziewczyny na pewno pokazały moc, ale często brakowało szczęścia – przypomina sobie dyrektor sportowy. Jednak zdecydowanie najbliżej Polki były w Pjongczangu. Wówczas po trzech zmianach pewnie prowadziły nad rywalkami. Niestety, przy wszelkich zawirowaniach pogodowych i słabym strzelaniu, zakończyło się na siódmej pozycji.

Niedawno swoje zdanie na ten temat w dosadny sposób w programie „Mój pierwszy raz” Tomasza Smokowskiego wyraziła Weronika Nowakowska. – Uważam, że nigdy nie wykorzystałyśmy w pełni swojego potencjału. Od zawsze byłyśmy w pełni dysfunkcyjnym zespołem. Podstawą budowania dobrego zespołu jest zaufanie, a ja mam poczucie, że tego nigdy nie było – przyznawała była wicemistrzyni świata w biathlonie. Napięta atmosfera miała ograniczać możliwości sztafety. – Jak tylko którejś z nas szło lepiej, to zaraz stawała się wykluczona. (…) I tutaj można powiedzieć, że ogromna jest rola trenera. Myślę, że my przez lata nie miałyśmy takiego trenera przywódcy, który mógłby nas poprowadzić. Takiego, który byłby obiektywny i tak samo traktował nas wszystkie, omówiłby z nami z nami to, w jaki sposób chcemy funkcjonować w zespole – opowiadała Nowakowska.

“Zawodniczki zapomniały”

– Zawsze mówiłem, że ludzie, którzy wspinają się wspólnie na Mount Everest, nie mogą być dla siebie wrogami. Teraz różnych rzeczy dowiadujemy się o himalaistach i okazuje się, że i u nas tak mogło być. Żyliśmy w jednej rodzinie, a jednak były jakieś niesnaski. Teraz po latach zawodniczki mówią o takich rzeczach… staram się tego nie słuchać. Wolę się nie denerwować. Naprawdę myślę jednak, że te zawodniczki zapomniały o tym, w jakim miejscu my byliśmy w pewnym momencie. Oczywiście, zawsze mogą powiedzieć, że gdyby miały innego trenera, np. z Norwegii, to miałyby dziesięć razy lepsze wyniki. Być może by tak było. Wydaje mi się jednak, że to co osiągnęliśmy wspólnie w trakcie mojej pracy, to było coś naprawdę fajnego. Wspaniale było to przeżyć. Dlatego dziwię się, że ktoś to dzisiaj negatywnie wspomina. Dla mnie jest nieprzyjemne zaskoczenie – skomentował Adam Kołodziejczyk.

Oczywiste jest, że czasu nikt nie zawróci. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że po „niedoszłej złotej sztafecie” zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. Na razie mamy widoku na drużynę, która wzbudzi nasze nadzieje. Trzeba jednak wierzyć, że wkrótce uda się ją ułożyć. Kto wie, może szybciej niż wszyscy się spodziewamy?

Szczegółowy program MŚ w biathlonie można znaleźć tutaj.

Więcej o MŚ w Pokljuce znajdziecie klikając poniżej:

Źródło: Informacja własna / “Mój pierwszy raz” Tomasza Smokowskiego (Kanał Sportowy)

Mateusz Król
Obserwuj