Małysz zmieni oblicze PZN. Takiego prezesa jeszcze nie było. “Będę jeździł za sportowcami”

fot. M. Rudzińska

Za nami sobotni Walny Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Delegatów Polskiego Związku Narciarskiego. Oficjalnie na stanowisko prezesa wybrany został Adam Małysz. Orzeł z Wisły w rozmowie z Tomaszem Kalembą z portalu sport.onet.pl zapowiedział, że zamierza podejść nieszablonowo do piastowanej funkcji. – Nie chcę siedzieć tylko za biurkiem, ale chcę czynnie uczestniczyć w życiu polskiego narciarstwa. Dlatego będę jeździł za sportowcami – powiedział.

fot. M. Rudzińska

Wyczekiwany przez wielu wybór stał się faktem

44-letni Małysz wybrany został na czteroletnią kadencję, zastępując na stanowisku Apoloniusza Tajnera, który pełnił swoją funkcję od 2006 roku. Czterokrotny zdobywca  Kryształowej Kuli był jedynym kandydatem na fotel prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Otrzymał 77 z 80 głosów. Do elekcji potrzebny był zaledwie jeden wybór “za”.

Łatwo nie będzie

Przed byłym już dyrektorem PZN ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej wyjątkowo trudne zadanie. Wcześniej nie piastował on bowiem żadnych publicznych funkcji, działając głównie w terenie. Czy zatem sprosta wyzwaniu?

– Długo się zastanawiałem nad tym, czy przyjąć propozycję. Z drugiej strony zawsze sobie myślałem, że jeszcze coś chciałbym zrobić dla polskiego narciarstwa. Prezes Apoloniusz Tajner przez tyle lat zrobił świetną robotę. Rozwinął związek. Wszystkie dyscypliny — i to nie tylko skoki — poszły do przodu. Teraz muszę to kontynuować, a może uda się nawet zrobić coś więcej – powiedział Małysz.

Wybitny przed laty skoczek nie ukrywa, że nowa rola będzie dla niego wymagająca. – Nie jestem do tego przyzwyczajony. Zawsze była jakaś osoba nade mną. Na pewno będzie trudny początek, bo muszę się nauczyć tego wszystkiego, co wiąże się z rolą prezesa. Mam nadzieję, że razem z członkami zarządu i biurem PZN uda nam się wypracować dobry system i fajnie pójść do przodu – kontynuował. – Najpierw będę musiał się obeznać z nowym miejscem pracy, bo do biura w Krakowie wpadałem tylko na chwilę. Byłem tam gościem, bo działałem głównie w terenie. Na pewno na początku będzie to dla mnie dziwne, jeśli ktoś będzie się zwracał do mnie: prezesie – dodał polski mistrz.

Będą nowe porządki, ale nie trzęsienie ziemi

Mimo braku doświadczenia, były polski skoczek wielokrotnie podkreślał w trakcie rozmowy, że ma plan na funkcjonowanie związku po odejściu Apoloniusza Tajnera. Dużej rewolucji jednak nie będzie.

– Na pewno to, co było dobre, to zachowamy. Mamy też mnóstwo nowych pomysłów. Związek nie jest już stowarzyszeniem, ale firmą, która musi prosperować i być coraz nowocześniejsza. Już od poniedziałku zaczniemy wdrażać nowe rzeczy – wyjawił.

– Jedna z pierwszych zmian, która będzie wdrażana, ma związek z budżetem. Każda z grup otrzyma pulę środków, którą sama będzie musiała zagospodarować. Czasami zatem będą musieli z czegoś zrezygnować. To jednak spowoduje, że bardziej będą dbali o pieniądze. Chcemy też powołać koordynatorów, którzy będą czuwali nad każdą dyscypliną. Oni mają być pośrednikiem między zarządem a zespołami. Przede wszystkim jednak chciałbym stworzyć zgraną ekipę. Chcę usprawnić działanie pracy w związku. Sam wiem, ile przechodziłem jako dyrektor w PZN, dlatego chcę dokonać pewnych zmian – wymieniał po kolei.

Skończyć z łatką typowego prezesa

Zakres obowiązków prezesa Polskiego Związku Narciarskiego to w dużej mierze praca zza biurka i mnóstwo – głównie papierkowej – roboty. Małysz chce jednak odejść od roli typowo kanapowego sternika. – Planuję bywać w Krakowie przynajmniej dwa-trzy dni w tygodniu. Chcę jednak, by moja prezesura była bardziej mobilna. Nie chcę siedzieć tylko za biurkiem, ale chcę czynnie uczestniczyć w życiu polskiego narciarstwa. Dlatego będę jeździł za sportowcami – oznajmił.

Polski Związek Skoków Narciarskich? Absolutnie nic z tych rzeczy

Jak wiadomo, Adam Małysz przez praktycznie całą swoją karierę związany był ze skokami narciarskimi. Również po jej zakończeniu, w marcu 2011 roku, po krótkim epizodzie z rajdami samochodowymi, wiślanin powrócił do korzeni. Od 2016 roku pełnił bowiem funkcję dyrektora PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej. Zasiadając na fotelu prezesa, 44-latek będzie musiał zarządzać również pozostałymi zimowymi dyscyplinami pod egidą Związku. Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni z 2001 roku jest jednak spokojny o to jak poradzi sobie z tym zadaniem.

– Wiadomo, że wywodzę się ze skoków, więc one zawsze będą w moim sercu. Biegałem też jednak na nartach, bo uprawiałem kombinację norweską. Jeżdżę na zjazdówkach, a przez pięć lat także na snowboardzie. Może nie jestem ekspertem w tych dziedzinach, ale chętnie się czegoś nauczę. I na pewno będę chciał pomóc im rozwinąć się, bo duże sukcesy zaczynamy osiągać w narciarstwie alpejskim czy snowboardzie. Mamy zdolne zawodniczki w biegach narciarskich, które też stać na sukcesy. Zależy mi przede wszystkim na to, by zaczęły działać tak, jak należy Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Na to będę kładł duży nacisk, bo one mają nam wydawać gotowych zawodników do kadr – stwierdził.

Gratulowały najważniejsze osoby w państwie

W zjeździe uczestniczyły również władze państwowe, na czele z prezydentem Andrzejem Dudą oraz ministrem sportu i turystyki – Kamilem Bortniczukiem. Ten drugi nie szczędził ciepłych słów pod adresem naszego mistrza. – To jest najlepsze, co mogło przytrafić się polskiemu narciarstwu – ocenił ten wybór Bortniczuk.

Małysz oficjalnie swoją pracę rozpocznie od poniedziałku – 27 czerwca. W obowiązkach pomagać mu będzie m.in. Sekretarz Generalny Jan Winkiel, który pozostał na swoim stanowisku, a także pozostali członkowie zarządu.

źródło: sport.onet.pl/PAP/twitter