I ty możesz wystartować na Mistrzostwach Świata [Felieton]

fot. Arnt Folvik / YIS/IOC / CC BY NC SA

fot. Arnt Folvik / YIS/IOC / CC BY NC SA
fot. Arnt Folvik / YIS/IOC / CC BY NC SA

Wkrótce rozpoczną się Mistrzostwa Świata w narciarstwie alpejskim. Do Sankt Moritz zjadą się najlepsi narciarze świata, aby powalczyć o medale na najważniejszej imprezie tego sezonu i chyba drugiej co do ważności w ogóle (po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich). Czy na pewno najlepsi? I tak i nie, bo obok wielkich gwiazd pojawią się również narciarze raczej średni.

Sprawa, którą chcę poruszyć dotyczy nie tylko Mistrzostw Świata, ale podczas tej imprezy jest ona bardziej widoczna. Na początku chciałbym przyjrzeć się kryteriom jakie trzeba spełnić, aby móc w tej imprezie uczestniczyć. FIS na imprezach mistrzowskich we wszystkich dyscyplinach ogranicza kwotę startową dla każdej reprezentacji do 4 zawodników. Co dla najsilniejszych nacji jest rzeczywiście ograniczeniem, bo w zawodach PŚ niektóre kraje mają możliwość wystawić do zawodów nawet do 10 swoich reprezentantów, dla tych słabszych to zwiększenie możliwości, gdyż w pucharowych zmaganiach najsłabsze kraje mogą być reprezentowane tylko przez jedną osobę. Czym to skutkuje? Między innymi obniżeniem poziomu zawodów. Wielu zawodników, którzy mają spore problemy ze zdobyciem punktów PŚ na mistrzostwach świata mają możliwość znalezienia się w najlepszej trzydziestce, a jak wiadomo miejsce 30. jest taką granicą między światową czołówką a resztą świata, m.in. dla polskich zawodników ta bariera jest w ostatnim czasie nie do przejścia.

Wymogiem jaki trzeba spełnić, aby móc startować w PŚ jest odpowiednia liczba FIS punktów. Dla mniej zaznajomionych z tematem dość krótko wyjaśnię, że im niższe punkty tym lepiej. Sposób ich przeliczania jest dość skomplikowany i nie chciałbym się teraz w to zagłębiać, ale dodam tylko, że im większa strata do zwycięzcy tym wyższe FIS punkty i im wyższy poziom zawodów (dobra obsada) tym mniejsze są minimalne FIS punkty w zawodach. To małe wprowadzenie posłuży mi do dalszego przedstawienia wymagań startu w PŚ i MŚ. Aby mieć możliwość występu w slalomach i gigantach w PŚ można mieć maksymalnie 120 FIS punktów w tych konkurencjach, natomiast w konkurencjach szybkościowych granica to 80 FIS punktów. W Mistrzostwach Świata jest jeszcze łatwiej. Jeśli chodzi o slalom i slalom gigant to tak naprawdę ograniczenie jest żadne. Należy mieć jakiekolwiek FIS punkty, w którejkolwiek z konkurencji i to w zupełności wystarcza. Natomiast w konkurencjach szybkościowych utrzymany jest limit 80 FIS punktów. Zdaję sobie sprawę, że to wciąż za mało, dlatego należy posłużyć się tutaj jakimś przykładem. Weźmy pod lupę jakiegoś zawodnika, który ma na na aktualnej liście rankingowej 120 FIS punktów w slalomie. Pewnie niezbyt znany szerszemu gronu kibiców szwajcarski zawodnik – Timon Engler – ma w slalomie  w gigancie punkty na poziomie ok. 120. W rankingu slalomowym daje to miejsce w okolicach 3300, natomiast w gigancie już dalej niż 3500. Jak widać, zawodnicy, którzy są w rankingu światowym na tak odległych miejscach mogą bez problemu (ze strony FIS) wziąć udział w PŚ. Jak wspomniałem wyżej, na MŚ ograniczenie w konkurencjach technicznych jest żadne, dlatego zawsze te zawody mają dużą liczbę chętnych. Z tego powodu przeprowadzane są kwalifikacje i w głównych zawodach startuje tylko 100 najlepszych, co nie zmienia faktu, że w tym gronie jest wielu alpejczyków znacznie odstających poziomem. Oczywiście Timon Engler, którego przykładem się posłużyłem na wyjazd na MŚ nie ma szans, ponieważ jest Szwajcarem i w swoim kraju nie mieści się nawet w gronie 150 najlepszych slalomistów. Gdyby jednak zmienił obywatelstwo i został reprezentantem np. jakiegoś egzotycznego kraju, to byłoby mu o wiele łatwiej. Organizatorzy tegorocznych MŚ w Sankt Moritz podają, że w ich imprezie weźmie udział ponad 400 zawodników z ok. 70 krajów, w tym Afganistanu, Brytyjskich Wysp Dziewiczych… Nie odmawiam reprezentantom takich krajów możliwości występu w MŚ czy PŚ. Wolałbym jednak, żeby FIS dbał o poziom zawodów najwyższej rangi i stawiał nieco wyższe wymagania. Zawodnicy dojeżdżający na metę z kilkunastosekundową stratą w mojej opinii powinni ścigać się w zawodach, w których poziom jest dla nich odpowiedni.

Także w tym sezonie w PŚ mogliśmy oglądać kilku zawodników, którzy chyba przyjechali tylko na wycieczkę i po to, aby pojeździć sobie z najlepszymi na świecie. Debiuty zawodników z Irlandii, Kenii, Danii którzy nie mają nawet jednego punktu (a w niektórych przypadkach żadnego startu, vide Casper Dyrbe Naested czy Sabrina Simader) w Pucharach Kontynentalnych szczególnie pozytywnych odczuć we mnie nie wywołują. Wymogi FIS to jedno, a wymogi krajowych federacji to drugie. W niektórych krajach są one dość bezlitosne. Będąc Grekiem, Hindusem czy reprezentantem jakieś wysepki na Pacyfiku można się śmiało starać o występ na MŚ (choć raczej za własne pieniądze), zaś w innych państwach zasady kwalifikacji nie są tak proste i łatwe do spełnienia. Dwa lata temu duża przykrość spotkała reprezentantkę Polski – Karolinę Chrapek, która nie pojechała na MŚ do Vail/Beaver Creek, gdyż nie udało jej się zapunktować w Pucharze Europy, a był to konieczny wymóg stawiany przez PZN. Warto jednak zaznaczyć, że do momentu zgłaszania zawodników na MŚ nie odbyły się w tamtym sezonie żadne zawody PE w supergigancie, na który stawiała Karolina, wobec czego nie miała ona gdzie powalczyć o punkty. W tym roku dość boleśnie odczuła brak kwalifikacji na MŚ m.in. japońska alpejka Emi Hasegawa, która jest najlepszą zawodniczką swojego kraju regularnie startującą w PŚ. Musiała ona dwukrotnie znaleźć się w najlepszej trzydziestce PŚ, aby móc pojechać do Sankt Moritz. Co ciekawe, dwa razy awansowała do drugiego przejazdu (w Killington i Zagrzebiu), ale w tym drugim przypadku nie została sklasyfikowana ponieważ trzy bramki przed metą popełniła błąd i nieprawidłowo objechała tyczkę. Z jednej strony mamy więc dość luźne wymagania Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, z drugiej bardzo rygorystyczne podejście niektórych krajowych związków. Bardzo cieszą mnie dobre występy w PŚ czy innych ważnych zawodach zawodników, którzy nie pochodzą z krajów alpejskich, skandynawskich czy z Ameryki Północnej. Występy alpejczyków z Łotwy (Kristaps Zvejnieks), Belgii (Armand Marchant), Korei (Dong Hyun-Jung), Białorusi (Maria Szkanowa), Węgier (Edit Miklós) które miały w obecnym sezonie miejsce są bardzo pozytywnym zjawiskiem. Ci zawodnicy prezentowali jednak odpowiedni poziom.

Jak widać, dostanie się na Mistrzostwa Świata przy odrobinie wysiłku może być celem całkiem możliwym do zrealizowania nie tylko dla asów. Poniżej krótka instrukcja:

1. Najlepiej jeśli urodziłeś się w kraju, w którym nikt nie jeździ na nartach.

2. Jeśli pochodzisz z kraju, w którym jest zbyt duża rywalizacja postępuj według przedstawionych poniżej kroków:

– Znajdź kraje, które bez większych problemów mogą przyznać Ci obywatelstwo

– Z wyżej wybranych krajów odrzuć te, w których uprawia się narciarstwo

– Następnie sprawdź czy nie ma wymagań dotyczących kwalifikacji na MŚ FIS, a skoro nikt tam nie jeździ na nartach to zapewne nikomu nie chciałoby się wymyślać jakichkolwiek kryteriów

– Zmień obywatelstwo

3. Jeśli jeszcze nie potrafisz jeździć na nartach to zrób sobie przyspieszony kurs. Może być na Youtube, ale chyba bardziej skuteczna będzie jedna lekcja z instruktorem.

4. Gdy umiesz już zjechać na nartach z małej górki i nie robisz sobie krzywdy, postaraj się o licencję FIS

5. Masz licencję? Brawo! Jesteś już pełnoprawnym narciarzem. Teraz zgłoś się do swoich pierwszych zawodów.

6. Wystartuj w zawodach, i postaraj się powolutku zjechać do mety nie narażając się na niebezpieczeństwo.

7. Prawdopodobnie nikogo w Twoim kraju nie będzie obchodziło, że chcesz jechać na MŚ, więc musisz samodzielnie starać się załatwić wszystkie formalności związane ze zgłoszeniem do MŚ.

8. Jedź na MŚ i powtórz krok 6.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.