Horngacher: Wskoczyłem do głębokiej wody

fot. sportschau.de
fot. sportschau.de

 

Dużo ostatnio słyszymy o nowych przedsięwzięciach nowego trenera polskich skoczków narciarskich – Stefana Horngachera. Tym razem opowiada on o podjętym ryzyku. – Skoczyłem do głębokiej wody. Jak to się mówi: „nie ma ryzyka, nie ma zabawy”. 

Zaraz po ogłoszeniu odejścia Łukasza Kruczka z funkcji trenera polskich skoczków narciarskich, wśród zainteresowanych często zadawano pytanie, kto pojawi się na jego miejscu? Wielu bez wahania wymieniało właśnie Stefana Horngachera. Według jego teorii mogło być to spowodowane jego wcześniejszym udziałem w polskich skokach. W latach 2004 – 2006 sprawował on funkcję trenera kadry B polskiej reprezentacji. W tym czasie podczas MŚ Juniorów w Rovaniemi (2005) drużyna w składzie: Paweł Urbański, Wojciech Topór, Piotr Żyła i Kamil Stoch zdobyła srebrny medal podczas zmagań drużynowych. Już w tym czasie prezes PZN proponował wtedy młodemu jeszcze trenerowi współpracę. – Wtedy było dla mnie za wcześnie. Nie czułem się gotowy, by objąć tę funkcję. Miałem za sobą karierę skoczka i ledwie cztery lata pracy trenerskiej w Austrii i dwa w Polsce. – opowiada. Pierwsze rozmowy miały miejsce już podczas marcowych zawodów PŚ w Wiśle. Wtedy ze strony PZN padła pierwsza propozycja dotycząca współpracy. – Poprosiłem o czas do namysłu. Po tygodniu odpowiedziałem, że się zgadzam, ale wcześniej musiałem porozmawiać z rodziną, bo praca w Polsce wiąże się z rozłąką. Nie było mi łatwo się zdecydować, to dla mnie wielkie wyzwanie. Ostatnich dziesięć lat spędziłem na pracy z niemiecką kadrą, miałem wszystko poukładane, świetnie się tam czułem. Dotychczasowy pracodawca nie chciał mnie puścić. Niemcy walczyli, żebym został.– przyznaje Horngacher.

Dla nas Polaków skoki narciarskie są czymś więcej niż tylko zwykłym sportem zimowym. To właśnie w dużej mierze skłoniło Stefana Horgachera do współpracy z Polskimi zawodnikami. Celem nowego trenera na pewno będzie poprawienie sytuacji w tej dyscyplinie sportowej. Nie chce on jednak kropka w kropkę powielać działań jak w reprezentacji Niemiec czy Austrii, jednak nie ukrywa, że to doświadczenie pomoże mu w realizacji swoich pomysłów. Twierdzi, iż nie ma czasu na czekanie, a rezultaty odpowiednich treningów powinny przyjść jak najszybciej. – Żadnego czekania. Zimą są MŚ w Lahti, TCS i konkursy w Polsce. – przyznaje Stefan Horngacher. Najważniejszymi „punktami” w jego pracy są dalekie skoki podopiecznych, wzajemny szacunek w zespole, prawidłowy system komunikacji między trenerami, fizjoterapeutami i zawodnikami oraz przede wszystkim koncentracja na wyznaczonych celach. – Pracować trzeba bez przerwy, a teraz jest najlepszy czas. Nikt nie skacze, można budować formę fizyczną i bolące nogi nie są wymówką. To także dobry moment na rozmowy, bo wszyscy mają czas. – tłumaczy nowy szkoleniowiec.

Horngacher uchylił rąbka tajemnicy dotyczącej podziału zawodników i szkoleniowców w poszczególnych kadrach. Na początku musi on przedstawić swój pomysł PZN. Następnie będzie można przystąpić do działania. Priorytetem będzie podział trenerów do kadry A, B i C. Później zostaną podzieleni zawodnicy. – Moimi najbliższymi współpracownikami oraz głównymi trenerami w kadrach B i C będą Polacy. Tak samo serwismeni, fizjoterapeuta, itd. – potwierdza.

Źródło: przegladsportowy.pl/ informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.