Historia PŚ w biegach. Kiedy pięć złotych wystarcza, by przejść do historii…

Fot. championat.com

Fot. championat.com

W sezonie 1996/1997 najlepsi biegacze świata już po raz dwudziesty czwarty rywalizowali o Kryształową Kulę. O osiemnaste trofeum walczyły z kolei panie. W trakcie tych stu trzynastu dni kibice narciarstwa biegowego przeżywali ogrom emocji i wzruszeń, których nie sposób zliczyć. Liczby możemy za to przypisać ważnym wydarzeniom, mającym miejsce owej zimy.

Zrobili to po raz trzeci

Mogłoby się jednak wydawać, że zrobili to po raz piąty… 14 marca 1997 roku swą piątą Kryształową Kulę odebrał legendarny norweski biegacz narciarski, Bjørn Dæhlie. Ten sam, który w trakcie poprzedniej edycji zmagań pucharowych przeżył swoiste wypalenie… 23 listopada 1996 roku – kiedy to miał miejsce premierowy bieg sezonu 1996/1997 – po kryzysie Norwega nie było już jednak śladu. Na dziesięciokilometrowej trasie w szwedzkiej Kirunie urodzony w Elverum biegacz o ponad 26 sekund wyprzedził drugiego w klasyfikacji Jariego Isometsę z Finlandii. Tym samym Dæhlie – odnosząc swoje trzydzieste pierwsze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata – został biegaczem z największą liczbą pucharowych tryumfów, wyprzedzając pod tym względem genialnego Szweda, Gunde Svana. Łącznie w trakcie opisywanej zimy Norweg jeszcze sześciokrotnie stawał na najwyższym stopniu zawodów rozgrywanych pod egidą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Wśród pań również po raz piąty najlepszą zawodniczką sezonu została Jelena Wialbe. Analogicznie jak Dæhlie, tak i pochodząca z Magadanu biegaczka siedmiokrotnie wygrywała biegi zaliczane do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 1996/1997. Podobieństw między tymi wielkimi postaciami światowego narciarstwa biegowego jest oczywiście znacznie więcej. Autorka niniejszego tekstu poprzestanie jednak na przytoczeniu jedynie jeszcze jednego. Zarówno Jelena Wialbe, jak i Bjørn Dæhlie tryumfowali w sezonach 1991/1992 i 1994/1995. Zimą 1997 roku ponownie – już po raz trzeci – oboje równocześnie zostali najlepszymi zawodnikami zmagań pucharowych.

Już nie zero, a jedna druga

Uważni czytelnicy naszego cyklu felietonów z pewnością pamiętają moment, w którym po raz pierwszy rozegrano bieg sprinterski odbywający się w ramach zawodów Pucharu Świata. Swoją „premierę” konkurencja ta miała miejsce 4 lutego 1996 roku, zaś jej pierwszymi tryumfatorami zostali Tor Arne Hetland i Jelena Wialbe. Owa dwójka nie powiększyła jednak wówczas swego dorobku punktowego, bowiem uznano, iż tak krótki bieg nie wymaga nader dużego wysiłku, w związku z czym możliwość zdobycia w nim punktów dla klasyfikacji generalnej byłaby swego rodzaju nieporozumieniem. Kolejnej zimy podejście do nowej konkurencji nieco ewoluowało. Co prawda, w dalszym ciągu uważano, iż ma ona charakter głównie widowiskowy, ponownie też rozegrano zaledwie jedne indywidualne zawody tego typu. Gdzież zatem owa „zmiana podejścia”? Otóż postanowiono, iż – mimo faktu rozgrywania biegu na tak krótkim dystansie… biegu, który jednak odbywa się w ramach Pucharu Świata, w związku z czym ma on pewien „status” i cieszy się swoistym prestiżem – sprint będzie konkurencją, za którą będzie otrzymywać się punkty, jednakże ich ilość będzie o połowę mniejsza niż ma to miejsce w przypadku biegów dystansowych. Zatem można stwierdzić, że znaczenie nowego typu zawodów stopniowo wzrastało, choć oczywiście w dalszym ciągu dalekie ono było od obecnej renomy opisywanej konkurencji.

Jedna czwarta dzieła

W latach dziewięćdziesiątych jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci światowego narciarstwa biegowego był Fin, Mika Myllylä, Mimo iż wielu kibicom biegacz ten może kojarzyć się przede wszystkim ze słynną aferą dopingową, która miała miejsce na początku XXI wieku, to jednak – co trzeba mu oddać – na swoim koncie miał on także liczne sukcesy, które osiągnął bez korzystania z nielegalnych „wspomagaczy”. Jednym z takich osiągnięć było wywalczenie drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 1996/1997. Na rezultat ten ogromny wpływ miała bardzo dobra i równa dyspozycja Fina, którą utrzymywał niemalże przez cały sezon. Świetne wyniki notowane w zawodach rangi pucharowej sprawiły, że na odbywające się w 1997 roku w Trondheim mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym zawodnik urodzony w fińskiej miejscowości Kokkola jechał jako jeden z faworytów. Jak się okazało, wytrzymał ciążącą na nim presję i nie zawiódł. „Medalowe żniwa” rozpoczął od brązu wywalczonego w biegu na dystansie 10 kilometrów, następnie zdobył srebra w biegach: pościgowym i sztafetowym. Mistrzostwa zakończył najlepiej jak tylko mógł. Tryumfując w biegu maratońskim rozegranym techniką klasyczną na dystansie 50 kilometrów, wywalczył swój pierwszy (z czterech) indywidualny tytuł mistrza świata.

Zawodniczka na piątkę

Oczywiście, zarówno Mika Myllylä, jak i Bjørn Dæhlie byli jednymi z najjaśniejszych postaci sezonu 1996/1997. Ich dokonania do dziś robią bardzo duże wrażenie i zasługują na ogromny podziw. Jednakże w trakcie opisywanej zimy swój „biegowy geniusz” pokazała także – wspominana na początku tegoż tekstu – Jelena Wialbe. Rosjanka przez cały sezon prezentowała się z bardzo dobrej strony (gdyby tak nie było, z pewnością nie sięgnęłaby po swą piątą Kryształową Kulę), jednak tym, co zrobiła na XXVIII Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Klasycznym, na stałe zapisała się w historii uprawianej przez nią dyscypliny sportowej. W ciągu zaledwie kilku dni wywalczyła pięć tytułów mistrzyni świata. Tym samym została ona pierwszą zawodniczką, która w pięciu startach na jednych mistrzostwach zdobyła pięć złotych medali. Do tej pory żadna biegaczka nie powtórzyła tego niesamowitego wyczynu…

Źródła: informacja własna; fis-ski.com

%d bloggers like this: