Historia PŚ w biegach. Dziesięć medali olimpijskich kolekcjonerki plastronów

Źródło: Vlakon1986/Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0

Źródło: Vlakon1986/Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0

Zimą z przełomu lat 1991/1992 najlepsi biegacze już po raz dziewiętnasty rywalizowali o Kryształową Kulę. Biegaczki walczyły z kolei w trzynastej odsłonie zmagań pucharowych. Punktem kulminacyjnym sezonu były XVI Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które w 1992 roku odbyły się w Albertville. Poznajmy zatem bohaterów owej zimy!

Tryumf Króla z Nannestad i Pani w różowej czapeczce

Inauguracja sezonu 1991/1992 odbyła się 8 grudnia 1991 roku w kanadyjskiej miejscowości Silver Star. Tymi, którzy święcili momenty chwały za oceanem, byli: posiadaczka słynnej różowej czapeczki, Jelena Wialbe, oraz pomysłodawca Tour de Ski, Vegard Ulvang. Ta sama dwójka na najwyższym stopniu podium stanęła także nieco ponad trzy miesiące później w norweskim miasteczku Vang, kiedy to 14 marca 1992 roku miał miejsce ostatni akord zmagań pucharowych. O ile Rosjanka odebrała w Skandynawii również Kryształową Kulę (o trofeum to niemal do samego końca rywalizowały z nią Stefania Belmondo z Włoch oraz reprezentacyjna koleżanka Wialbe, Lubow Jegorowa), o tyle Ulvang musiał zadowolić się „zaledwie” drugą lokatą w klasyfikacji generalnej. Do upragnionego tryumfu zawodnikowi urodzonemu w Kirkenes zabrakło zaledwie dwóch punktów. Lepszy okazał się od niego inny Norweg, zamieszkujący na co dzień w Nannestad, Bjørn Dæhlie. Trzeci w klasyfikacji generalnej – Władimir Smirnow – stracił do zwycięzcy ponad sto punktów (dokładnie 105!). Niewiele brakło, a całe podium klasyfikacji generalnej należałoby do norweskiej ekipy. Tuż za Smirnowem zmagania pucharowe zakończył bowiem – pochodzący z „kraju Wikingów” – Terje Langli. Tamtej zimy nie było bowiem mocnych na Norwegów…

Igrzyska Wikingów

Najlepszym dowodem potwierdzającym zawartą wyżej konkluzję są wyniki igrzysk olimpijskich z roku 1992. Na pięć rozegranych w Albertville męskich konkurencji biegowych pięciokrotnie tryumfowali bowiem Norwegowie. Łącznie na francuskich trasach wywalczyli oni osiem medali. Dwukrotnie po indywidualne złoto sięgali Vegard Ulvang oraz Bjørn Dæhlie. Co ciekawe, tryumf pierwszego z nich w biegu rozegranym techniką klasyczną na dystansie 30 kilometrów był pierwszym od szesnastu lat zwycięstwem norweskiego biegacza narciarskiego na najważniejszej sportowej imprezie. Poprzednio – w roku 1976 na igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku – sztuki tej dokonał Ivar Formo. We Francji całości dzieła dopełniła sztafeta, w skład której weszli: Terje Langli, Kristen Skjeldal oraz wspomniani wcześniej indywidualni mistrzowie olimpijscy. Sukces zawodników z Półwyspu Skandynawskiego był ogromny i niepodważalny. Jednakże naznaczony był on pewną skazą. Biegnący na ostatniej zmianie biegu sztafetowego, pewny już tryumfu – Bjørn Dæhlie – postanowił „efektownie” zakończyć ów bieg. Co pomyślał, to też i zrobił. Cieszący się z kolejnego tryumfu, przekroczył on linię mety tyłem, co spotkało się z ogromną krytyką. Uznano bowiem, że Norweg lekceważy innych rywali. Tuż za Wikingami w biegu tym uplasowali się Włosi…

„Nie biegamy tylko dla siebie”

Nie o zawodnikach z Półwyspu Apenińskiego rzecz jednak teraz będzie, a o ich utalentowanej koleżance z reprezentacji, która w Albertville cieszyła się z dwóch olimpijskich krążków. Licząca zaledwie 158 centymetrów wzrostu Stefania Belmondo pokazała we Francji, jak ogromny potencjał i wielkie pokłady siły mogą drzemać w tak małym ciele. Najpierw – w biegu na dystansie 15 kilometrów – musiała uznać wyższość startującej pod flagą Wspólnoty Niepodległych Państw, Lubow Jegorowej. Następnie zaś – w kończącym kobiece zmagania biegowe starcie na trasie liczącej 30 kilometrów – nie miała sobie równych i zdobyła pierwsze olimpijskie złoto dla Włoch w biegach narciarskich. Po wymarzonym sukcesie na twarzy Belmondo przez długi okres czasu malował się uśmiech. Włoszka nie zamierzała jednak spocząć na laurach. W planach miała bowiem walkę o tryumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. – Ten medal, choć nareszcie złoty, nic nie zmieni w moim życiu. Teraz najważniejsze są pucharowe starty, chcę walczyć o końcowy sukces (…). Fakt, organizatorzy tak zaprojektowali konkurencję, by widzowie jak najczęściej mogli nas oglądać na stadionie, orientować się lepiej w sytuacji. A więc sprowadzali z wysokości do parteru, leżącego najniżej punktu wyjścia. Ale to ich i kibiców dobre prawo. Nie biegamy tylko dla siebie i własnej satysfakcji, serdecznej publiczności trzeba dać jak najwięcej dobrego widowiska – mówiła po swym tryumfie szczęśliwa Włoszka. Po francuskich igrzyskach złotymi zgłoskami w historii zimowego olimpizmu zapisała się jednak inna znamienita postać.

Lepsza od Jernberga

A była nią zawodniczka urodzona w 1952 roku w miejscowości Mokhchy. Na dwanaście dni przed swymi czterdziestymi urodzinami dokonała ona rzeczy wielkiej. Biegnąc na drugiej zmianie sztafety 4 x 5 kilometrów, przyczyniła się do wywalczenia przez swą drużynę olimpijskiego złota. Dzięki temu została ona pierwszą kobietą w historii, która zdobywała medale olimpijskie na pięciu igrzyskach z rzędu. Ponadto, stała się również najstarszą w historii mistrzynią zimowych igrzysk olimpijskich. I, co najważniejsze, jako pierwsza wywalczyła dziesięć medali na zimowych igrzyskach olimpijskich. W ten oto sposób Raisa Smietanina – bo o niej oczywiście mowa – poprawiła wyczyn legendarnego Szweda, Sixtena Jernberga, który na swoim koncie zgromadził dziewięć olimpijskich „skalpów”. – Nie uważam, by można moje osiągnięcie, zdobycie dziesiątego olimpijskiego medalu, traktować jako rekordowy wyczyn. Wspaniały szwedzki biegacz Sixten Jernberg zdobył ich dziewięć, należy wszakże pamiętać, że inne to były czasy. W jego epoce można było walczyć na igrzyskach tylko o cztery krążki. Nie byłam dzisiaj w najlepszej formie. Nie ukrywam też, że po zakończeniu sezonu rozstanę się z wielkim wyczynem. Jako pani w średnim wieku muszę teraz pomyśleć o czymś innym – o urodzeniu dzieci – mówiła po wywalczeniu swego dziesiątego medalu najbardziej wówczas utytułowana zimowa olimpijka, która kolekcjonowała plastrony i numery startowe, w jakich rywalizowała.

Odrodzenie polskich biegów?

Biorąc pod uwagę sam fakt, iż na – mających miejsce cztery lata wcześniej – igrzyskach w Calgary w polskiej kadrze olimpijskiej nie znalazł się żaden przedstawiciel narciarstwa biegowego, już sam udział biegaczy i biegaczek narciarskich z Polski świadczył o rozwoju tejże dyscypliny w kraju nad Wisłą. W 53-osobowej grupie lecącej do Albertville znalazło się miejsce dla siedmiu przedstawicieli biegów narciarskich. A ci pokazali, że to miejsce – cytując klasyka – po prostu im się należało. Co prawda, męska część kadry nie zachwyciła na imprezie czterolecia (najlepszym rezultatem dwójki Wiesław Cempa-Andrzej Piotrowski była trzydziesta druga lokata pierwszego z nich w – kończącym zmagania – biegu na dystansie 50 kilometrów). Z dobrej, a nawet bardzo dobrej, strony pokazały się za to we Francji polskie biegaczki, które w biegu sztafetowym zajęły dziesiątą lokatę. Indywidualnie regularnie plasowały się one na początku trzeciej dziesiątki. Najlepszy wynik w Albertville zanotowała – najmłodsza w kadrze – Dorota Kwaśny, której w biegu pościgowym rozgrywanym techniką dowolną na dystansie 15 kilometrów przypadła w udziale dwudziesta pierwsza pozycja. Jak już wspomniano, miejsca w czołowej trzydziestce zajmowały igrzysk także inne Polki, a były nimi: Małgorzata Ruchała, Halina Nowak oraz Bernadeta Bocek. – Przed pierwszymi igrzyskami w Albertville zaczynaliśmy już treningi na wysokości, choć żaden z trenerów nie miał jeszcze wtedy pojęcia, na czym to polega (…). Ta metoda nie była trafiona, ale wtedy trenerzy nie wiedzieli jeszcze, o co chodzi. Nie dziwię im się, bo nie mieli wtedy informacji na ten temat – przyznała, cytowana przez Daniela Ludwińskiego, ostatnia z wymienionych biegaczek, która nie narzekała na warunki treningowe. – Jeśli chodzi o to, co miałyśmy, to nie były to złe warunki – wspominała Bocek-Piotrowska. O tym, że rozwój polskiego narciarstwa biegowego zmierza we właściwym kierunku, mieliśmy przekonać się już w kolejnym sezonie. I przekonaliśmy się…

Źródła: informacja własna; D. Miller, Historia igrzysk olimpijskich i MKOL. Od Aten do Londynu 1894-2012, Rebis, Poznań 2012; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014; fis-ski.com; Wikipedia

%d bloggers like this: