Biathlon

Zamknij

Szefowa biathlonu odchodzi. "Nie było pieniędzy nawet na bilety”

Maciej Tryboń Maciej Tryboń 07:59, 11.06.2026 Aktualizacja: 22:29, 10.06.2026
Skomentuj Szefowa biathlonu odchodzi. "Nie było pieniędzy nawet na bilety”

Po czterech latach kierowania Polskim Związkiem Biathlonu Joanna Badacz podjęła decyzję o zakończeniu swojej misji. W obszernym wywiadzie dla Sportsinwinter.pl podsumowuje kadencję, opowiada o kulisach walki o stabilność finansową związku, sukcesach sportowych ostatnich lat oraz powodach, dla których nie będzie ubiegała się o reelekcję. Nie brakuje także odniesień do przyszłości polskiego biathlonu i nadchodzących wyborów prezesa.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Maciej Tryboń, dziennikarz Sportsinwinter.pl: Pani Prezes, spotykamy się na finiszu Pani pierwszej kadencji na czele Polskiego Związku Biathlonu. To naturalny moment na podsumowanie. Jak z dzisiejszej perspektywy ocenia Pani ostatnie cztery lata?

Joanna Badacz: To był dla mnie bardzo intensywny okres. Pełen wyzwań, odpowiedzialności i wyrzeczeń. Dziś jednak z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że były to bardzo dobre lata. Czuję ogromną dumę – zarówno z własnej pracy, jak i z wysiłku wszystkich ludzi, którzy wspólnie ze mną przeprowadzili polski biathlon przez ten czas zmian. To dla mnie moment dużej satysfakcji, ale również spokoju. Kiedy cztery lata temu stawałam przed delegatami i przedstawiałam swoją wizję oraz plany, nie przypuszczałam, że uda się zrealizować aż tak wiele.

Jeśli mowa o wynikach, statystyki z ostatnich lat pokazują wyraźny progres. Jak porównałaby Pani sytuację, którą zastała, z tym, gdzie polski biathlon jest dzisiaj?

Liczby są tutaj najbardziej obiektywne. Przejmowałam związek po jednym z najsłabszych sezonów w Pucharze Świata i po igrzyskach olimpijskich, które zakończyliśmy zaledwie jednym miejscem w czołowej dziesiątce. Dzisiaj nasi biathloniści ponownie liczą się w światowej czołówce. Zawodniczki regularnie osiągają wyniki w TOP 10, a mężczyźni poprawiają swoje rekordy i coraz częściej meldują się w najlepszej dwudziestce.

Największym dowodem postępu były jednak ostatnie igrzyska olimpijskie. Pojechaliśmy na nie z ośmioosobową reprezentacją, czego nie było od wielu lat. Dodatkowo wywalczyliśmy aż cztery miejsca w czołowej dziesiątce, w tym szóste i ósme miejsce. To ogromny skok jakościowy.

Nasi sportowcy stali się realną konkurencją dla najlepszych. Wierzę, że nadal będą się rozwijać, bo widzę ich zaangażowanie i determinację. Patrząc na ich postępy, nie żałuję żadnej walki o środki potrzebne do stworzenia warunków szkolenia na najwyższym poziomie.

[ZT]141827[/ZT]

Moi zawodnicy byli dla mnie wielką inspiracją. Od początku zależało mi na zapewnieniu im stabilizacji i spokoju. Atmosfera, którą udało się stworzyć w całym zespole, sprzyjała rozwojowi. Zawodnicy czuli wsparcie trenerów i całego sztabu.

To wyniki na najwyższym poziomie. A jak wygląda sytuacja u podstaw szkolenia?

Tę piramidę szkolenia rzeczywiście udało nam się rozbudować. To nie są jedynie hasła. Mamy dziś znacznie więcej dzieci i młodzieży uprawiających biathlon, powstały nowe kluby, a środki trafiające do Szkół Mistrzostwa Sportowego i ośrodków szkolenia młodzieży są większe niż przed czterema laty.

Dzięki wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki rozwinęliśmy programy, które stały się fundamentem popularyzacji naszej dyscypliny: „Biathlon dla Każdego", „Celuj w Igrzyska" oraz „I Ty Możesz Zostać Biathlonistą". Dodatkowo mogliśmy wdrażać nowe programy takie jak Kariera dwutorowa i projekty badawcze

Bardzo ważna była również współpraca z Wojskiem Polskim. Udało się zwiększyć liczbę biathlonistów zatrudnionych na etatach wojskowych. Dla naszych seniorów oznacza to stabilizację, możliwość rozwoju sportowego i zawodowego jednocześnie oraz godne warunki funkcjonowania.

Patrząc na tę dynamikę rozwoju, wielu obserwatorów mogło zakładać, że będzie Pani ubiegała się o kolejną kadencję. Tymczasem ogłosiła Pani, że nie wystartuje w wyborach.

Długo się na tym zastanawiałam i ostatecznie podjęłam decyzję, że nie będę ubiegała się o reelekcję.

Skąd taka decyzja właśnie teraz?

Tak naprawdę podjęłam ją już w Nowy Rok. Potrzebowałam tylko  czasu, żeby się z nią oswoić, a później przygotować na nią najbliższych współpracowników i zawodników. Realizowaliśmy wiele ważnych projektów, były Igrzyska Olimpijskie i nie był to odpowiedni czas na ogłaszanie tej decyzji.

Dobrze czułam się w roli prezesa i nie była to łatwa decyzja. Jednocześnie wiem, że nie jestem w stanie przez kolejne lata żyć niemal wyłącznie w podróży. Dojazdy do pracy, spotkania i wyjazdy służbowe pochłaniają ogromną ilość czasu. Coraz bardziej brakowało mi go dla najbliższych, którzy są dla mnie bardzo ważni.

Dziś mogę też przyznać, że cztery lata temu wcale nie planowałam zostać prezesem. Sytuacja związku sprawiła jednak, że poczułam odpowiedzialność za dyscyplinę, która zawsze była mi bliska. Za namową wielu osób podjęłam się tej misji. Praca na rzecz biathlonu bardzo mnie pochłonęła, ale jednocześnie dawała ogromną satysfakcję.

Nie obawia się Pani, że część środowiska odbierze tę decyzję jako rezygnację w połowie drogi?

Mam świadomość, że mogę rozczarować niektóre osoby, ale jestem spokojna, ponieważ zostawiam związek w dobrej kondycji. Od początku zakładałam pracę przez jeden cykl olimpijski. Nigdy nie deklarowałam, że będę pełnić tę funkcję przez osiem lat.

O ucieczce można byłoby mówić wtedy, gdybym zrezygnowała w trakcie kadencji.

Przyznam jednak, że były momenty bardzo trudne. Przez pierwszy rok często towarzyszyło mi zwątpienie i myśli o rezygnacji. Sytuacja finansowa związku była niezwykle wymagająca i absorbująca. Dziś ten etap mamy już za sobą.

Obecnie sytuacja jest stabilna, co daje mojemu następcy komfort, którego ja nie miałam. Będzie mógł od pierwszego dnia skoncentrować się wyłącznie na rozwoju sportowym naszej dyscypliny.

Co dokładnie kryło się za tymi problemami finansowymi? Dziś może już Pani o tym opowiedzieć.

To już na szczęście historia, ale startowaliśmy z bardzo trudnego pułapu. Naszym absolutnym priorytetem było zapewnienie płynności finansowej i stworzenie fundamentów, bez których nie moglibyśmy myśleć o rozwoju sportowym.

Stan konta nie gwarantował wówczas pokrycia nawet podstawowych kosztów działalności czy wynagrodzeń pracowników.

W tym miejscu należą się ogromne podziękowania prywatnemu przedsiębiorcy, który udzielił nam pożyczki. Ta pomoc dosłownie uratowała związek przed paraliżem w krytycznym momencie.

Dużym wyzwaniem były ruchy kadrowe, które destabilizowały nam pracę. Na początku było ich bardzo dużo ale ostatnie udało się stworzyć zgrany zespół, który pracuje z dużym zaangażowaniem. 

To brzmi jak gaszenie pożaru. Czy te problemy odbijały się bezpośrednio na zawodnikach i ich startach?

Robiliśmy wszystko, aby tak się nie stało, choć niekiedy było to naprawdę karkołomne zadanie. Mało kto wie, że w 2023 roku, gdy reprezentacja miała polecieć na mistrzostwa świata juniorów do Kazachstanu, sytuacja finansowa związku była na tyle trudna, że nie mieliśmy środków na zakup biletów lotniczych.

Udało się jednak znaleźć rozwiązanie. Tak samo było w wielu innych kryzysowych momentach. Dzięki ciężkiej pracy i życzliwości ludzi zawsze potrafiliśmy wyjść z opresji.

Słuchając tego wszystkiego, trudno nie zadać pytania: dlaczego dopiero teraz? Przez lata przylgnęła do Pani opinia osoby mało medialnej. Pojawiały się zarzuty o brak komunikacji i unikanie informowania o sytuacji związku. Dlaczego te informacje nie trafiały wcześniej do opinii publicznej?

Wiem, że byłam tak postrzegana i przyjmuję tę krytykę z pokorą. Proszę jednak uwierzyć, że była to świadoma decyzja.

Kiedy obejmuje się stery organizacji w trudnym momencie, można obrać dwie drogi. Pierwsza to wyjść do mediów, opowiadać o problemach i przedstawiać siebie jako ofiarę sytuacji. Druga to po prostu zakasać rękawy i pracować. Ja wybrałam tę drugą.

Na początku kadencji dziennikarze nie oszczędzali mnie w pytaniach. Nie byłam na to przygotowana, dlatego trochę okopałam się na swoich pozycjach i długo z nich nie wychodziłam. Pierwszego większego wywiadu telewizyjnego udzieliłam dopiero podczas konferencji, na której ogłaszaliśmy zatrudnienie Uroša Velepca w kadrze seniorów w 2025 roku.

Nasz rzecznik prasowy długo namawiał mnie na ten krok. Miał do mnie dużo cierpliwości i jestem mu wdzięczna, że zawsze potrafił znaleźć odpowiednie rozwiązanie, gdy trzeba było coś zakomunikować.

Ale takie milczenie budowało wrażenie braku przejrzystości. Nie uważa Pani, że środowisko powinno wiedzieć, w jakiej kondycji znajdował się związek?

Wiedziały o tym osoby, które wiedzieć musiały, aby pomóc wyjść z tej sytuacji. 

Chciałam chronić wizerunek polskiego biathlonu. Potrzebowaliśmy czasu i spokoju, by uporządkować wiele spraw. Rozgłos nie był nam wtedy potrzebny.

Muszę zapytać o głośne porównania, które pojawiały się w mediach, między innymi w wypowiedziach Tomasza Sikory. Padały stwierdzenia, że budżet polskiego biathlonu dorównuje takim potęgom jak Francja czy Szwecja. Jak Pani to ocenia?

Nie chcę odnosić się do subiektywnych opinii. Mogę jedynie zachęcić do rzetelnej weryfikacji faktów.

Nasze sprawozdania finansowe i organizacyjne są jawne. Jesteśmy w pełni transparentną instytucją. Dane dostępne są również w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Wystarczy sprawdzić, ile środków trafia bezpośrednio na szkolenie kadr narodowych, a ile przeznaczanych jest na programy upowszechniania sportu.

Łączenie wszystkich tych kwot w jeden budżet i porównywanie nas do Francji czy Szwecji jest po prostu merytorycznym nieporozumieniem. Liczby dostępne u źródła mówią same za siebie i warto się z nimi zapoznać, zanim zacznie się budować takie teorie.

Czyli codzienność wyglądała inaczej niż wynikało to z medialnych porównań?

Oczywiście. Ja również chciałabym, żeby nasz sztab szkoleniowo-techniczny nie należał do najmniejszych na świecie. Chciałabym mieć osobnych trenerów od biegu i strzelania, większy zespół serwismenów, rozbudowane zaplecze medyczne czy własną ciężarówkę serwisową.

Funkcjonowaliśmy jednak w konkretnych realiach finansowych i musieliśmy wyznaczać priorytety. Moim zadaniem było wycisnąć maksimum z dostępnych możliwości, a nie opowiadać o budżetach, których po prostu nie mieliśmy.

Mówi Pani o sukcesach i wyprowadzeniu finansów na prostą. Czy jest jednak coś, co uznaje Pani za największe niespełnione zadanie lub porażkę tej kadencji?

Jeśli miałabym wskazać jeden obszar pozostawiający największy niedosyt, byłaby to infrastruktura. W ostatnich latach jej rozwój wyraźnie wyhamował.

Bardzo mocno zabiegałam zarówno w ministerstwie, jak i w samorządach o powstawanie mniejszych obiektów treningowych. Moim absolutnym priorytetem była profesjonalna rolkostrada przy jednym z naszych stadionów biathlonowych. Nie odpuszczałam tego tematu ani na chwilę, dlatego brak widocznych efektów jest dla mnie dużym rozczarowaniem.

Będę jednak powtarzać, że dopóki w Polsce nie powstanie choć jeden nowoczesny i kompleksowy ośrodek szkoleniowy, rywalizacja z najlepszymi na świecie będzie dla nas ogromnym wyzwaniem.

Dziś brak takiej bazy zmusza nas do częstych wyjazdów zagranicznych, które pochłaniają znaczną część budżetu.

Jest jednak jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia. Po uporządkowaniu zmian w kluczowych dokumentach związek zajmie się para biathlonem. Musimy odpowiedzialnie przygotować się do przejęcia szkolenia w tej dyscyplinie.

Przed nami także wdrażanie strategii zrównoważonego rozwoju oraz dostosowanie działalności do wymogów Międzynarodowej Unii Biathlonu.

Do września musimy również przygotować master plan dla Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Naprawdę nie brakuje wyzwań. To praca wymagająca cierpliwości, konsekwencji i czasu. Na efekty wielu działań trzeba po prostu poczekać.

Skoro nie kolejna kadencja, to co będzie tym nowym wyzwaniem?

Wrócę do tego co sprawiało mi wiele satysfakcji – do pracy z dziećmi i szkolenia u samych podstaw biathlonu.

Dzieci są fantastyczne. Są szczere, autentyczne i mają w sobie tę naturalną ciekawość świata, której dorosłym czasami brakuje. Nie kalkulują, nie szukają drugiego dna. Po prostu kochają sport i chcą się rozwijać.

Czyli z gabinetu prezesa prosto na strzelnicę i treningi z najmłodszymi?

Tak, i wracam do tego z ogromną radością.

Będę mocno kibicowała nowym władzom związku. Życzę naszym zawodnikom spektakularnych wyników i satysfakcji z osiąganych rezultatów. Mam nadzieję, że imponująca dziś liczba młodzików i młodzików młodszych przełoży się w kolejnych latach na jeszcze liczniejsze kadry juniorskie i seniorskie.

Chciałabym również podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie przez te cztery lata. Zarządowi za wspólne decyzje i konsekwentną realizację wyznaczonych celów. Pracownikom biura za codzienną, często niewidoczną pracę i dobrą atmosferę. Trenerom, pracownikom technicznym, sędziom oraz wolontariuszom za zaangażowanie w rozwój biathlonu w Polsce.

Dziękuję zawodnikom za godne reprezentowanie biało-czerwonych barw, kibicom za doping i wsparcie w każdym momencie, a mediom za zainteresowanie naszą dyscypliną i rzetelne przekazywanie informacji.

Wspaniale było czuć, że mimo różnych opinii i punktów widzenia wszyscy na końcu zmierzamy w tym samym kierunku.

Wszystko, co udało się osiągnąć, było efektem pracy zespołowej. Dziękuję za dobre słowa, cenne rady, ale również za krytykę. Zawsze starałam się działać najlepiej, jak potrafiłam, choć oczywiście nie udało mi się uniknąć błędów.

Choć nie będę już stała na czele związku, nadal zamierzam działać na rzecz biathlonu, bo pasji i energii mi nie brakuje. Zostawiam organizację stabilną, transparentną i osiągającą wyniki, z których wszyscy możemy być dumni.

Teraz przyszedł czas na nową energię, więcej czasu dla rodziny i powrót do tej dziecięcej pasji, od której wszystko się zaczęło.

Kto powinien zostać nowym prezesem Polskiego Związku Biathlonu? Wiemy już, że o stanowisko powalczą Tomasz Sikora i Agnieszka Cyl. Kogo Pani poprze?

Przed polskim biathlonem bardzo ważna decyzja. Cieszę się, że o stanowisko prezesa ubiegają się osoby, które doskonale znają naszą dyscyplinę i przez lata współtworzyły jej historię – zarówno jako zawodnicy, jak i działacze. Oboje odegrali już ważne role w Polskim Biathlonie i dobrze by było jakby bez względu na wynik wyborów, znaleźli miejsce w strukturach związku.

Szczególnie blisko współpracowałam w ostatnich latach z Agnieszką Cyl. Mogę powiedzieć, że jest osobą niezwykle pracowitą, zaangażowaną i oddaną polskiemu biathlonowi. Wiele jej zawdzięczam, ponieważ zawsze mogłam liczyć na jej wsparcie oraz pomoc przy realizacji licznych projektów i wyzwań, przed którymi stawał związek.

Jako dyrektor sportowa wielokrotnie udowodniła, że potrafi myśleć strategicznie, integrować ludzi i konsekwentnie realizować ambitne cele.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Mam nadzieję, że biathlon w Polsce będzie się dalej rozwijał, a wyniki naszych zawodników na świecie będą coraz lepsze. Będę bardzo mocno za to trzymać kciuki.

Kto zostanie prezesem PZBiath?Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu sportsinwinter.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%