MŚ w Oberstdorfie 2021. Dawid Kubacki: “Trochę mnie wycięło. System przekalkulował to inaczej”

fot. M. Król

Dawid Kubacki po konkursie na skoczni dużej nie ukrywa sportowej złości. Polak przyznaje, że warunki dziś były trudne. On sam musiał dwukrotnie schodzić z belki, co też wpłynęło na jego postawę – głównie, jeśli chodzi o pierwszą serię. Mistrz świata z Seefeld wie, że do podium wiele nie brakowało. – Mam świadomość tego, że zarówno tutaj jak i na małej skoczni medale były w zasięgu ręki – mówi.

fot. M. Król

Czujesz się wycięty dzisiaj?

Trochę mnie wycięło, co ja mogę innego powiedzieć. No ale cóż. Myślę, że trochę tej sportowej złości po tym dniu na pewno będzie. Z drugiej strony można powiedzieć, że wszystko się wyrównuje. Dwa lata temu to ja w podobnych warunkach miałem trochę więcej szczęścia, także nie mam co tu zarzucać medalistom. Nawet nie mam prawa. Na pewno jednak nie będę zadowolony z tego, że akurat tak, a nie inaczej się to dla mnie dziś ułożyło. Mam świadomość tego, że zarówno tutaj jak i na małej skoczni medale były w zasięgu ręki. Na małej skoczni trochę moich małych błędów, które zdecydowały, że tego medalu nie ma. Tutaj trochę pogodowych błędów. No i cóż, tak to wygląda w tej chwili, że wielkiej radości nie ma.

Dawid, po konkursie na skoczni normalnej powiedziałeś, że jest w tobie sportowa złość. Dzisiaj też ta sportowa złość się pojawia. Sporo jej uzbierałeś w Oberstdorfie. 

Dzisiaj ta sportowa złość jest na to, co mi się przytrafiło, jeśli chodzi o warunki. Jeśli chodzi o same skoki, to wydaje mi się, że były o krok lub dwa lepsze niż te na małym obiekcie. W pierwszej serii policzyło mi jak policzyło, co ja mogę na to teraz poradzić. To też kwestia tego, że po ściągnięciu z belki prędkość miałem chyba o kilometr gorszą niż normalnie bym miał. Kilometr to już są dobre dwie, trzy belki. Tak to się poskładało. W drugiej serii też mnie ściągali, chociaż z tego za pierwszym razem akurat się cieszyłem. Tam po śniegu było widać, z której strony to leciało. Wszystko było z tyłu. Niestety za drugim razem, jak to zielone światło już się zapaliło, ten śnieg dalej leciał w dół skoczni, a nie pod górę. Nie poszczęściło się tak do końca.

Jutro kolejna szansa. Ty jesteś mistrzem indywidualnym i w drużynie. No i teraz pytanie. Mówiłeś, że czułeś, że w biegu indywidualnym stać cię na medal. Taki medal w drużynie to jest medal pocieszenia czy jeden do jednego tak samo będziesz go traktował?

Myślę, że na razie nie mamy co rozmawiać o medalach. Ja się będę trzymał swojej wersji, że medale się zawiesza dopiero po zawodach. Ja wiem, że naszą drużynę stać jutro na dobry występ. Wiem, że mamy do tego zdolności i wiarę w to. Będziemy walczyć, a jutro przyjdzie czas na weryfikację na bieżąco po zawodach. Myślę, że dla nas w tej chwili najważniejsze jest to, aby się skoncentrować nad tym, co każdy z nas ma do zrobienia na skoczni. Musimy ze spokojem to realizować, a także wierzyć, że to będzie super działało.

Po takim dniu tłumisz w sobie złość czy raczej rozmawiasz z kolegami, trenerem, żoną?

Nie, jakoś bardzo się nie staram tłumić tego. Pamiętając jednak o zawodach w Rasnovie, staram się w miarę tego już ekspresyjnie nie wyrażać. Przy braku kibiców niekiedy te prywatne rozmowy zostają podsłuchane. Staram się przynajmniej trochę przytemperować swoje zapędy. Wiadomo, że to nie jest miła sytuacja i zawsze tu są emocje, które można by było od razu wypuścić, ale jeszcze mamy spod skoczni trochę drogi na górę. Tam można to powyrównywać.

Powiedziałeś wcześniej – trochę pogodowych błędów dzisiaj. Wyjaśnisz, co miałeś na myśli?

Jeżeli chodzi o pogodowe błędy, to jak wspominałem. Mowa tu o prędkości z pierwszej serii. Trochę więcej śniegu mi napadało w tory. Ponadto trafiłem na złą średnią, jeśli chodzi o wiatr. System liczy ją z jakiegoś okresu czasu i w nosie ma, czy człowiek już wylądował, czy jeszcze siedzi na belce. On po zapaleniu zielonego światła zaczyna liczyć średnią przez jakiś czas. Jak się wyląduje, a tam w te czujniki zakręci, to przy takiej pogodzie jak dziś po prostu tak się zdarzało, że liczyło inaczej. Człowiek ląduje po w miarę niezłym skoku, blisko zielonej linii, a się okazuje, że jednak jest bardzo daleko, bo system przekalkulował to inaczej. W tej serii Karlowi też policzyło -4.

Piotrkowi -17…

Tak, Piotrkowi -17. Też miał tam pewnie trochę lepsze warunki niż Karl, bo trudno powiedzieć, żeby ten system w ogóle się rozstrzelał. Zdarzają się jednak też takie sytuacji, jaka była np. kilka lat temu w Rosji z Ryoyu. Było wtedy ewidentnie widać, że jest lufa pod narty, a jemu policzyło dodatnie punkty. Czasami się tak zdarza, bo to jednak średnia. Jak się w dobrą trafi, to jest fajnie. Albo doda punktów w neutralnych warunkach, albo jest lufa i nie odejmie. No ale zdarza się też w drugą stronę i taka sytuacja miała miejsce ze mną w pierwszej serii. W drugiej już sam nie wiem, jak to policzyło. Po śniegu, siedząc na belce, widziałem, że to nie jest wiatr pod narty. Śnieg lecący mi zza pleców ciężko, żeby później zakręcał pod górę.

Trochę jak gra w totolotka. 

Trochę tak, ale taką mamy też dziś pogodę, że kurzy jak w tej kuli. No i co więcej na ten temat możemy powiedzieć.

Piotrek chyba trochę smutny był, że zabrakło do medalu. Najlepszy skok dnia, a skończył czwarty. 

No na pewno to nie jest miłe, kiedy kończy się zawody tuż za podium i ten medal się już prawie dotyka. Myślę, że Piotrek nie będzie nad tym jakoś długo rozpaczał. Ma złoto z normalnej skoczni, więc wydaje mi się, że przejdzie do porządku dziennego i jutro będziemy walczyć tak jak powinniśmy.

Konkurs może nie do końca sprawiedliwy, ale zwyciężył chyba ten, co tu po prostu był najlepszy. Stefan Kraft od początku notował najlepsze rezultaty.

Zgadza się. On od samego początku tu dobrze skakał. Pokazywał, że będzie się liczyć w walce o medale i nic się nie zmieniło.

Z Oberstdorfu dla Sportsinwinter.pl,
Mateusz Król

Obserwuj