Miała oznaki choroby Alzheimera, teraz walczy o Kryształową Kulę. “Nikt we mnie nie wierzył”

Źródło: youtube.com

Źródło: youtube.com

 

Eva Pinkelnig w tym sezonie stanęła po raz pierwszy na najwyższym stopniu podium zawodów Pucharu Świata. Medalistka mistrzostw globu trzy raz z rzędu odniosła triumf w tym roku. Tym samym zbliżyła się do liderki klasyfikacji generalnej cyklu Maren Lundby. Droga do sukcesu była dla 31-latki bardzo trudna – miała duże problemy ze zdrowiem. Nawet w Austrii nikt nie wierzył w powodzenie jej kariery.

Dla Pinkelnig sezon 2019/2020 jest niezwykle udany. Austriaczka w dotychczasowych startach zgromadziła już 509 punktów. Co więcej, po raz pierwszy w swojej karierze wygrała zawody Pucharu Świata. 31-latka była najlepsza w Sapporo, a w Zao ustrzeliła dublet triumfów. Eva dzięki temu została wiceliderką cyklu. Do liderki, mistrzyni olimpijskiej Maren Lundby, traci zaledwie punkt. Osiągnięcia przyszły jednak po bardzo trudnym dla niej okresie. Evie Pinkelnig mówiono, że nie nadaje się do tego sportu. Ludzie sugerowali, że brakuje jej podstaw, które wypracowuje się już od dziecka. Zwracano również uwagę na jej problemy neurologiczne, które miałyby przeszkodzić w uzyskaniu wysokiego poziomu. – Słyszałam to już sto razy. W Austrii w pewnym momencie nie było nikogo, kto nadal by we mnie wierzył. Ludzie nie widzieli nawet szans na to, że na coś mnie ciągle stać – przyznała dwukrotna medalistka mistrzostw świata w drużynie.

Faktycznie można było trudno uwierzyć w to, że Pinkelnig zdoła być w ścisłej czołówce Pucharu Świata. Trzy lata temu zaliczyła dwa upadki, które mogły zakończyć się śmiertelnie. Lekarze zdiagnozowali u niej ciężkie urazowe uszkodzenie mózgu. Po tych zdarzeniach zmagała się z ogromnymi problemami neurologicznymi. – Moja lewa strona uległa uszkodzeniu. Przy prędkości 60 km/h moje oczy “wyłączyły się”. Nie możesz przecież nic nie widzieć, jeśli rywalizujesz na skoczni przy 90 km/h – opowiedziała Austriaczka. Wyniki testów jej mózgu stanowiły jeszcze większe zaniepokojenie. – Były oznaki choroby Alzheimera – powiedziała Pinkelnig.- Mój mózg ma struktury, których nie powinien mieć ktoś w moim wieku – dodała.

Na szczęście we współpracy ze specjalistą udało się opanować neurologiczne braki. – Mogłam znowu dużo trenować – wyznała. Po pierwszym upadku, który miał miejsce w Ramsau, zawodniczka nie zrezygnowała ze startów. – Upadek był wówczas trywializowany – stwierdziła. Teraz, jak o tym pomyśli, czuje przerażenie. Pomimo wstrząsu mózgu, brała udział w konkursach Pucharu Świata jeszcze przez kilka tygodni. Potem zdarzyły się kolejne nieszczęścia. – Nie pamiętam nic z tego czasu. Byłam w Niżnym Tagile. Na szczęście Bóg się mną opiekował. W przeciwnym razie mogłoby być inaczej – rzekła. Zamiast zakończyć karierę, Pinkelnig się nie poddała i teraz ma szanse wygrać klasyfikację generalną Pucharu Świata. – Walka jest częścią mojej natury. Po każdym upadku powstaję. Osiągnęłam już znacznie więcej niż ludzie myśleli, że mogę – zakończyła.

źródło: kurier.at

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: