Zbigniew Bródka o zakończeniu kariery: „Zdecyduję po igrzyskach”

fot. AFP

Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski z Soczi w łyżwiarstwie szybkim jest już na ostatniej prostej przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang i do sezonu zimowego. Już za kilka dni rusza Puchar Świata, a nasz najbardziej utytułowany łyżwiarz walczy z czasem i kontuzją. 

Tydzień temu na nowej hali lodowej w Tomaszowie Mazowieckim po raz pierwszy w historii mistrzostwa Polski w łyżwiarstwie szybkim odbyły się na krytym torze. Zbigniew Bródka przyglądał się rywalizacji w roli kibica. Cały czas zmaga się z kontuzją mięśnia czworogłowego.  i postanowił zrezygnować z udziału w krajowym czempionacie na rzecz spokojnego treningu do ruszającego niebawem Pucharu Świata. – Działamy, rehabilitujemy, wracam do dyspozycji, ale nie mogę stosować obciążeń startowych. Można powiedzieć, że trenuję normalnie. Bardzo chciałem wystartować na mistrzostwach, lecz logika mówi, żeby jeszcze pauzować i dokończyć rehabilitację. Mamy inne priorytety: kwalifikacje olimpijskie, potem igrzyska – mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Nowa hala łyżwiarska daje większe możliwości. Teraz nasi zawodnicy nie będą musieli trenować za granicą, by przygotować się do kolejnych sezonów. Nawet w trakcie zimy między zawodami mogą szlifować formę na miejscu. To wszystko sprawia, iż Zbigniew Bródka nie wie co dalej z jego karierą i czy będzie to jego ostatni sezon w karierze, czy jednak zdecyduje się ją kontynuować. Ale czy będzie startować jeszcze przez kolejne cztery lata? – Zdecyduję po igrzyskach, po głębokim zastanowieniu, czy będę mógł podjąć kolejne treningi, kolejne wyzwania, by przygotować się do następnych igrzysk. Cztery lata to długi czas. Nie można też z dnia na dzień zakończyć kariery. Ja jeśli coś robię, to świadomie, więc sprawa musi być przemyślana – podkreślił.

Ostatnie sezony po igrzyskach w Soczi były dla Bródki trudne. Dyspozycja nie była już tak wysoka i stabilna, choć w ostatnim sezonie było już lepiej. Czy to może dać nadzieję na sukces tej zimy? – Można tamten sezon ocenia różnie. Mistrzostwa świata nie poszły po mojej myśli, ale uważam, że sama końcówka była dobra, miejsca blisko podium. Z piątego miejsca na PŚ mogłem być zadowolony. Żeby być na najwyższym poziomie trzeba przejść wieloletni proces szkoleniowy, a co dopiero się na nim utrzymać. Ja miałem dołek po Soczi, ale myślę, że już jest za mną i idę w górę, ale nie mówię tego z wielką euforią, bo wszystko przede mną – mówi mistrz. Nawet jeśli indywidualnie nie uda się naszym panczenistom zdobyć medalu w Pjongczang, kibice liczą na sukces drużynowy. W Soczi żeńska drużyna zdobyła srebro, natomiast męska brąz. Najpierw jednak trzeba wywalczyć olimpijską kwalifikację, która nie jest tak prostym zadaniem do wykonania. – Wszyscy wierzą i liczą na drużynę w naszym wykonaniu. Tak było od czasu, gdy zaczęliśmy zdobywać medale. Nasze apetyty są duże, ale za każdym razem nie było łatwo. Kwalifikacja olimpijska jest naprawdę trudna, bo w tych sezonach poziom jest dużo większy. W innych krajach zauważyli, że to w drużynie jest szansa. Na kolejnych igrzyskach jest coraz trudniej. My musimy bazować na doświadczeniu – podsumowuje Bródka.

Początek Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim już w najbliższy weekend od 10 do 12 listopada w holenderskim Heerenveen.

źródło: przegladsportowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *